Ziemia niczyja, Jan Waletow

Powiedzenie o tym, żeby nie oceniać książki po okładce, tyczy się zazwyczaj ludzkiej fizjonomii. Jednak w przypadku powieści Jana Waletowa przestrogę tą należy traktować dosłownie. Spójna z Fabryczną Zoną szata graficzna (choć niebieski kolor mylnie kojarzy książkę z serią Kornewa) i soczysty tekst okładkowy wyraźnie wskazują na to, że mamy do czynienia z pozycją szalenie podobną do stalkerskiej serii, pełną mocnej i widowiskowej akcji. Jestem pewna, że fani Miszy czy Ślepego bez zastanowienia sięgnęli po „Ziemię Niczyją” licząc na solidną porcję wrażeń. Tymczasem okazuje się, że okładka okładką, a książka ma nam do zaoferowania coś zupełnie innego.

 

W powieści Waletowa poznajemy Michaiła Siergiejewa. Mężczyzna w asyście przyjaciela o wiele mówiącej ksywce Milczek przemierza tytułowy zniszczony przez Potop teren w celu dostarczenia pewnej cennej przesyłki. W trakcie tej wędrówki Michaił wspomina swoją skomplikowaną i barwną przeszłość, analizując wydarzenia, które ostatecznie wygoniły go do Ziemi Niczyjej…

Ziemia Niczyja to wyniszczone radioaktywnym Potopem tereny dawnej Ukrainy. Ogromna strefa buforowa oddzielająca od siebie Zachodnią Konfederację i Rosyjskie Imperium. Zarówno Konfederacja jak i Imperium zsyłają tam najgorsze szumowiny i najlepszych specjalistów od brudnej roboty. Bo tak jak Zona, Ziemia Niczyja w całej swojej surowości ma do zaproponowania rzeczy, których w normalnym świecie nie uświadczysz. Ale zamiast długo wędrować po tym niezwykłym terenie częściej będziemy przyglądać się przeszłości Siergiejewa. Tak, moi drodzy, „Ziemi Niczyjej” bliżej do political fiction niż postapo.

Michaił to świetnie wyszkolony były członek służb specjalnych, którego rozległe koneksje sprawiły, że stał się uczestnikiem wielu szalenie istotnych dla Imperium wydarzeń. W powieści Waletowa (który jest również znanym na Ukrainie publicystą) otrzymujemy skomplikowane polityczne rozgrywki i świetnie skrojoną intrygę, której macki okręcają się wokół najważniejszych polityków. Są smutni panowie w garniturach i tłuści ludzie u władzy otoczeni marionetkami, są nocne wizyty w drogo urządzonych gabinetach i dalekie przejażdżki. Pod tym względem „Ziemia Niczyja” jawi się jak świetna powieść akcji z mocnym wątkiem politycznym, bardzo dobrze przemyślana i wciągająca a długi czas.

Ale pamiętajmy o okładce. Niewiele jest w tej książce tytułowej Ziemi Niczyjej. Garść akcji, trochę nazwisk, kilka słów o skażonym terenie i rządzących nim prawach. Jeśli nastawiacie się na przedstawienia rodem z serii „S.T.A.L.K.E.R.” to czeka was bolesne rozczarowanie. Autor w pierwszym tomie swojego cyklu chce nam przede wszystkim przedstawić bohatera i wszystko to, co dzieje się wokół Ziemi Niczyjej. W tym momencie jestem w stanie zrozumieć żale tych czytelników, którzy kierując się blurpem oczekiwali czegoś więcej. Tym rozczarowanym pozostaje liczyć na to, że „Ziemia Niczyja” była jedynie wprowadzeniem do tego świata i następnym razem skażone tereny Ukrainy będą stanowić główne miejsce akcji.

Dzięki licznym retrospekcjom szybko odniesiecie wrażenie, że znacie Siergiejewa „od podszewki”. Rzecz jasna, Waletow nie odkrywa wszystkich kart i Michaiła wciąż otacza delikatna mgiełka tajemnicy, ale wiemy o nim dostatecznie dużo, by zrozumieć i docenić jego osobowość. Michaił nie jest tylko byłym agentem służb specjalnych Imperium Rosyjskiego, który bez szwanku i z kamienną miną przemierza nieprzyjazne ziemie. Sergiejew to też zwykły człowiek i jak każdy ma swoje słabości, a wprowadzając wątek miłosny Waletow dodatkowo ocieplił jego wizerunek. Jasne, momentami ciężko oprzeć się wrażeniu, że to taki rosyjski Bond, ale za jego umiejętnościami stoją lata ciężkiego treningu, które odcisnęły na nim swoje piętno. Innymi słowy, mężczyzna nie jest kolejnym „bohaterem znikąd” tylko wielowymiarową postacią, której losy z zapałem śledzimy.

Ciągłe zmiany linii czasowej niekiedy wprowadzały chaos, jednak rekompensowała to narracja książki. Błyskotliwe, pełne trafnych i intrygujących porównań opisy, do tego soczyste, odpowiadające charakterom bohaterów dialogi – „Ziemię Niczyją” po prostu świetnie się czyta, a język powieści jest naturalny i harmonijny. Słowa uznania należą się również Ewie Białołęckiej, która tłumacząc książkę Waletowa wykonała kawał solidnej roboty, wyciągając ze stylu autora to, co najlepsze.

Podsumowując, „Ziemia Niczyja” to kawał dobrej political fiction z nutą postapo. I choć oczekiwałam czegoś innego, to nie jestem rozczarowana. Niestety, mam też świadomość tego, że te delikatne pomruki zagłady w tle w konfrontacji z zapowiedziami wydawcy wypadają dosyć blado i wielu z was przyzwyczajonych do stalkerskiej przygody będzie zawiedziona. Być może jednak wątek ten będzie bardziej rozbudowany w tomach kolejnych, dlatego fani tego typu książek nie powinni tego cyklu skreślać. Zwłaszcza, że „Ziemią Niczyją” Waletow udowodnił, że pisarzem jest bardzo dobrym.

Tytuł: Ziemia niczyja

Autor: Jan Waletow

Tłumaczenie: Ewa Białołęcka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok Wydania: 2016

Liczba stron: 360

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0