Polska 2.0, Jacek Inglot

Political fiction to bardzo wdzięczny ale jednocześnie grząski grunt literacki. Wystarczy odrobinę się zagalopować, a zamiast wyważonej i skłaniającej

Political fiction to bardzo wdzięczny ale jednocześnie grząski grunt literacki. Wystarczy odrobinę się zagalopować, a zamiast wyważonej i skłaniającej do refleksji wizji otrzymujemy przeładowaną osobistymi poglądami autora i aż nadto futurologiczną historię, której ostry wydźwięk i kompletne oderwanie od rzeczywistości mogą co najwyżej odstraszyć.  W swojej książce pod tytułem „Polska 2.0” Jacek Inglot serwuje nam aż dwie koncepcje przyszłości naszego kraju. Czy w obu przypadkach udało mu się uniknąć pułapek gatunku?

Akcja obu historii ma miejsce w 2037 roku i obecnie toczące się wydarzenia przebrzmiewają w nich na każdym kroku. W „Wojnie dronów” poznajemy M’Bekiego – czarnoskórego żołnierza polskiej armii, który gdzieś w podziemnym schronie czeka na ratunek przed turecką armią. Nasz kraj jest bowiem supermocarstwem, którego militarna i ekonomiczna potęga szybko urosła pod autorytarnymi rządami Władysława Sidorskiego. Wykształcony i niezwykle inteligentny polityk pewnego dnia urządza zamach stanu, obalając niesprawiedliwe i złodziejskie rządy Partii Przyjaciół Ludu.

Sidorski bardzo szybko wprowadza pierwsze, drastyczne zmiany, likwidując parlament i w przebiegły sposób odsuwając PPL i jego popleczników od wszystkich stanowisk rządowych w kraju.  W samą porę, bo krajowa gospodarka po latach ciągłego rozdawnictwa i kradzieży jest w opłakanym stanie. Za pomocą wykształconych na najlepszych światowych uniwersytetach pomocników Sidorski stopniowo realizuje projekt przedstawiony w „Jagiellonii 2.0” autorstwa niejakiego Adama Tarkowskiego i  w krótkim czasie czyni z Polski potęgę Europy Środkowej. To rzecz jasna szybko wzbudza rozsierdzenie wśród naszych wschodnich sąsiadów, którzy zawiązują sojusz przeciwko Polsce.

 

M’Beki jest zafascynowany zarówno postacią Sidorskiego jak i książką Tarkowskiego, dlatego jego losy szybko zostają zepchnięte na dalszy plan. W gruncie rzeczy bohater jest tu tylko pretekstem do snucia chłodnej  i rzeczowej wizji o rozwijającej się Polsce, dlatego w „Wojnie dronów” nie przyjdzie wam uświadczyć złożonej i pełnej napięcia fabuły. Niekiedy miałam wrażenie, że czytam po prostu alternatywny podręcznik historii, którego autor fachowym językiem i z należytym dystansem opisuje minione wydarzenia. Dla jednych będzie to z pewnością plusem, bo otrzymujemy fachowe spojrzenie na wszystkie wydarzenia, ale innym może zabraknąć konkretnej fabuły czy po prostu ukazania tychże przemian z perspektywy ich szarego uczestnika tychże. Mnie to bardzo nie przeszkadzało, choć muszę się przyznać, że kilka dni po przeczytaniu książki trudno mi jest sobie przypomnieć jakiś ważniejszy szczegół z życia M’Bekiego.

 

Muszę przyznać, że wizja Inglota wywołała u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jak na dłoni widać, że autor dobrze zna polską historię, nasze narodowe przywary i zalety, oraz skłonności. Stąd też Władysław Sidorski, który niczym Piłsudski bierze Polaków za twarze i wprowadzając rządy silnej ręki w ekspresowym tempie wyprowadza kraj z gospodarczego dołka. Z drugiej nie brak „Wojnie dronów” sporej dawki naiwności- gospodarczy kryzys zbyt łatwo jest zażegnać, dobrobyt przychodzi za szybko, a poczciwi Amerykanie zawsze śpieszą z pomocą. I choć rosnąca w siłę Polska z pewnością niejednego czytelnika uraduje to nie zmienia to faktu, że przedstawiona przez Inglota koncepcja jest bardzo naiwna.

Kolejny tekst, czyli „Burza planetarna” , to przeciwieństwo „Wojny dronów” pod wieloma względami. Po pierwsze, mamy tu kompletnie odmienną wizję Polski – pucz Sidorskiego nie dochodzi do skutku, więc Polska pod nieudolnymi rządami PPLu jest na skraju upadku. Gangsterskie rządy, głód, bieda i „nadprogramowi” emeryci, których kraj pozbywa się w bardzo nieludzki sposób… Zdaje się, że tego państwa nic nie uratuje. To prowadzi do kolejnej znaczącej różnicy pomiędzy tymi dwoma tekstami – „Burza planetarna” bardzo mocno zmierza w kierunku science fiction, oferując nam obok wyniszczonego kraju alternatywną „Polskę 2” zbudowaną na dnie oceanu, stworzoną przez miliardera i wizjonera Adama Tarkowskiego.

Ostatnia i znacząca różnica to fakt, że w tym wypadku Inglot o wiele więcej uwagi poświęcił fabule. Wszystkie bowiem wydarzenia obserwujemy z perspektywy dziennikarza Lewandowskiego, który jako mieszkaniec „Polski 1” wyrusza z delegacją do „Polski 2”, by napisać „prawdziwy artykuł” na jej temat, który  rzuci cień na utopijną krainę. Problemy i losy Lewandowskiego wydają się być tutaj tak samo istotne, jak dręczące nasz kraj bolączki. W moim odczuciu jest to zabieg korzystny- tak jak „Wojna dronów” niekiedy nużyła mnie swoim podręcznikowym charakterem, tak tutaj opis świata jest odpowiednio dawkowany na przemian z przeżyciami dziennikarza. Przeżyciami, dodajmy, mocno interesującymi.

Co do samej wizji, to „Burza planetarna” mocno idzie w kierunku futurologii, ekstremalnie eksponując kryzys „Polski 1” i utopijność „Polski 2”. Dlatego fani political fiction z pewnością będą bardziej usatysfakcjonowani lekturą „Wojny dronów”, która nieco mocniej trzyma się rzeczywistości.

Jak widać, znajdujące się w  „Polsce 2.0” teksty dzieli bardzo wiele. Jedno jest jednak wspólne – w obu przypadkach Inglot stara się zachować należyty dystans i nie narzuca czytelnikowi swoich racji. Owszem, niekiedy padają mocne sformułowania o tym, że my Polacy do demokracji się nie nadajemy czy o tym, że naród nasz chciwy jest i egoistyczny. Niemniej, autor nam niczego nie narzuca i wszystko pozostawia naszej osobistej ocenie. Dlatego jeśli lubicie political fiction to po prostu warto po tą pozycję sięgnąć, choćby z ciekawości i żeby sprawdzić, jak dalekie od prawdy (lub nie) są wizje autora.

 

Tytuł: Polska 2.0

Autor: Jacek Inglot

Wydawnictwo: W.A.B.

Rok Wydania: 2016

Liczba stron: 320

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0