Zakuty w stal, Miroslav Žamboch

Uwielbiamy niszczyć świat, co doskonale widać po tym, jaką popularnością cieszy się postapokalipsa. I pomimo tego, że sposobów na wykończenie ludzkości jest całe mnóstwo (boska interwencja, kosmici, wirusy, klęski żywiołowe itp. itd.), to wciąż najchętniej wykańczamy ludzi atomówkami. A może by tak sięgnąć po sztuczną inteligencję? Dla wszystkich fanów końca świata znudzonych życiem w zatęchłych podziemiach Miroslav Žamboch ma całkiem przyjemną alternatywę w postaci morderczych botów.

 

Matyas Sanders to niczym niewyróżniający się mechanik, który na co dzień naprawia stare maszyny i tępi nawiedzające osadę boty. Pech chciał, że w trakcie jednego z pobytów w mieście mężczyzna chcąc postąpić jak rycerz wpakował się w niezłe kłopoty. Jedynym ratunkiem okazuje się dołączenie do oddziału najemników, który wkrótce eskortuje kupiecką karawanę przez nieprzyjazne pustkowia, gdzie człowiek nie ma żadnej władzy.

Świat w nowej powieści Žambocha zniszczyły roboty. Ale nie takie pełniące rolę niewolników, tylko wyspecjalizowane maszyny wojenne, które początkowo wiernie służyły ludziom w wielkich konfliktach. Po długim okresie technologicznego wyścigu doszło jednak do tego, że wciąż udoskonalane sztuczne inteligencje obliczyły sobie, że ludzie stanowią zagrożenie w ogóle. I choć ten bunt maszyn dało się jakoś powstrzymać ,to zdziesiątkowana ludność zapłaciła za to bardzo wysoką cenę tracąc wszystko to, nad czym pracowała przez wieki. Koncepcja dosyć znana, ale to, jak wykorzystuje ją Žamboch jest całkiem przyjemne, a skonstruowana przez niego rzeczywistość intryguje od pierwszych stron.

Ten spustoszony przez ludzką rządzę i bezwzględność maszyn świat spokojnie przemierza nasz bohater w bogatej asyście postaci drugoplanowych. „Spokojnie” jest tu słowem bardzo istotnym, bo Matyas podróżuje w środku wciąż groźnego, ale mocno już wyeksploatowanego i mającego swoje ograniczenia czołgu, a i sam Žamboch specjalnie go nie pogania. Zamiast upakować w swojej powieści jak najwięcej akcji (co jest charakterystyczne dla książek spod szyldu Fabryki Słów) autor skupił się na rozwijaniu fabuły i eksploracji świata.

Zamiast więc pędzić naprzód i rozprawiać się z kolejnymi przeciwnikami bohaterowie “Zakutego w stal” będą poznawać siebie nawzajem i odkrywać przed czytelnikiem swoją przeszłość. Owszem, co jakiś przyjdzie im zmierzyć się z różnymi zagrożeniami, ale nie to jest najważniejszym aspektem tej książki. Znajdzie się więc czas na obserwowanie rodzących się przyjaźni i głębszych uczuć, rozkwitających konfliktów i rozwijających się intryg. Przyjrzymy się też bliżej zamieszkującym ten świat społecznościom i ludziom, którzy mimo utraty największych cywilizacyjnych zdobyczy całkiem nieźle radzą sobie w tym nieprzyjaznym świecie. Innymi słowy, Žamboch stara się dać nam stosunkowo pełny obraz tego nieznanego uniwersum i zaciekawić, bez przesadnego upychania fajerwerków tam, gdzie nie są one potrzebne. I muszę przyznać, że wychodzi mu to dość dobrze, a jednostajne tempo książki drastycznie zwiększane co jakiś czas jest bardziej zaskakujące i interesujące niż ciągłe napięcie.

Niewielu jest w powieści Žambocha typowych statystów, którzy pojawiają się nagle, by za chwilę odejść w zapomnienie. Poznamy za to całkiem barwne grono bohaterów, którzy maja jakąś przeszłość i jakiś (niekiedy zaskakujący) cel. Rzecz jasna, to Sanders skupia na sobie najwięcej naszej uwagi – początkowo zwyczajny mechanik na naszych oczach przechodzi pod wpływem kolejnych wydarzeń całkiem realistyczna metamorfozę. Sanders nie jest kolejnym zimnokrwistym superbohaterem, który z najgorszej opresji wyjdzie z kilkoma zadrapaniami tylko poczciwym gościem, który radzi sobie z napotkanymi przeciwnościami jak może i bez zadęcia. I chwała mu za to.

Jeśli oczekiwaliście, że „Zakuty w stal” zabierze was w krwawą, widowiskową podróż w asyście „tych paskudnych najemników” po naszpikowanych niebezpieczeństwami pustkowiach, to trochę się myliliście. Owszem, jest czołg, są najemnicy i niebezpieczni przeciwnicy, których trzeba wyeliminować. Ale prócz tego jest czas na poznanie bohaterów, wgryzienie się w fabułę i spokojne odkrywanie świata. Dlatego jeśli taka harmonia pomiędzy akcją, fabułą i eksploracją świata wam pasuje a do tego jesteście fanami sztucznej inteligencji i długich podroży to ta książka jest dla Was.

 

Recenzja jeśli podobała Ci się
polub nas na Facebooku! 🙂

Tytuł: Zakuty w stal

Tłumaczenie: Andrzej Kossakowski

Autor: Miroslav Žamboch

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2017

Liczba stron: ~700

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 2
  • comment-avatar

    Dużo słyszałam dobrego a autorze i kupiłam “W służbie klanu”. Zobaczymy 🙂

  • KOMENTARZE 0