Ostatni bierze wszystko, Miroslav Žamboch

Fabryka Słów w serii wydawniczej „Obca Krew” od kilku już lat wydaje książki mniej lub bardziej znanych autorów fantasy, głównie z Europy Wschodniej i Środkowej. Wśród tych drugich ku mojemu niemalejącemu ukontentowaniu znajduje się pan Miroslav Žamboch. „Ostatni bierze wszystko” to najnowszy zbiór opowiadań autora, który znów rzuci nas w wir wartkiej akcji oraz gwałtownych i niespodziewanych wydarzeń bezlitosnego świata.

 

Według starego prawa na trzydzieści dni przed koronacją ogłasza się wolne łowy. Kto zabije następcę tronu ten ma szanse na zajęcie jego miejsca.” Tak przeprowadzane w „Długim sprincie” wybory na króla mają za zadanie zapewnić, że tron zajmie ktoś, kto będzie w stanie poradzić sobie z potężnymi i opornymi klanami czarodziejów oraz utrzymać niepewny pokój na kontynencie. Max, młody czarodziej i pierworodny obecnego władcy Vegasz, trenowany od młodości przez najlepszych asasynów, magów i specjalistów, niespodziewanie umiera. Tak  o to przyszłość kontynentu ma trafić w ręce jego młodszego brata, prowadzącego spokojne życie i namiętnie unikającego wszystkiego co kojarzy się z dworem i  grząskim światem polityki czarodziejskich klanów. Człowiek, którego głównym zmartwieniem były jego winnice, nagle staje się spadkobiercą tronu i celem większości najlepszych zabójców na świecie.

Akcja „Długiego sprintu” toczy się w świecie znanym z poprzedniej powieści Žambocha – „W służbie klanu”. Tym razem jednak rzeczywistość ta jest jeszcze bardziej bezlitosna i krwawa, mieszając brzydotę ludzkich pragnień z fascynującymi pomysłami. Gdy jednocześnie mamy do czynienia z modyfikacjami genetycznymi i magią to niemal pewnym jest, że połączenie takie skutkować będzie szaloną i typowo dla tego autora akcją. W Vegasz, żyje milion ludzi, a rodzi się setka dzieci rocznie.

To miejsce, do którego w ciągu roku przybywa pięćdziesiąt tysięcy osób, a liczba ludności się nie zmienia, zaś zbieracze trupów specjalizują się ze względu na powód śmierci. Kilka pierwszych stron opowiadania służy nam jako wprowadzenie do tego świata i prezentuje bohaterów  w nim żyjących, co pozwala zapoznać się z realiami tego bezlitosnego miejsca. Później akcja przyspiesza, a tempo i brutalność wydarzeń nie zwalniają praktycznie do samego końca, który zaskakuje swoją skalą. Dialogi to głównie wymiany informacji pomiędzy postaciami popychające historię do przodu, zaś wszystko czego dowiemy się o świecie, pochodzić będzie z przemyśleń głównego bohatera.

Świat opisany w „Długim sprincie” stanowi tło dla niewiele ponad dwustronnego opowiadania, ale mieści w sobie tyle pomysłów i elementów, że spokojnie starczyłby na kilka książek więcej i jest chyba najmocniejszą stroną tej pozycji. Rzecz, która mi się bardzo spodobała to fakt, że autor nie skupia swoich wysiłków na kilku pomysłach nadmiernie je eksploatując, a resztę zostawiając ledwie o nich wspomniawszy. Jeśli o czymś czytamy, to prędzej czy później autor raczy nas wyjaśnieniami na ten temat i wplata do głównego wątku.

Ze względu na ograniczoną ilość miejsca nie mamy zbyt wielu bohaterów pobocznych, jednakże nadrabiają to oni swoją niezwykłością. Sam Tankuard zaś, główna gwiazda tego show, mógłby zostać lepiej naszkicowany. Mimo, że opowiada on o swoich motywach, to miałem wrażenie, że jest to nieprzekonujące, a jego postępowanie nie ma wystarczającego odbicia w wykreowanej postaci. Chociaż może właśnie to ma pokazać dość skrytą naturę bohatera?

