Rozjemca, Brandon Sanderson (nr 2)

Wydawnictwo Mag po kilku latach od ukazania się „Siewcy Wojny” Brandona Sandersona postanowiło wydać tę książkę jeszcze raz, tym razem jako „Rozjemca”. Dość długi czas spędziłem zastanawiając się na tym, który z tych tytułów pasuje lepiej do charakteru książki, bo jeśli chodzi o dokładność i dosłowność przekładu oba można postrzegać jako równie zbliżone. Z pewnych powodów, których nie mogę zdradzić bo otrę się o spoiler, preferuję jednak tą pierwszą wersję, czyli „Siewcę Wojny”. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego tak uważam, będziecie jednak musieli sięgnąć także po angielskojęzyczną wersję książki. 

Tak jak w przypadku każdej książki Brandona Sandersona, „Rozjemca” należy do uniwersum Cosmere, a jego akcja toczy się w świecie Nalthis. Póki co jest jedyną istniejąca książką dziejącą się w tym miejscu, ale ma dość silny związek fabularny ze „Słowami Światłości”, drugim tomem „Archiwum Burzowego Światła”. Przeczytanie „Rozjemcy” nie jest wymagane do lektury „Słów Światłości”, ale pozwoli na wyłapanie paru smaczków i lepszego zrozumienia uniwersum Cosmere.

Jedną z cech charakterystycznych pana Sandersona jest to, że w każdej książce daje poznać nam nowy fascynujący i przemyślany system magii. Akcja „Rozjemcy” dzieje się w świecie, w którym rządzi BioChroma. Ta tajemnicza siła pozwala na Rozbudzanie niegdyś żywych przedmiotów, wyostrza zmysły posiadacza i przedłuża jego życie. Niezwykle cenne Oddechy są jej siłą napędową i w zależności od ich ilości można osiągnąć określony poziom Wywyższenia. Niestety, zdobywanie Oddechów nie jest takie łatwe, bo każdy człowiek dysponuje tylko jednym.

Religia i polityka to dwa tematy, które chyba u każdego, nawet spokojnego człowieka potrafią doprowadzić krew do wrzenia. A kocioł sprzecznych interesów, uprzedzeń i wzajemnej wrogości pokazany w „Rozjemcy” jest tak duży, że w porównaniu do niego Bałkany wydają się piaskownicą, w której dzieci sprzeczają się o grabki.

Małe górskie Idris stoi na krawędzi wojny z Hallandren, dużo potężniejszym królestwem, które uznaje Idrisan za buntowników pomimo tego, że od momentu rozdzielenia się obu państw w wyniku Wielowojnia minęło już setki lat. Ponadto, Idris kontroluje przełęcze górskie dzięki którym Hallandren może prosperować i rozwijać się jako eksporter barwników. Idrisańska wiara w Austre, Boga Kolorów, stoi w całkowitej sprzeczności z boskim panteonem rządzącym w Hallandren, wykorzystującym właśnie kolory jako centralny katalizator dla swych mocy.  Mimo to niepewny pokój utrzymywany jest dzięki paktowi podpisanemu przez władców obu krain, w wyniku którego najstarsza córka Dedelina, władcy Idris, stanie się żoną Susebrona, Króla-Boga Hallandren. Od tego momentu minęło już dwadzieścia lat i nie można dłużej odsuwać podróży Vivienny do przyszłego małżonka. Jednakże to nie Vivienna, szkolona od najmłodszych lat w dworskich intrygach, życiu pałacowym, polityce i szpiegostwie wybierze się do wrogiego królestwa a jej młodsza siostra Siri, żyjąca beztroskim życiem niespełna siedemnastolatka.

Tak mniej więcej prezentuje się zawartość kilku pierwszych stron. Dalej akcja dość mocno zwalnia i dostajemy szansę na to, aby lepiej połapać się w rozgrywających się wydarzeniach i relacjach pomiędzy głównymi bohaterami a kilkoma postaciami pobocznymi, które przewijają się co jakiś czas.  Mniej więcej w połowie lektury wszystkie trybiki zaczną się zazębiać i poprowadzeni zostaniemy do finału, który dla wielu będzie kompletnym zaskoczeniem. Sanderson postarał się o to, aby nic nie było takie jak się wydaje, i nie jest to pusty frazes. Gwarantuję wam, że nikt wcześniej nie domyślał się tego, kto stoi za tym całym misternym łańcuchem wydarzeń.

Do dwóch wymienionych wcześniej sióstr w roli głównych bohaterów pojawiają się jeszcze tajemniczy mężczyzna imieniem Vasher oraz Dar Pieśni zwany Mężnym, jeden z Powracających, bóstw Hallandren. Dar Pieśni był zdecydowanie moim ulubionym bohaterem. Jego nieustanne próby wyprowadzenia z równowagi usługujących mu kapłanów czy sam sposób bycia na pretensjonalnym i dekadenckim Dworze Bogów nadawałyby się na osobną książkę.

Głębia i ewolucja charakterów tej czwórki jest zdecydowanie najmocniejszą stroną książki. Vasher próbuje ścigać własne demony i odkupić rzekome grzechy przeszłości, Siri stara się poradzić sobie w nowej roli, a Vivienna przechodzi kompletne catarsis na skutek zderzenia jej ideałów i wyobrażeń z brutalnością otaczającego świata. I w końcu Dar Pieśni, który ściga własne sny, gdyż tam właśnie ma nadzieję poznać swoją przeszłość oraz rolę, jaką ma do odegrania jako bóstwo. Wszyscy oni są tak wyraźnie nakreśleni, że ma się poczucie obcowania z realnymi osobami. Ogromnym plusem dla mnie jest też to, że zmiany bohaterów są podyktowane logicznymi wydarzeniami i powodami, nic nie dzieje się na siłę „bo tak”.

Rozjemca” jest niezwykle interesująca i wciągającą przygodą, idealnie nadającą się na nadchodzące ponure jesienne i zimowe wieczory. Naprawdę ciekawy finał usatysfakcjonuje każdego czytelnika i zostawi ochotę na więcej. Opisy świata są szczegółowe i plastyczne, można niemal zobaczyć szare zakamarki Idris czy kolorowe uliczki i brudne slumsy Hallandren. Ci, którzy zanurzą się w ten świat nie będą żałować, a dla wielu niezaznajomionych z proza Sandersona „Rozjemca” może otworzyć drzwi do długiej i wciągającej przygody z Cosmere.

Tytuł: Rozjemca

Autor: Brandon Sanderson

Wydawnictwo: Mag

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 672

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0