Wstęga, Andriej Lewicki

 

Serii ukraińskich fpsów “S.T.A.L.K.E.R.” nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Akcja gry toczy się w fikcyjnej Zonie, wydzielonym terenie wokół czarnobylskiej elektrowni. Wybuch odcisnął na nim swoje piętno w postaci niebezpiecznych anomalii, zmienionych przez promieniowanie stworzeń, a przede wszystkim potężnych artefaktów.

Od 2008 roku miłośnicy fpsów na całym świecie przemierzają Zonę jako tytułowy stalker i choć ostatecznie seria została zamknięta, a odpowiedzialne za nią studio zajęło się innym projektem, to fanów (a nawet fanatyków) Zony wciąż przybywa. Fenomen przygód stalkerów ma jeszcze jedno oblicze – na podstawie gry napisano kilkadziesiąt (jeśli nie więcej) książek, a wydane w naszym kraju powieści z tej serii udowadniają, że w oparciu o grę można napisać kawał solidnej i wciągającej książki. Dziś mam dla Was recenzję pierwszego tomu cyklu „Antymir” Andrieja Lewickiego pod tytułem „Wstęga”.

 

Paweł Nowickij, pseudonim Garsteczka: szeregowy ochroniarz Kompleksu, były żołnierz, niezbyt rozgarnięty miłośnik pakowania się w kłopoty i nie do końca legalne interesy. Pech chciał, że akurat na jego zmianie dochodzi do tajemniczego zdarzenia, w wyniku którego wszyscy obecni w Kompleksie oprócz naszego bohatera giną w dość paskudny sposób. Osamotniony Garsteczka musi udać się tam, gdzie nigdy wcześniej jego noga nie postała – do śmiertelnie niebezpiecznej Ziemi Utraconej, skażonego promieniowaniem terenu wokół dawnej elektrowni…

 

 

 

Andriej Lewicki nie bawi się w żadne wprowadzenia tylko od razu wrzuca nas w wir akcji.
Od pierwszych stron fabuła „Wstęgi” pędzi na złamanie karku i zagubiony czytelnik niejako sam musi się w tym chaosie odnaleźć. To wbrew pozorom jedna z zalet tej książki, bo dzięki temu o wiele łatwiej nam jest zżyć się z Garsteczką, który podobnie jak my jest zagubiony i próbuje zrozumieć, co się właściwie dzieje. A dzieje się dużo, bo Lewicki co rusz rzuca w nas nową informacją lub całym wątkiem, które niejednokrotnie całkowicie zmieniają nasze spojrzenie na toczące się wydarzenia. Sama fabuła książki jest dosyć dobrze skonstruowana i przemyślana – poszczególne wątki są ze sobą powiązane, a kolejne zdarzenia wynikają z poprzednich, zachowując logiczną ciągłość. W tym wybuchowym kotle jest coś zarówno dla miłośników akcji jak i wciągającej intrygi. Jedyne, czego mi brakowało w tym wypadku, to szersze przedstawienie sytuacji politycznej. Oczywiście, gdzieś w tle pojawiają się wzmianki o jakichś konfliktach i sojuszach, ale jak dla mnie było tego wciąż za mało. Zwłaszcza, że główny wątek ociera się o wielką politykę.

 

Dobra powieść osadzona w tym świecie nie może obejść się bez długiej podróży po skażonym promieniowaniem terenie. Droga Garsteczki do celu jest niezwykle zajmująca nie tylko przez potężny ładunek towarzyszącej jej akcji, ale przede wszystkim dzięki temu, że Lewicki wprowadza do Zony szereg nowych anomalii i artefaktów. Jedną z mocniejszych stron tego uniwersum jest właśnie fakt, że wciąż można je rozwijać, dokładając nowe, pomysłowe elementy. Lewicki wykorzystuje to w pełni, wzbogacając Zonę o wszystko to, co pozwoliło mu rozwijać fabułę w pożądanym kierunku.

 

Autor pomyślał też o tym, że czytelnik może się w pewnym momencie poczuć zmęczony szybkim tempem i co pewien czas wrzuca spokojniejsze fragmenty, z których sporo dowiadujemy się o samych bohaterach.

To bardzo dobry zabieg, bo pozwala na złapanie oddechu a z ekipą Garsteczki spotkamy się jeszcze nie raz, więc warto ich bliżej poznać. Zwłaszcza, ze bohaterowie „Wstęgi” to skład, z którym chyba każdy bez zastanowienia wyruszyłby do samego serca Zony. Garsteczka to nierozgarnięty i nie do końca uczciwy ale budzący ogromną sympatię osiłek o twardym charakterze.

Z kolei Czerwony Kruk jest tajemniczym i małomównym najemnikiem, który jednak ma jakieś pojęcie o honorze i stara się postępować zgodnie z zasadami. Natomiast mózg całej operacji, czyli nieco podejrzany ale diabelnie inteligentny Chemik ze swoją bojaźliwością jest swoistą przeciwwagą dla pozostałej dwójki. Co najważniejsze, to nie są żadni stereotypowi bohaterowie, tylko postacie z krwi i kości, mające tyle samo zalet, co wad. Być może oddzielnie nie zrobiliby na mnie tak piorunującego wrażenia, ale jako trio sprawują się wprost doskonale.

 

Narracja we „Wstędze” prowadzona jest z perspektywy pierwszo- oraz trzecioosobowej i muszę przyznać, że w obu przypadkach autor radzi sobie całkiem dobrze. Wcielając się w Garsteczkę zachowuje bardzo swobodny, ale pozbawiony błędów styl narracji, z kolei jako narrator wszechwiedzący stara się zachowywać należyty dystans i obiektywnie opisywać przedstawiane wydarzenia. Same opisy akcji i świata przedstawionego stoją na przyzwoitym poziomie, ale to soczyste dialogi sprawiają, że „Wstęgę” czyta się tak dobrze. Błyskotliwe, cięte rozmowy między bohaterami dodają powieści humoru, równoważąc tym samym ciężki klimat Zony. I choć książka doprawiona jest sporą dawką brutalności, to humorystyczne uwagi bohaterów skutecznie rozładowują napięcie.

 

Wstęga” to solidna powieść otwierająca kolejny ciekawie zapowiadający się cykl z uniwersum „S.T.A.L.K.E.R.”. Wartka akcja, sprawnie poprowadzona fabuła i ciekawi bohaterowie zapewnią wam porządną dawkę rozrywki na nieco dłuższy wieczór. A potem pozostanie wam tylko czekać na kolejny tom.

 

Tytuł: Wstęga

Autor: Andriej Lewicki

Tłumaczenie: Michał Gołkowski

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 418
(nasza strona na Facebooku)

 

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0