Pryncypium, Melissa Darwood

Hasło new adult u wielu czytelników wywołuje uśmiech politowania. Literatura adresowana do czytelników pomiędzy osiemnastym a dwudziestym piątym rokiem miała łączyć w sobie cechy dojrzałych powieści z lekkością historii młodzieżowych. Założenia to całkiem słuszne, bo w tym wieku wielu czytelników poszukuje literatury o zabarwieniu obyczajowym, która (podobnie jak popularne seriale) będzie traktować o sprawach im bliskich.

Problem w tym, że twórcy new adult już jakiś czas temu zapędzili się na mroczne tereny wtórności i ładnie zapakowanych ale zakurzonych już schematów. Mimo to wciąż wierzę, że gatunek ten ma do zaoferowania coś więcej niż tylko historie o nieśmiałej dziewczynie i zbuntowanym chłopaku. Dlatego pełna nadziei sięgnęłam po „Pryncypium” Melissy Darwood licząc na to, że będzie to ten dobry przedstawiciel new adult. Zwłaszcza, że świat książki wydawał mi się niezwykle interesujący.

Nomen, Ipsum, Lokum, czyli imię, psychika i ciało. Trzy elementy, z których składa się człowiek. Od ich harmonijnego funkcjonowania zależy, czy będziemy szczęśliwi. Z tej niezwykłej trójcy Nomen ma najwięcej do powiedzenia. Pradawne imię jest najstarszym a przede wszystkim pamiętającym swoje wszystkie wcielenia elementem człowieka, któremu powinny się podporządkować Ipsum i Lokum. Jeśli tego nie zrobią, rozzłoszczone Nomen zawsze może znaleźć innego nosiciela. Zoltan jest jednym z tych, którzy pomagają Nominom. Swoją niecodzienną pracę wykonuje solidnie, ale bez zaangażowania. Jego poukładany świat wywraca się do górny nogami, kiedy poznaje Anielę – roznosicielkę gazet, która już przy pierwszym spotkaniu sprawia mu nie lada kłopoty. Czy wycofany i chłodny Zoltan poradzi sobie z emocjonalną i niezwykle wrażliwą dziewczyną?

Jak pewnie już zauważyliście, „Pryncypium” to kolejna historia o skomplikowanej miłości dwójki młodych ludzi. Historia bazująca na wspomnianym przeze mnie we wstępie schemacie, gdzie skromna i wrażliwa dziewczyna poznaje bogatego i tajemniczego przystojniaka o trudnym charakterze. Końca tej burzliwej znajomości łatwo można się domyślić, a sam jej przebieg momentami faktycznie wywołuje uśmiech politowania. Oczywiście, miłośniczki „Zmierzchu” i jemu podobnych książek z pewnością będą z tego wątku zadowolone. Darwood dosyć dobrze i wyczerpująco przedstawia rodzące się między bohaterami uczucie, stopniując napięcie i starając się, żeby całość wyglądała dość realistycznie. Mimo wszystko mnie ten wątek nie uwiódł – jest po prostu wtórny i choć dobrze wykonany to jednak nie zrobił na mnie wrażenia.

Uwiodły mnie za to wątki poboczne i samo uniwersum. Ku mojej ogromnej radości, akcja „Pryncypium” nie kręci się tylko wokół Zoltana i Anieli, pojawia się też kilka innych postaci, których losy przyjdzie nam bliżej poznać. Oczywiście, i tutaj autorka nie uchroniła się od sztampowych historii, ale większa ilość wątków sprawia, ze książka jest bardziej bogata w treść i zróżnicowana, przez co czyta się ją przyjemniej. Tym bardziej, że „Pryncypium” podzielone jest na krótkie rozdzialiki i szybko przechodzimy od jednego wątku do drugiego.

Z kolei świat przedstawiony w książce może być na początku trudny do zrozumienia, ale autorka umiejętnie wprowadza nas w kolejne szczegóły. Po kilkudziesięciu stronach będziecie wiedzieć już niemal wszystko o Nomen, Ipsum, Lokum, oraz tytułowym Pryncypium (dla niecierpliwych jest słowniczek). To niebanalne tło było dla mnie szalenie interesujące, więc nie zwracałam specjalnie uwagi na momentami irytujący wątek miłosny. Pomysł Darwood na świat jest na tyle ciekawy i świeży, że przyćmiewa większość wad tej książki.

Jedyne, czego mogłabym się w tym wypadku przyczepić to zmiana nazewnictwa. Choć autorka trzyma się konwencji urban fantasy, to przeniosła akcję książki do fikcyjnej miejscowości. I nie byłoby w tym może nic złego, gdyby jej nazwa nie pasowałaby bardziej do fantastycznego królestwa aniżeli współczesnej Polski.

Co mogę napisać o bohaterach książki? W tym wypadku autorka również sięgnęła po znane i lubiane kalki. Jedynie Aniela zdaje się być nieco od tych schematów oderwana. Uparta, pracowita a przy tym nieco zdziecinniała bohaterka wydaje się bardzo naturalna, dlatego od razu zaskarbiła sobie moją sympatię. Oczywiście, to wciąż „nieśmiała i inteligentna dziewczyna szukająca swojego miejsca na świecie”, ale ma bardziej wyrazisty charakter niż inne bohaterki new adult.

Jak wynika z tej recenzji, Melissie Darwood nie udało się uniknąć pułapek gatunku i jej „Pryncypium” cechuje pewna wtórność, zrównoważona na szczęście bardzo ciekawym światem. I właśnie ów świat traktuję jako potwierdzenie mojej postawionej na początku tezy, że new adult może pokazać coś więcej, niż tylko romans.


Co więcej, mimo tych wszystkich niedociągnięć „Pryncypium” ze swoją świeżością jest jedną z lepszych powieści new adult jakie ostatnio ukazały się na naszym rynku. Fani gatunku z pewnością będą zachwyceni.

 

Tytuł:Pryncypium

Autor: Melissa Darwood

Wydawnictwo: Genius Creations

Rok wydania: 2017

Liczba stron:370

Za egzemplarz książki dziękujemy księgarni Pod Kasztanem.
(nasza strona na Facebooku)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0