Powrót, Michał Gołkowski

Do każdej książki z uniwersum S.T.A.L.K.E.R. podchodziłam z równym niemalże entuzjazmem. Zona od początku mnie do siebie ciągnie i niemal każdą z taki

Do każdej książki z uniwersum S.T.A.L.K.E.R. podchodziłam z równym niemalże entuzjazmem. Zona od początku mnie do siebie ciągnie i niemal każdą z takich czytelniczych wypraw do niej wspominam przynajmniej dobrze. I choć ostatnio wydane „Bagno szaleńców” zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, to czytając powieść Joanny Kanickiej miałam z tyłu głowy jedną myśl – że fajnie byłoby, gdyby Misza jednak wrócił do Zony.

 

Że Misza Zony potrzebuje i ona jego też (a może nawet bardziej?). Że bez niego to nie to samo. Ta myśl towarzyszyła mi właściwie już od jakiegoś półtora roku, kiedy pomarańczowa fabryczna seria sukcesywnie się rozrastała, ale wciąż niestety bez tego, kto utorował jej drogę do naszych serc i umysłów. Jasne, po drodze był Sztywny, ale to nie to samo, prawda? I w końcu, po długim z mojej strony wyczekiwaniu, Misza wrócił.

Ale nie dla tego, że na Dużej Ziemi było mu jakoś bardzo źle. Na nowo ułożył sobie życie, którego wielu może mu pozazdrościć. Dobre pieniądze, rozwijająca się firma, ukochana kobieta u boku… Czego chcieć więcej? Tymczasem Misza nosi w sercu jakąś tęsknotę, jakiś dziwny smutek… Dlatego kiedy Zona mu o sobie przypomina, właściwie się nie wacha. Pytanie tylko, czy przyjmie go drugi raz po tym, jak ją tak bezdusznie porzucił?

W swoim „Powrocie” Michał Gołkowski narobił w Zonie sporo rabanu i trochę pomieszał. Akcja gna do przodu na złamanie karku i tylko nielicznie trafiają się momenty, w których możemy odpocząć. Zona Miszy nie oszczędza a on, odwykły nieco od stalkerskiego trudu i wyposażony w sprzęt, którym „stary” Miszka pewnie by pogardził, nie jest na to spotkanie w pełni gotowy. A przeszłość depcze mu po piętach i nie ma litości… „Powrót” pociąga bowiem dalej historię, którą już znamy i robi to w sposób wręcz doskonały. Mimo tego, że sporo się od ostatniego pobytu Miszy w Zonie zmieniło, fabuła książki tworzy harmonijną całość z tym, co działo się przed powrotem naszego bohatera do normalnego świata. Nie wchodząc za bardzo w szczegóły napisać mogę tylko, że ten, kto Miszę dobrze zna, wie czego może się po „Powrocie” i właśnie to otrzyma.

Po dłuższym pobycie na Dużej Ziemi Misza nie jest już tym samym stalkerem, co kiedyś. Przesadą byłoby stwierdzenie, że się postarzał, ale na pewno dojrzał. I tą jego wewnętrzną przemianę, tak skrupulatnie przez Gołkowskiego odmalowaną, obserwuje się z ogromnym zainteresowaniem. Normalnie nie mamy okazji ku temu, by oglądać stalkera, który z Zony się wyrwał, by niedługo potem i z nieukrywaną wręcz radością do niej powrócić. Tymczasem zwyczajny świat faktycznie odcisnął w duszy Misia swoje piętno, więc choć Zew nie daje mu spokoju, to powrót na łono Zony najłatwiejszy nie jest. Oczywiście, wspomnienia dawnych wypraw i przeżyć rozpalają jego serce, ale nasz bohater gdzieś w głębi duszy ma świadomość, że to już nie jest dokładnie to samo. Dlatego „Powrót” nie jest tylko kolejną wędrówką w głąb Zony, ale przede wszystkim konfrontacją dwóch światów, pomiędzy którymi Misza jest rozdarty.

Najciekawszy moim zdaniem w „Powrocie” jest jednak sposób, w jaki Gołkowski o Zonie pisze. Przy recenzji „Bagna szaleńców” zwracałam uwagę na to, że Zona jest kobietą zaborczą i nieprzewidywalną, a przy tym szalenie od siebie uzależniającą. Gołkowski te krótkie rozważania przeniósł na o wiele wyższy poziom, a traktując Zonę jak pełnoprawną istotę ludzką  podbił moje twarde, recenzenckie serducho.

W trakcie lektury nie mogłam też pozbyć się wrażenia, że autor w pewien sposób się z tym światem rozlicza. Oczywiście, każdy fan pomarańczowej serii wie, że Miś to po prostu mocno podrasowana wersja Gołkowskiego, ale w przypadku „Powrotu” mamy do czynienia z czymś całkiem osobistym, co możemy na różne sposoby rozpatrywać. Ale w szczegóły tych refleksji również wdawać się nie będę – to musicie przeczytać sami.

Tak jak zauważyłam na początku, długo wyczekiwałam powrotu Gołkowskiego do Zony. I wcale się nie zawiodłam. „Powrót” to po prostu książka maksymalnie wciągająca, doskonale w moim odczuciu oddająca klimat Zony, a przy tym pełna osobistych refleksji. Książka napisana nie tylko przez szturmem podbijającego nasz literacki rynek autora, ale przede wszystkim przez fana, dla którego Zona jest czymś więcej niż tylko kolejnym fantastycznym światem.

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0