POLCON 2017 Lublin

POLCON 2017 Lublin

Przybyliśmy, zobaczyliśmy, oceniliśmy… Od tegorocznego Polconu minął już ponad tydzień, emocje opadły, wszelkie dramy pod tytułem „tego zaprosili a tamtego nie” ucichły, więc postanowiliśmy w szybkim, niemalże telegraficznym skrócie opisać nasze wrażenia. Właśnie, jak było?

Którędy na informatykę?”

Lubelskie miasteczko akademickie to przynajmniej z pozoru miejsce idealne do zorganizowania tak dużej i złożonej imprezy. Ogromne i wyremontowane aule w połączonym wydziale humanistycznym oraz filozofii i socjologii, świetny sprzęt w nowym budynku informatyki i sporo miejsca w Akademickim Centrum Kultury. Dorzućmy do tego sporą otwartą przestrzeń i mamy naprawdę ogromne możliwości.

Czy je wykorzystano? W gruncie rzeczy tak, choć rozciągnięty na parterze ACK skromny gemesroom był za mały jak na takie tłumy

 

 miłośników planszówek. Z kolei mała scena znajdująca się na końcu tego imprezowego łańcucha nie wzbudzała wśród przechodzących obok zbyt dużego zainteresowania, a niekiedy odstraszała fatalnym nagłośnieniem. Poza tym, wszystkie te wskazane przez nas wcześniej miejsca dzieliła jednak pewna odległość, a dołączona do programu mapka nie ułatwiała przeprawy od jednej prelekcji do drugiej. Innymi słowy, zbłąkanych w ciemnych, pustych korytarzach wydziałów przez pierwsze dwa dni nie brakowało.

My precious!

Wiem, co myślicie – zakupy na konwentach to szaleństwo. Drogo, nieciekawie, „a tak w ogóle to na pewno jest z alliexpress!”, itd.  Niekiedy jednak można trafić na jakąś perełkę czy superpromocję. Niestety, nie tym razem. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że Polcon odwiedziła ogromna liczba wystawców, jednak bliższa lektura materiałów przygotowanych przez organizatorów pokazała, że kilka stoisk zajmowali ci sami wystawcy. Więc tak, było średniociekawie, drogo, a loterii tyle, co kot napłakał.

Porozmawiajmy sobie o…

Uwielbiamy prelekcje, dlatego z werwą biegaliśmy od punktu A do punktu B na kolejne wystąpienia.  Jak to zwykle na konwentach bywa, program był ogromny, choć jak na nasz gust trochę za mało było komiksów, a spotkań poświęconych serialom właściwie tyle, co nic. Niemniej, oferowana tematyka dotykała wielu różnych dziedzin kultury i nauki, więc było w czym wybierać. Rzecz jasna, spośród tak licznych propozycji trafiały się też wystąpienia nie na temat, nudne, czy po prostu reklamowe, lecz udało nam się dotrzeć również na prelekcje i spotkania całkiem interesujące. Przykłady? Wystąpienie Leszka Błaszkiewicza poświęcone hard science fiction, panel o fantastyce militarnej, prelekcja Sergeya Legezy o ukraińskiej historii alternatywnej czy niedzielny wykład Marcina Przybyłka poświęcony superbohaterom i ich kryzysom.  Trzeba też zauważyć, że pod względem organizacji prelekcji Polcon wypadł całkiem nieźle jak na tak dużą imprezę. Owszem, zdarzyły się przesunięcia, jakaś prelekcja w ogóle wypadła z rozkładu, a inna z powodu zaginionego klucza ostatecznie odbyła się na korytarzu. Pewne problemy wynikały też z błędów w programie, gdzie dyżury autografowe pokrywały się ze spotkaniami autorskimi i prelekcjami. Niemniej jednak jak na imprezę takiej skali Polcon pod tym względem trzymał dobry poziom.

Nie sposób jest też nie wspomnieć o dodatkowych atrakcjach. Choć larpy to zupełnie nie nasza bajka, to z radością obejrzeliśmy wszystkie wystawy (papierowe modele z „Gwiezdnych Wojen” skradły nam dusze), a Mobilne Planetarium  Orbitek odwiedziliśmy nawet dwukrotnie. Koncerty omijaliśmy szerokim łukiem, bo tak jak pisaliśmy wcześniej, przy większym stężeniu różnych dźwięków słuchać tego się nie dało.

Gdzie jest Wally?

Cosplay, cosplay, cosplay… Niemal przy każdym konwencie odgrażamy się, że „tym razem przebierzemy się w coś ekstra” (Chewbacca z księżycem to byłoby coś!). Na szczęście i tym razem skończyło się tylko na pogróżkach więc na Polconie wystąpiliśmy w klasycznym wydaniu i niczym wytrawni łowcy tropiliśmy fantastyczne postacie celem uchwycenia ich w obiektywie. Zadanie to nie było łatwe, bo na terenie miasteczka panował ciągły ruch, a kolorowe kostiumy zwyczajnie gubiły się w tłumie. Dlatego mimo tego, że udało nam się złowić kilku bohaterów z gier czy książek (do zobaczenia tutaj), to spodziewaliśmy się,  że będzie ich trochę więcej.

Panie, a za czym ta kolejka?

Być na Polconie i ominąć galę rozdania nagrody im. Janusza Zajdla? Wstyd!” – żywiąc te irracjonalne przekonanie ustawiliśmy się grzecznie, na początku, wijącej się coraz dalej kolejce przed salą widowiskową ACK. Pięć, dziesięć, piętnaście minut… Przystępując z nogi na nogę tęsknie zerkaliśmy na puste stoliki i już po chwili rzucaliśmy w siebie obelgami nad steampunkową odsłoną „Munchkina”. A o tym, kto zgarnął nagrody, dowiedzieliśmy się kilka chwil później nie żałując spędzonego nad grą czasu.

Podsumowanie…

Tegoroczny Polcon był  w miarę udanym konwentem, choć nie możemy oprzeć się wrażeniu, że mogło być lepiej. Większośćzgrzytów i problemów można rzecz jasna wybaczyć, bo zdarzają się niemal na każdej takiej imprezie, jednak nam chyba po prostu zabrakło tego trudnego do uchwycenia w słowa klimatu, jaki towarzyszył nam na innych konwentach.

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0