Projekt Mefisto, Marcin Mortka

Czyli korporacyjne piekło kontra polska rzeczywistość

Jak dotąd nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Marcina Mortki, a do lektury „Projektu Mefisto” zachęciła mnie głównie interesująca okładka (są tu jacyś fani Toma Ellisa i „Lucyfera”?) oraz wielce obiecujący opis powieści. Jako wielbicielka nadnaturalnej, diabelsko-anielskiej tematyki z optymistycznym nastawieniem podeszłam do książki, która obiecywała porcję dobrej zabawy. Niestety, zostawiła mnie nieco sfrustrowaną i odrobinę rozczarowaną.

 

Witajcie w Wyplutach, gdzie nawet diabeł nie powie Wam dobranoc, bo będzie usiłował wygrzebać się z błota i beznadziei prowincjonalnej mieściny. Główny bohater powieści, diabeł Zygmunt, przybywa w delegacji do pracy. W ramach realizacji projektu Mefisto 2.0, którego celem jest pozyskanie jak największej ilości „klientów” dla Piekła, rewirem podległym Zygmuntowi na dwutygodniowej misji są właśnie Wypluty. Świeżo po firmowym szkoleniu, wyposażony we frustrometr i służbowy laptop z dostępem do systemu Hellion rejestrującego postępy pracowników, a także magiczną teczkę i kamuflaż, diabeł podejmuje próby nabicia korporacyjnych punktów.

Jednak od początku misja nie idzie po jego myśli: w chwili wjazdu do zapomnianych przez Boga i ludzi Wyplut przestaje działać podstawowe narzędzie, zapewniające diabłom sukces. To przekaz umożliwiający manipulację ludzkimi zachowaniami. Improwizowane, wykonywane przy użyciu standardowych metod działania, nie są rejestrowane przez Hellion, więc Zygmunt zajmuje jedno z ostatnich miejsc w rankingu skuteczności. W dodatku ktoś wie o obecności diabła w mieścinie i śledzi jego poczynania.

 

Z każdej strony los rzuca zarówno diabłu, jak i mieszkańcom, kłody pod nogi. Poznajemy wypalonego zawodowo nauczyciela historii – Łukasza, jego schorowanego wujka Czesława,  tajemniczą barmankę Natalię, pracownika banku Jaro i kilka miejskich „osobistości”. Te sąprzerysowane tak, jak tylko to możliwe: niezbyt inteligentni dresiarze, lokalna szychę, szemrany biznesmen Kacprzak, pocztowa plotkara czy ksiądz trzymający wraz ze szkolną katechetką pieczę nad swoją trzódką. Z resztą cały świat Wyplut wydaje się krążyć wokół monopolowego, restauracji i kościoła – w takiej rzeczywistości osadził swoich bohaterów autor powieści. Część z nich skrywa dodatkowo własne większe i mniejsze tajemnice, zmagając się z trudami codzienności na swój sposób.

Choć małomiasteczkowa mentalność i korporacyjna rzeczywistość wydają się być wdzięcznym tłem do rozgrywki o dusze maluczkich, to gdzieś po drodze autor przesadził z satyrą. Gdzie ten obiecywany na okładce „brutalny realizm rodem z Polski B”? Opisane w powieści realia nijak mają się do stereotypowego polskiego miasteczka czy wsi. Wydaje się, że autor, podobnie jak pracodawcy Zygmunta, korzystał z informacji zgromadzonych przez wywiad dziesięć albo piętnasćie lat temu.

Nadzieje na pozytywny rozwój sytuacji wzbudził fakt pojawienia się na kartach powieści menażerii ze słowiańskiej mitologii: wodnika, leszego, rusałki, wilkołaka czy wiedźmy. Jednak również oni wpadli w pułapkę beznadziejności i miotali się po Wyplutach, dopóki obecność Zygmunta nie zmusiła ich do wspólnego działania. Czy jednak ten niezbyt udany diabeł jest prawdziwym zagrożeniem dla tego „słowiańskiego suicide squad” i mieszkańców? Marcin Mortka zarysował na szczęście większą intrygę, skrywającą się w szarości na obrzeżach Wyplut, choć nie do końca potrafił zgrać wszystkie elementy fabularne i przesadził z przedstawieniem w krzywym zwierciadle małomiasteczkowej rzeczywistości.

Powieść jest napisana w lekkim i swobodnym stylu, zapewni rozrywkę na kilka wieczorów. Początkowo ciężko było mi się wciągnąć w intrygę i świat przedstawiony przez pisarza w „Projekcie Mefisto”, lecz gdy zrewidowałam swoje oczekiwania (zupełna rozbieżność w stosunku do zapowiedzi okładkowych), to ta humorystyczna satyra sięgająca po rodzimy folklor, uprzyjemniła mi kilka chwil. Z pewnością powieść sprawi więcej przyjemności fanom Marcina Mortki, jednak nie jestem do końca przekonana, czy jest to odpowiednia propozycja na początek przygody z twórczością tego pisarza. A już na pewno nie dla osób oczekujących zagadki kryminalnej i diabła pokroju Lucifera Morningstara.

 

Tytuł: Projekt Mefisto

Autor: Marcin Mortka

Wydawnictwo: W.A.B

Rok Wydania: 2016

Liczba stron: 416

 

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0