Ostatniego zeżrą psy, Sławomir Nieściur

Sławomir Nieściur dopiero niedawno przywitał się z Fabryczną Zoną, a już trochę w niej namieszał. Jego ubiegłoroczny debiut w postaci powieści „Wedle zasług” zebrał chyba tyle samo zachwytów, co gorzkich słów. Pewnie stojąc na tym pierwszym polu z niecierpliwością czekałam na kontynuację tej wyprawy w głąb Zony. Co przyszykował dla nas Nieściur w „Ostatniego zeżrą psy”?

Kompleks Jantar wabi do siebie żądną zysku ekipę Dimy. Wyprawa to trudna i niebezpieczna, bo Zona jest coraz bardziej kapryśna, a wybuchy jej złości w postaci emisji są coraz częstsze. A to z kolei sprawia, że pojawia się więcej anomalii i mutantów, które coraz śmielej zapuszczają się tam, gdzie żyją zwykli ludzie. Czy okiełznanie tego okrutnego żywiołu jest w ogóle możliwe?

Sławomir Nieściur porwał się na rzecz ryzykowną, przedstawiając nam swoją wersję początków Zony. Na ile wizja ta jest dobra każdy fan Zony winien ocenić sam, ja jednak chcę zwrócić uwagę na rzecz niezwykle dla mnie istotną, mianowicie na sposób wprowadzenia nas w ten świat. W „Ostatniego zeżrą psy” wciąż niewiele osób wie dokładnie, o co tak naprawdę chodzi z tymi anomaliami i emisjami, dlatego ludzie przebywający w strefie skażenia i na jej obrzeżach starają się to sobie jakoś wytłumaczyć i przejść z tymi „wybrykami natury” do porządku dziennego. Muszę przyznać, że z ogromną ciekawością obserwowałam, jak Zona kształtuje się w ludzkiej świadomości, stopniowo przybierając formę, z którą mieliśmy do czynienia w grach i jest to jeden z mocniejszych punktów tej książki.

Na fabułę „Ostatniego zeżrą psy” składa się kilka wątków, które rozwijają się równolegle. Obserwujemy naprzemiennie losy poszczególnych bohaterów, którzy z własnej (lub niekoniecznie własnej) woli wylądowali w Zonie albo na jej obrzeżach. Każda  z tych historii w jakiś sposób łączy się z innymi, tworząc logiczną i harmonijną całość. Mam wrażenie, że konstruując fabułę Nieściur czerpie całymi garściami z tego, co ja uważam za dobrodziejstwo Zony, czyli z jej różnorodności. Oprócz standardowych potyczek stalkerów z mutantami przyjdzie nam przyjrzeć się bliżej czuwającym na Zoną wojskowym, a nawet zwykłym ludziom, którzy nie chcąc porzucać swoich domów zostali w strefie skażenia.  Sławomir Nieściur w bardzo przemyślany sposób podzielił swoją książkę. Każdy rozdział kończy się w takim miejscu, że niby domyślamy się tego, co będzie dalej, ale jednocześnie bierzemy pod uwagę kaprysy Zony i wiemy, że nasze domysły równie dobrze mogą okazać  się błędne. Dlatego napięcie rośnie wraz z rozwojem fabuły, spotęgowane dodatkowo tym, że po pełnych akcji fragmentach przyjdzie nam poczytać o wydarzeniach o wiele bardziej spokojniejszych. Innymi słowy nie odetchniecie ani na chwilę, wciągnięci w wir akcji.

 

 

Podobnie jak w przypadku „Wedle zasług”, tak i tutaj nie mamy jednego głównego bohatera. Dima, Rybin, Mietkin, Galina, Andriej, Siwy, Horowienko… Imion, nazwisk i ksywek znajdziemy w tej książce bardzo dużo i gdyby nie moja znajomość jedynki to bardzo możliwe, że ciężko mi byłoby się odnaleźć w tak szerokim i bardzo zróżnicowanym gronie.  Z taką ilością bohaterów wiąże się jednak pewne niebezpieczeństwo. Bo jak tu mając niespełna czterysta stron dobrze rozwinąć fabułę i jednocześnie każdemu bohaterowi poświęcić tyle samo uwagi, by zapadł w pamięci czytelnikowi? Nie da się, po prostu się nie da. I rzeczywiście, z perspektywy czasu trudno mi niektóre postacie od siebie odróżnić, a o kilku właściwie już zapomniałam. A przecież Nieściur potrafi tworzyć interesujących bohaterów. Niestety, ilość nie zawsze znaczy tyle samo co jakość i pod tym względem „Ostatniego zeżrą psy” wypada dosyć blado.

Sławomir Nieściur wciąż jest początkującym pisarzem, ale czytając „Ostatniego zeżrą psy”  nie da się tego odczuć. Owszem, autor postawił na prosty i momentami bardzo dosadny język, ale czy nie taki właśnie jest język z jakim kojarzymy ten świat? Żaden stalker czy wojskowy nie będzie się bawił w przydługie rozważania nad naturą rzeczy czy otaczającym go krajobrazem. I tak jak uwielbiam w książkach plastyczne opisy i rozbudowane dialogi, tak tutaj ta konkretna, prosta, ale jednocześnie bardzo treściwa narracja świetnie pasowała, dobrze oddając klimat tego świata.

Ostatniego zeżrą psy” to kolejna, bardzo udana wyprawa w głąb Zony. Może nieidealna, ale z pewnością warta uwagi, zwłaszcza dla tych, którym seria „S.T.A.L.K.E.R.” skradła serca. Dynamiczna, wciągająca od pierwszych stron historia, a do tego świetnie przedstawiona rozkwitająca Zona okiem zwykłego człowieka – miłośnicy Fabrycznej Zony mogą po prostu bez żadnych obaw po kontynuację serii Nieściura sięgnąć. 

 

Recenzja jeśli podobała Ci się
na Facebooku polub nas! 🙂

Tytuł: Ostatniego zeżrą psy

Autor: Sławomir Nieściur

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 392

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0