Wilcza godzina, Andrius Tapinas

Napisać, że mam do steampunku pewną słabość, to nic nie napisać. Ja po prostu uwielbiam napędzane parą maszyny, niezwykłe konstrukty z trybików i wiktoriańską stylistykę. Niezależnie jednak od mojej fascynacji XIX-wieczną Anglią z ogromną radością patrzę, jak steampunk śmiało wyrusza w głąb Europy, a potężne sterowce przecinają niebo nad kolejnymi miastami. W „Wilczej godzinie” Andrius Tapinas zabiera nas do zanurzonego w obłokach pary Wilna z początku XX wieku, oferując niezwykłą przygodę w obłokach pary.

Rok 1905 Wyrwane z ciepłych acz brutalnych objęć Imperium Rosyjskiego Wilno staje się najważniejszym ośrodkiem Aliansu, potężnego sojuszu wolnych miast. Alians wspiera rozwój nauki oraz techniki i to właśnie w Wilnie alchemicy odkrywają prometyl – cudowny gaz o właściwościach po stokroć przewyższających zalety pary. Wkrótce niebem zaczynają władać potężne sterowce, a niezwykłe automatony znacznie ułatwiają ludziom życie…

Ale za swój rozkwit Wilno musi też zapłacić okropną cenę. Wielkich odkryć dokonuje się tutaj kosztem coraz to bardziej rozgoryczonych robotników, a owoce prac jednych stają się obiektem zazdrości drugich. Jakby tego było mało, wysoka pozycja w Aliansie sprawia, że Wilno mają wkrótce odwiedzić najważniejsi europejscy dygnitarze. A tam, gdzie wkracza wielka polityka, nikt nie może czuć się bezpiecznie…

Wilcza godzina” jest powieścią wielowątkową, przedstawioną z perspektywy różnych bohaterów, których ścieżki w jakiś sposób się ze sobą łączą (lub nie). Tak jak zapowiada blurb mamy tu absolutnie wszystko – miłość, morderstwa, wielką politykę, solidną dawkę mistycyzmu oraz widowiskowej akcji. Tyle, że jeśli próbujemy złapać kilka srok za ogon na raz to nie zawsze nam to wychodzi… Niektóre z historii tak bardzo się ze sobą zazębiają, że z jednego wątku dowiadujemy się tego, co powinno być tajemnicą w drugim.

Nie chcąc wychodzić zbytnio poza tekst okładkowy posłużę się klasycznym przykładem rodem z filmów akcji. W jednej scenie widzicie pozornie zwyczajnego typka w asyście „tego złego gościa”, by za chwilę oglądać jak ten pierwszy śledzi głównego bohatera. I o ile w filmie takie coś jest całkiem akceptowalne, o tyle w książce już nie. Doprawdy trudno mówić o efekcie „wow” czy jakimkolwiek przyjemniejszym odczuciu, gdy przez kilkadziesiąt stron bezsilnie obserwujemy poczynania bohatera próbującego rozwikłać zagadkę, której rozwiązanie poznaliśmy już dawno. Być może Tapinas chciał po prostu zarzucić haczyk na czytelnika, jednak przy okazji za bardzo się odsłonił, wzbudzając co najwyżej drażniące zniecierpliwienie.

Mnogość epizodów przedstawionych w książce Tapinasa ma jednak swoje drugie, bezsprzecznie lepsze oblicze. Nawet te wątki, które mają nikłe znaczenie dla dalszego rozwoju fabuły autor dopieszcza z niezwykłą starannością. I jeśli jakaś postać pojawia się zaledwie na kilka stron, to i tak poznajemy fragment jej przeszłości, który łatwo pozwoli nam ją zapamiętać. Dlatego z jednej strony przyszło mi narzekać na zbyt pośpieszne odkrywanie przez autora pewnych tajemnic, z drugiej nie mogę nie docenić sposobu, w jaki kolejne wątki wprowadza, budując wokół nich zgrabną otoczkę. Więc choć w momentach znużenia odkładałam książkę na bok, to szybko do niej powracałam, ciekawa tego świata.

Adrius Tapinas wprost kocha Wilno (a przynajmniej tak wynika z lektury „Wilczej godziny”). Niczym doświadczony przewodnik i wprawny gawędziasz radośnie oprowadza nas po głównym arteriach miasta jak i bocznych uliczkach. Oczywiście, nie jest to Wilno, jakie znamy z kart historii, bo choć Tapinas podaje kilka nazwisk postaci historycznych jak i wydarzeń, to są to bardzo luźne nawiązania. Wyraźnie czujemy jednak, że dla autora miasto jest czymś więcej niż tylko tłem akcji, a jego wiedza o dziejach Wilna jest ogromna. Dlatego choć prawdziwej historii nie uświadczycie tu zbyt dużo, to i tak bez trudu wsiąkniecie w to niezwykle klimatyczne miejsce.

Mnogość wątków ciągnie za sobą miriady bohaterów. Nastoletnia podopieczna naukowca Miła, wizjoner i wynalazca Nikodem Franciszek Twardowski, legat Antoni Srebro, radny Golicyn, kapitan Milton Mabrey… Wymienienie wszystkich nazwisk zajęłoby naprawdę sporo miejsca. Oczywiście, nie każda z tych postaci wam się spodoba, jedni bohaterowie będą męczący, inny wzbudzą zachwyt. Trzeba jednak ponownie podkreślić to, że autor nawet niewiele znaczącym personom poświęcił odpowiednią ilość uwagi, więc każdą z nich stoi jakaś mniej lub bardziej barwna historia. Jeśli jednak zapytalibyście mnie, kto to tak naprawdę jest głównym bohaterem tej książki to bez namysłu odpowiedziałabym, że jest to miasto, a ludzkie postacie stanowią jedynie elementy tej barwnej układanki jaką jest Wilno Tapinasa.

Na końcu słów parę o języku powieści. Na początku możecie poczuć się zagubieni, bo autor nie wprowadza nas jakkolwiek w świat terminów, jakimi się posługuje. Szybko jednak zrozumiecie, kto jest kim i o co chodzi w jakimś zjawisku. Dialogi dobrze oddają klimat tamtych czasów, a plastyczne opisy otoczenia są ucztą dla wyobraźni. Jedynym problemem były dla mnie opisy akcji – gdy na pierwszym planie działo się zbyt dużo autor trochę się gubił i nie do końca było wiadomo, co właściwie się dzieje. Ogólnie jednak „Wilczą godzinę” czyta się dobrze a wspomniane przeze mnie wcześniej przerwy w lekturze nie miały nic wspólnego z jej warstwą językową.

Podsumowując, jeśli oczekiwaliście od „Wilczej godziny” solidnej dawki trzymającej w napięciu akcji i trudnej do rozwiązania intrygi to możecie się trochę zawieźć. Tapinas po prostu zbyt szybko odkrywa wszystkie karty, odbierając nam możliwość zabawy w detektywa. Jeśli jednak oczekujecie przede wszystkim dobrze skrojonego steampunkowego uniwersum to „Wilcza godzina” z pewnością was pod tym względem zadowoli.

 

Jeśli się podobało
polub nas na Facebooku! 🙂

Autor:  Andrius Tapinas

Tytuł:  Vilko valanda // Wilcza Godzina

Tłumaczenie:  Laurynas Candravičius

Data wydania:  5 lipca 2017

Liczba stron:  480

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0