Zakon Krańca Świata, Maja Lidia Kossakowska

Maja Lidia Kossakowska. Pani od aniołów, której kolejne powieści inspirowane różnymi wierzeniami i kulturami bez problemu znajdowały sobie drogę do serc czytelników. Anioły, szamani, samurajowie, czy wreszcie kosmiczni kucharze… Z wdziękiem i niezwykłą sprawnością Kossakowska porusza się po różnych płaszczyznach, oferując książki dopracowane i wciągające, w większości przypadków osadzone w religijnym kontekście i pełne kulturowych nawiązań. Dlatego jeśli autorka chce zniszczyć świat to wiedzcie, że nie zrobi tego tak po prostu.

W rzeczywistości „Zakonu Krańca Świata” apokalipsa nastała aż dwanaście razy. Tylu było szalonych przywódców sekt, którzy postanowili zniszczyć świat i odbudować go na nowo, każdy zgodnie ze swoją doktryną. Mistrzowie Blasku, bo tak ich później nazwano, zgotowali ludzkości los okrutny, tworząc własne malutkie raje, czyśce i piekła. Koncepcja bardzo ciekawa, choć trudna do jednoznacznej oceny- wyobrażacie sobie bowiem sytuację, w której dwunastu fanatyków tak po prostu dzieli się władzą? Odkładając jednak tą wątpliwość na bok przejdźmy dalej. Kolejne apokalipsy odarły rasę ludzką z większości jej technicznych i cywilizacyjnych osiągnięć, cofając ją tym samym do ciemnych i trudnych czasów. Ale nie wszystko stracone.

W swoich rzeczywistościach Mistrzowie Blasku wciąż przechowują artefakty minionych czasów, bo czymże byłoby życie dwunastu bóstw bez tych udogodnień? I wtedy na scenę wkraczają Grabieżcy, którzy niczym Prometeusz powoli i metodycznie wykradają Mistrzom Blasku co lepsze „pryzy”, czyli wszelkiego rodzaju wynalazki. Widać więc, że i tym razem Kossakowska osadza swoją powieść na fundamentach mitologii. Odwołań do różnych wierzeń i podań znajdziecie tu bez liku, a wysmakowane połączenie magii i techniki robi doskonałe wrażenie. I tak jak wcześniej zwracałam uwagę na to, że wcale nie tak łatwo jest zniszczyć świat dwanaście razy i pozostawić jeszcze coś do podziału jak to zrobiła pani Kossakowska, to przyznać muszę, że prócz tego próżno się w tym świecie dopatrywać innych niedociągnięć.

Trochę gorzej sprawa wyglądać może w przypadku fabuły. Pod tym względem „Zakon Krańca Świata” stanowi prawdziwy koktajl z tego, co doskonale wszystkim znane i przez wielu lubiane. Dlatego też jeśli poszukujecie zaskoczenia, to tu raczej go nie doświadczycie – wszystko zmierza torem dosyć przewidywalnym, bez większych odstępstw od schematów. Jeśli więc poszukujecie jakiejś świeżej i zakręconej fabuły, to „Zakon Krańca Świata” może was zwyczajnie znudzić. Ale jeśli nie przeszkadzają wam takie odgrzewane kotlety, to napisać muszę, że Kossakowska sięga po stare i sprawdzone rozwiązania z ogromnym wyczuciem, dodając za każdym razem coś od siebie oraz sprawnie łącząc poszczególne wątki i wrzucając wyższy bieg akcji tam, gdzie jest to potrzebne. Dlatego choć nie mogłam się w trakcie lektury pozbyć uczucia, że to wszystko już gdzieś było, to w gruncie rzeczy specjalnie mi to nie przeszkadzało.

Głównym bohaterem „Zakonu Krańca Świata” jest Lars Bergerson, zwany też Końską Czaszką. Słynny Grabieżca, który niemal z każdego abordażu wraca z wartościowym pryzem. To bardzo pewny siebie mężczyzna, pyszny i opryskliwy. Tak, Bergerson jest postacią bez miary irytującą, zbyt zarozumiałą i za mocno przekonaną o swojej nienaruszalnej pozycji, by dało się go polubić. A przynajmniej na początku, bo Kossakowska robi wszystko, żeby pokazać Końskiej Czaszce, że wcale nie jest tak dobry, jak mu się wydaje. Droga Berga do zrozumienia i pokory jest długa oraz bolesna, ale w moim odczuciu stanowi bez wątpienia najmocniejszą stronę „Zakonu Krańca Świata”. Dzięki temu, że wszechwiedzący narrator na bieżąco relacjonuje nam, co się w głowie Larsa dzieje, bez problemu wychwycimy te momenty, gdy coś się w myśleniu bohatera zmieniło. A zmienia się sporo i to do samego końca.

Maja Kossakowska zdecydowanie więcej uwagi poświęca opisom codziennych wydarzeń i przeżyć bohaterów, niż zobrazowaniu czystej akcji. Dlatego miłośnicy wszelkiej maści militarnych smaczków i rozbudowanych opisów potyczek niewiele tu dla siebie znajdą. Jest za to sporo całkiem dobrze oddanych emocji i solidna porcja dialogów, którym nie brak humoru i ostrości. „Zakon Krańca Świata” to po prostu sprawnie napisana książka, bez językowych wpadek i dłużyzn.

Podsumowując, pierwszy tom przygód Bergersona to bardzo ciekawe postapo, naszpikowane odwołaniami i nawiązaniami do dawnych religii i kultur. Intrygujące uniwersum, może nie zaskakująca ale wciąż bardzo sprawnie rozpisana fabuła, oraz bohater, który od początku wzbudza w nas mieszane uczucia. Czego chcieć więcej w długi jesienny wieczór?

Facebook

Tytuł: Zakon Krańca Świata

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2017(wznowienie)

Liczba stron: 488

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0