Zakon Krańca Świata II, Maja Lidia Kossakowska

Długo nie czekałam na ponowne wkroczenie do uniwersum „Zakonu Krańca Świata” Mai Lidii Kossakowskiej. W końcu dopiero teraz Lars Bergerson miał podążyć ku swojemu przeznaczeniu, na spotkanie Księżniczki i tajemniczych członków Zakonu. Pytanie tylko, czy to spotkanie okazało się satysfakcjonujące?

Lars Bergerson, Grabieżca, Końska Czaszka. Utalentowany pozyskiwacz, który w końcu postanawia odpowiedzieć na wezwanie Drzewa. Ale nie dla siebie czy cennego pryzu. Robi to dla chorej Miriam z Czajnika, utraconej żony i wszystkich tych, którzy kiedyś mu pomogli. I choć wiara w Bergu jest silna, to czyhające na niego pułapki mogą tą wiarę złamać…

Już pierwsze strony drugiej części „Zakonu Krańca Świata” nie pozostawiają nam złudzeń co do tego, że tym razem królować będzie akcja. Droga Bergersona do Zakonu jest bowiem bardzo długa i naszpikowana licznymi niebezpieczeństwami, z którymi nasz bohater będzie musiał się co rusz zmierzać. Lars niczym magnez przyciąga kolejne kłopoty i potężnych przeciwników, na których nie pomogą nawet najpotężniejsze pryzy. Dlatego jeśli w pierwszej części przeszkadzało wam niezbyt zawrotne tempo książki, to tutaj nie będziecie się nudzić, bo dzieje się naprawdę sporo, a Kossakowska nie skąpi szczegółów, serwując nam barwne opisy akcji.

W tej szalonej podróży jest rzecz jasna czas na odpoczynek. Wtedy to Kossakowska rozwija rozpoczęte w pierwszej części wątki i dorzuca jeszcze kilka nowych, równie zajmujących. Oczywiście, większość z nich to wciąż stare i dobrze znane motywy, ale jest też kilka ciekawych i zaskakujących zwrotów akcji, które sprawiają, że drugi tom „Zakonu Krańca Świata” czyta się z rosnącym zainteresowaniem. I co najważniejsze w przypadku tomu ostatniego jakiegoś cyklu, Kossakowska wszystkie sprawy doprowadza do satysfakcjonującego końca.

Największym atutem kontynuacji przygód potężnego Grabieżcy jest jednak wykreowane przez autorkę uniwersum, które teraz przybiera w końcu pełny kształt. W tym paskudnym, postapokaliptycznym świecie jest miejsce na pierwiastek boskiego absolutu, zaawansowane technologie i magię. Te trzy elementy doskonale do siebie pasują, a Kossakowska co chwila raczy nas kolejnymi informacjami dotyczącymi rządzących tym światem praw. A te są równie interesujące, co zaskakujące. Autorka ponownie udowadnia, że jest w stanie sprawnie połączyć świat pogańskich wierzeń z futurystyczną rzeczywistością, a jej wiedza w tym obszarze jest naprawdę duża. Śmiało czerpie z dorobku science fiction, często odwołuje się do mitologii hebrajskiej i dorzuca do tego solidną garść wiedzy o szamanizmie. Po tak intrygującym i bogatym świecie czytelnik porusza się z prawdziwą radością i szczerze żałuję, że najważniejszych rzeczy o nim dowiedziałam się wtedy, kiedy przyszło mi się z nim pożegnać.

W trakcie podróży do Zakonu Krańca Świata Bergerson przeżyje kolejną, duchową przemianę. Co rusz wystawiany na ciężkie próby mężczyzna przeżywa ciągłe chwile zwątpienia. Trochę jak rozkapryszony nastolatek, idzie ku Drzewu „bo ktoś mu każe”, często demonstrując swoje niezadowolenie z powierzonej mu roli. Pokora i zrozumienie odeszły w niepamięć i powrócił stary, irytujący Berg. Czy to dobrze? Moim zdaniem tak, bo takiego właśnie go polubiłam. Nie prawego i  silnego bohatera, tylko zagubionego, marudnego gościa, który dostał od życia coś, czego zwyczajnie nie chciał.

Berg nie przemierza surowej północy samotnie. W tym tomie Kossakowska wprowadza kilka ciekawych postaci, które z miejsca darzy się sympatią (lub odwrotnie). Nie tylko nowi sojusznicy Berga ale i jego wrogowie otrzymują dobrze zarysowaną przeszłość i zestaw wielu interesujących cech. Bo jak na wybrańca przystało, Berg nie obraca się w zwyczajnym towarzystwie. Wiedźmy, legendarni mistrzowie, genialni naukowcy i postrzeleni uzdrawiacze… W drugim tomie „Zakonu Krańca Świata” Kossakowska wprowadza wiele ciekawych i realistycznych postaci, których trochę brakowało mi w części pierwszej. Teraz Berg ma w końcu takich kompanów, na jakich ktoś obdarzony jego charakterem zasługuje.

A skoro są nowi kompani, to i warstwa dialogowa ulega zmianie. Kossakowska stara się każdą wypowiedzią podkreślić charakter swoich bohaterów i dobrze jej to wychodzi. Dlatego dialogi są jeszcze ciekawsze i bardziej zróżnicowane, wciąż pełne ciętego humoru. Z kolei warstwa opisowa nada; stoi na bardzo dobrym poziomie, a sama autorka pokusiła się o więcej barwnych przedstawień akcji. Przesycone plastycznymi szczegółami fragmenty sprawiają, że lektura wciąga i mija błyskawicznie.

Odpowiadając na postawione na początku tego tekstu pytanie ze spokojem mogę stwierdzić, że „Zakon Krańca Świata” doczekał się należytego i satysfakcjonującego zakończenia. Sprawnie napisany, bez zbędnych dłużyzn i przynoszący odpowiedzi na wcześniej postawione pytania drugi tom nie pozostawia po sobie niedosytu a jedynie pewność, że historia Berga Grabieżcy zakończyła się tak, jak powinna.

 

Facebook

Tytuł: Zakon Krańca Świata tom II

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2017(wznowienie)

Liczba stron: 424

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0