Tam, gdzie ciepło, Paweł Kornew

Przygranicze. Trzymane w szponach mrozu tereny gdzieś poza naszym światem, przesycone magią i pełne krwiożerczych bestii. Raj dla wszelkiej maści wyrzutków pokochałam od pierwszych stron i bardzo cieszy mnie fakt, że Kornew wciąż ten świat rozbudowuje. Dlatego do kolejnej powieści z tego uniwersum zabrałam się z radością. Niestety, paradoksalnie “Tam, gdzie ciepło” trochę ostudziło mój zapał.

 

Zacznijmy od początku. W książce znów towarzyszymy Jewgienijowi Maksymowiczowi Apostołowi, którego poznaliśmy w “Lodowej cytadeli”. Kupiec liże rany po burzliwych wydarzeniach z “jedynki”, jednak jego urlop szybko zostaje przerwany. Starzy przyjaciele załatwili mu całkiem ciekawy ale niebezpieczny kontrakt, a on, jak na człowieka interesu przystało, nie mógł odmówić. Nowi mocodawcy wysyłają go do Siewieroreczeńska, niezwykle ciepłego jak na Przygranicze miasta. Zanim jednak nasz bohater dotrze tam, gdzie ciepło, będzie musiał wyruszyć przez skute lodem tereny…

Bums, pew pew!

Fabuła “Tam, gdzie ciepło” jest prosta. Nasz obdarzony zdolnością jasnowidzenia bohater po raz kolejny daje się wkręcić w podejrzane interesy i znów porzuca “bezpieczny” (czy w Forcie to słowo w ogóle ma sens?) żywot kupca, by ze zgrają najemników podążyć ku przygodzie. I to właśnie niezmiernie długa podróż jest tutaj najistotniejsza, a wydarzenia w Siewieroreczeńsku zdają się być przy niej krótkim epizodem.

Mimo, że ciągłe pościgi, strzelaniny i atakująca zewsząd fauna Przygranicza zadziałały tak jak należy podnosząc mi ciśnienie, to nie nie sposób nie zauważyć, że w trakcie jednej z tych akcji postrzelona w nogę fabuła zrobiła sobie dłuższy urlop. Oczywiście, wcale nie oczekiwałam po tej książce nie wiadomo jak złożonej intrygi, czy zaskakujących wątków. Wręcz przeciwnie, wiedziałam, że czeka mnie kolejna podróż po Przygraniczu z powodu szemranych interesów. Wędrówka ta najeżona będzie przeszkodami, które to przeszkody zagrają w „Tam, gdzie ciepło” pierwsze skrzypce.

Momentami jednak byłam już zmęczona ciągłymi starciami przy jednoczesnym fabularnym przestoju. Oczywiście, bohaterowie w przerwach między walką o życie spędzają czas nad chłodnym kieliszkiem i parującą uchą ale te spokojnie wstawki niewiele do fabuły wnoszą Jeśli więc szukacie widowiskowej akcji w niezwykłej scenerii to zawiedzeni nie będziecie, bo Kornew z opisem tychże świetnie sobie radzi. Jednak gdy lubicie jak za akcją podąża fabuła, to możecie tak jak ja trochę się przy wędrówce do Siewieroreczeńska męczyć.

Jakbym wyrwał się z Przygranicza do normalnego świata…”

Sieweroreczeńsk pozornie jest całkowitym przeciwieństwem Fortu – inny klimat, inni ludzie, iny styl życia, porządek na ulicach i poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się, że to jedyna ostoja normalności w skutym lodem świecie. Wprowadzenie zwyklejszego miasta na mapę Przygranicza to moim zdaniem dobry zabieg. Ciągle oślepiani bielą śniegu i niespokojni bohaterowie pasują do tego miasta jak pięść do nosa. Więc choć w konfrontacji z dotychczasową scenerią Przygranicza miasto te może wydawać się nieco nudne, to z ciekawością obserwuje się, jak bohaterowie książki odnajdują się w tak normalnym miejscu.

 

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”

Jewgienij ma jeszcze większego pecha niż w “Lodowej cytadeli”. Zupełnie jakby ciążyła na nim jakaś klątwa – gdzie nie wyruszy, tam samo nieszczęście i ogrom niebezpieczeństw. Nic więc dziwnego, że zrobił się jeszcze bardziej marudny. Co więcej, jego często gorzkie i pełne wyrzutów komentarze towarzyszą nam przez całą książkę bo pechowy kupiec jest jej narratorem, Na szczęście, towarzysząca mu drużyna najemników doskonale równoważy jego charakter. Po raz kolejny Kornew pokazał, że umie tworzyć pełnokrwiste postacie, z którymi bardzo dobrze spędza się czas i za którymi będziemy tęsknić. Wielbiciele typów spod ciemnej gwiazdy powinni być zadowoleni. Tym bardziej, że autor pokazuje najemnicze życie „od kuchni” i dzięki temu nawet poboczne postacie mają swój moment.

Z powyższej recenzji wywnioskować można, że „Tam, gdzie ciepło” to książka bardzo dobra. Jednak ta jedna wada czyli ciągnąca się fabuła sprawiła, że przez sporą część lektury byłam trochę znudzona. Wciąż doceniam ciekawy świat i dobrze skrojonych bohaterów, ale w „Tam, gdzie ciepło” po prostu zabrakło mi głębszej historii. Zwłaszcza, że Kornew po raz kolejny bazuje na fabularnym schemacie i nawet w tym wypadku nie poświęca mu należytej uwagi. Dlatego kolejny tom cyklu oceniam po prostu na średniaka i liczę, że następnym razem będzie lepiej. Jeśli jednak fabularne niedoróbki kompletnie wam nie przeszkadzają i lubicie survivalowe klimaty to jest to książka dla Was.

Za egzemplarz książki dziękujemy księgarni „Pod Kasztanem”.

Tytuł: Tam, gdzie ciepło

Autor: Paweł Kornew

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 576
(nasza strona na Facebooku)

Starsze posty

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0