Szkoda także zmarnowanego potencjału w epilogu „Długiego sprintu”, który skrótowo opowiada o wydarzeniach kilkunastu następnych lat. Jeśli już został dołączony, to mógłby być nieco obszerniejszy i bardziej pasjonujący, gdyż czyta się go niemal jak hasło encyklopedyczne. Ponadto nie jestem do końca pewien, czy ekstremizm zachowań głównego bohatera ma do końca oparcie w tym, jak została wykreowana jego postać. Niektóre decyzje Tankuarda zaskakują i według mnie nie mają do końca odbicia w jego charakterze. Tak jakby autor nie chciał, aby jego główna postać była spójna pod względem przemyśleń i czynów.

Skutki wydarzeń pokazanych w „Długim sprincie” stanowią oś fabularną drugiego i najkrótszego z opowiadań. „Pokłosie” przedstawia dość wyświechtaną historię o trójce czarodziejów broniących małej wioski przed natarciem magicznie ożywionych umarłych. I trudno napisać więcej o fabule bez gigantycznego spoilerowania, dlatego nie będę wam przyjemności z lektury odbierał wdawaniem się w szczegóły. Napiszę tylko, że mimo tego iż tekst jest króciutki to chyba najlepiej ukazuje postać bohaterów w nim występujących. Od pozostałych tekstów odróżnia go też klimat, a sama fabuła rzuca także nieco światła na czyny i motywacje głównej postaci „Długiego sprintu”.

Ostatni bierze wszystko” to trzeci i tytułowy utwór, który nie jest powiązany w żaden sposób z pozostałymi. Chyba, że za takie powiązanie uznamy obecność magii. Najbardziej szalona historia z trzech obecnych w zbiorze prezentuje nam poczynania Crana i Hendrixa, dwójki niespodziewanych sojuszników na ogromnym i tajemniczym zamku szalonego maga. Uwikłani w grę na śmierć i życie pomiędzy zgrają mniej lub bardziej potwornych i magicznych dzieci tegoż to władcy będą próbowali znaleźć skarb i przyczynę całej tej krwawej awantury oraz wydostać się z całego tego młyna. Według mnie to najsłabsza pozycja z całego zbioru, spełnia jednak swoje zadanie jako miły wypełniacz czasu, gdy mamy go godzinkę lub dwie. Nic mniej ani więcej. Główny ciężar położony jest na tempie akcji, która gna do przodu, nie zostawiając nam nawet jednej strony na złapanie oddechu. Zakończenie mogłoby być naprawdę dobre, ale jest zbyt lakoniczne. Honory jednak należy oddać Hendrixowi, bo to chyba najciekawsza z postaci, które poznałem podczas czytania najnowszej książki Žambocha.

Ostatni bierze wszystko” to książka przesycona tym wszystkim co nazywam „Žambochowością”. Jeśli czytaliście chociaż jedną z książek tego autora to powinniście wiedzieć o czym mówię i śmiało brać w ciemno ten zbiór. A jeśli nie, to „Ostatni bierze wszystko” jest całkiem dobrą pozycją na rozpoczęcie swojej przygody z czeskim twórcą. Mimo kilku wad, których trudno się ustrzec w jakimkolwiek dziele, bawiłem się przy niej naprawdę dobrze i śmiało polecić ją można każdemu, kto lubi taką naszpikowaną akcją i nieco brutalną fantastykę osadzoną w ciekawym świecie. Podchodząc do tej książki bez wybujałych oczekiwań i mając nadzieję na zdrową porcję rozrywki mogę śmiało powiedzieć, że nie rozczarowałem się w żadnym wypadku.

 

Autor: Mirosław Żamboch

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: 2017

Liczba stron: 374
(nasza strona na Facebooku)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0