Wonder Woman: Krąg

Choć Wonder Woman dopiero debiutuje w DCEU, to komiksy jej poświęcone cieszą się ogromną popularnością. Nie będzie na pewno przesadą stwierdzenie, że to najbardziej wyrazista postać spośród całego panteonu superbohaterek Detective Comics. Nie bez powodu amazonka została ambasadorką ONZ – Wonder Woman symbolizuje w końcu silną, pewną siebie kobietę, która nie tylko potrafi zadbać sama o siebie, ale nieść pomoc innym. I choć wielokrotnie zarzucano jej, że (podobnie jak inne superbohaterki) biega w zbyt skąpym stroju, to w gruncie rzecz jej męska postura oraz nieustępliwy charakter sprawiały, że rzadko kiedy jej wygląd (przykłady tutaj) wzbudzał silne seksualne skojarzenia. Wręcz przeciwnie, po debiucie Gal Gadot w roli Wonder Woman wielu fanów było oburzonych tym, że filmowa amazonka wygląda zbyt kobieco. Gdybyście mnie zapytali o to, jak Wonder Woman powinna wyglądać, to bez zastanowienia odparłabym, że świetnie prezentowała się w „Kręgu”.

 

Krąg” scenariusza Gail Simone i kreski Terry’ego Dodsona oraz Rona Randalla ukazywał się od stycznia do kwietnia 2008 roku i był pierwszym spotkaniem Simone z tą postacią, które otworzyło scenarzystce drogę do tworzenia kolejnych historii o Wonder Woman. W „Kręgu” mamy dwie główne osie fabularne.

Pierwsza z nich przedstawia złożoną genezę superbohaterki, która została ulepiona z gliny przez królową Hipolitę i ożywiona przez bogów Olimpu. Origin Wonder Woman został dosyć dokładnie rozpisany, dzięki czemu nawet ci, którzy postać tą znają tylko z produkcji filmowych czy przygód Justice League, bez problemu się w tym połapią. Historia jest solidna, a spora ilość opisów poszczególnych scen gładko nas przez nią przeprowadza. Dodatkowo, dowiadujemy się też sporo o samej społeczności amazonek, co pozwala nam lepiej zrozumieć postawę Wonder Woman. Biorąc to wszystko pod uwagę „Krąg” stanowi bardzo dobrą lekturę dla tych, którzy z komiksową superbohaterką nie mieli dotychczas zbyt wiele do czynienia.

Drugi główny wątek to powrót amazonki na rodzinną Themyscirę, obleganą przez oddziały Kapitana Nazisty (co za okropny przydomek). Ten wątek podobał mi się zdecydowanie mniej, choć ma jeden całkiem mocny punkt. Po przybyciu na Themyscirę odkrywamy chyba jedno z najlepszych oblicz Wonder Woman – silną, gotową do poświęcenia kobietę, która miłość i wierność przedkłada ponad wszystko. Sam jej powrót na rodzinną wyspę jest bardzo niebezpieczny, ale superbohaterka w nosie ma swoje dobro i a wszelką cenę chce uratować Hipolitę. Z kolei spora dawka kadrów z opisami przeżyć wewnętrznych Wonder Woman sprawia, że jej postać wydaje się nam jeszcze bliższa.

Problem jednak w tym, że zanim Wonder Woman przybywa na wyspę, dostajemy kawały historii o Dianie Prince, czyli agentce Departamentu do Spraw Metaludzi. Wciśnięta w biały trykot Wonder Woman niewiele ma wspólnego z wojowniczą amazonką, jakby została całkowicie przytłumiona przez swoje alter ego. I choć na kadrach poświęconych Dianie Prince sporo się dzieje, to solidny ładunek akcji (niekiedy niestety zbyt chaotycznie przedstawionej) nie zatuszował faktu, że agentka jest po prostu nijaka.

Nieco dyskusyjnym w moim odczuciu zabiegiem było też naprzemienne przedstawianie obu wątków. Przejścia od genezy Wonder Woman do jej „teraźniejszych” losów były nagłe i bez jakiegokolwiek powiązania obu historii, co wprowadzało niepotrzebne zamieszanie. Oczywiście, przeplatanie dwóch motywów jest jak najbardziej w porządku, ale w tym wypadku trochę zawiodło wykonanie.

Jak już zauważyłam, przedstawiona w „Kręgu” Wonder Woman bardzo mi odpowiadała, podobnie jak ukazanie innych amazonek. Oczywiście, trudno się doszukać u Dodsona i Randalla jakichś bardzo charakterystycznych cech, a cały komiks utrzymany jest w dosyć dobrej, ale bezpiecznej stylistyce. Niemniej, twórcom udało się zachować równowagę pomiędzy kobiecością postaci a ich wojowniczą naturą i jeśli mielibyśmy rozpatrywać atrakcyjność amazonek, to tylko w kontekście ich siły i walecznego ducha.

Na końcu kilka słów o dwóch komiksach ze Srebrnej Ery, które zostały dodane do tego wydania „Kręgu”. Zeszyty #98 i #105 delikatnie mówiąc nie powalają graficznie (podobnie jak inne komiksy z tamtych lat), a przedstawione w nich historie są krótkie i infantylne w porównaniu z tym, co oferują współczesne tytuły. Wielu z was pewnie ich nie polubi, ale mi jak najbardziej podoba się zabieg łączenia nowych komiksów z ich o wiele starszymi braćmi. Dzięki temu możemy bliżej przyjrzeć się rozwojowi superbohaterów i choć nie zawsze będzie to obraz dla oka przyjemny, to jednak dobrze jest bliżej poznać coś, co było wcześniej.

Krąg” to z pewnością dobra lektura dla ludzi zaczynających swoją przygodę z Wonder Woman, choć postać Diany Prince zwyczajnie mnie rozczarowała. Na szczęście, oprócz niej otrzymujemy tu kawał ciekawej genezy superbohaterki, doprawiony solidną porcją informacji o prawach, jakie wówczas rządziły społecznością amazonek. Przyjemna dla oka kreska i wyważone przedstawienie żeńskich bohaterek zapewnią całkiem dobre estetyczne doznania, a sama historia zafunduje wam sporą dawkę rozrywki w postaci wybuchowej akcji.

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0