Obietnica krwi, Brian McClellan

 

Ta książka jest po prostu obłędna. Złapałem się na tym, że wszystko mi się w niej podobało. Nowe podejście do magii, szybka akcja, ciekawy świat. Ale ubaw!”– to zdanie Brandona Sandersona możemy przeczytać na okładce „Obietnicy Krwi”, pierwszego tomu „Trylogii Magów Prochowych” Briana McClellana. Skutek był taki, że podszedłem do lektury ze sporym dystansem. W końcu jakich to peanów na cześć każdej książki się nie pisze, nie ważne jak dobra by była?  Reklama musi być, show must go on i tak dalej, a na końcu  rzecz jasna rozczarowanie. Z takim mało optymistycznym podejściem zabrałem się do lektury.
Co z tego wynikło?

O ja, człowiek małej wiary… „Obietnica Krwi” wyrwała mnie z butów i zostawiła z silnym niedosytem przygód i prochu (czarnego oczywiście). I to wszystko podczas czytania literackiego debiutu. Brian McClellan popełnił tę książkę już ponad trzy lata temu, a w Polsce wydana została rok temu przez Fabrykę Słów. Na szczęście, niedługo później doczekaliśmy się kolejnych dwóch tomów, więc szczególnie głodni lektury mogą już teraz sięgnąć po całą trylogię.

Jako, że już się nawychwalałem, to uczciwie byłoby teraz opisać o tym, co wzbudziło u mnie ten zachwyt. Zacznijmy od fabuły. Przeniesieni zostajemy do Adopestu, stolicy królestwa Adro, gdzie jeden z głównych bohaterów powieści, Tamas, przeprowadził właśnie zamach stanu i obalił monarchię. Nie poszło mu tak łatwo, a prawdziwe kłopoty dopiero się zaczynają, bo Imperium Kezu łakomie wyciąga ręce w kierunku osłabionego przewrotem Adro. Tamas, jego syn Taniel Dwa Strzały,  oraz grupka wiernych przyjaciół postarają się powstrzymać to niebezpieczeństwo.  W tle toczą się jeszcze losy Adamata, inspektora adopestańskiej policji, który bardzo mocno kojarzył mi się z Sherlockiem Holmesem, chociaż walka na gołe pięści  nie idzie mu najlepiej, ale od czego są wynajęte zbiry. Nasz inspektor nie waha się sięgnąć po metody klasycznie przynależne drugiej stronie…

Gdy głównym zmartwieniem naszych bohaterów zdaję się być nadciągająca wojna z dużo silniejszym Kezem, na horyzoncie zbierają się jeszcze czarniejsze chmury. Kto by pomyślał, że władza królewska z boskiego namaszczenia nie jest tylko figurą retoryczną?

Taniel jest magiem prochowym i teraz kilka słów o nich. Magowie prochowi mogą spożywać czarny proch aby podnieść swoją siłę i szybkość, trafić bezbłędnie w cel z ogromnej odległości a nawet prowadzić kulę po zawiłych trajektoriach. Ci najpotężniejsi zaś samą siła woli mogą spowodować wybuch prochu na odległość. Łatwo sobie wyobrazić, że w czasach odpowiadających naszemu osiemnastemu wiekowi są oni prawdziwym postrachem pól bitewnych. Drugą stroną monety w tym systemie są Uprzywilejowani, nieco bardziej klasyczni magowie, potrafiący za pomocą gestów rąk uwalniać potężne siły. Starcia magów prochowych i Uprzywilejowanych są niezwykle ciekawe i obok bitew toczonych niemal co kilka stron nie pozwalają nawet na chwilę odetchnąć. Pomiędzy nimi śledzić będziemy intrygi rozmaitych frakcji działających w świecie prochowej magii.

Szalone tempo akcji jest jedną z największych zalet tej książki. Ku mojemu zdziwieniu nie jest to wcale męczące, choć książka ma niemal siedemset stron. Autor nie cacka się z czytelnikiem i drobiazgowo oraz plastycznie opisuje wszystko co się dzieje. Książka nie należy do tych pięknych bajek, gdzie wszystko dobrze się kończy a bohaterowie zakuci w zbroje fabularną są nietykalni. Cierpią, płaczą, tracą i kochają.   Są z krwi i kości a niełatwe relacje między nimi są bardzo dobrze przedstawione. Przykładem tego jest duet Tamasa i Taniela, czyli odtrącony syn pragnący zainteresowania ojca oraz ten drugi, który stawia na pierwszym miejscu dobro królestwa. Interesujący system magii jest świetnie dopasowany do czasów, w których toczy się historia a świat przedstawiony zawiera mnóstwo ciekawych elementów (Gildia Balwierzy, brr…), które składają się na naprawdę świetne uniwersum. Biorąc pod uwagę wszystkie te zalety,  z czystym sumieniem stawiam „ Trylogię Magów Prochowych” obok osobistych faworytów takich jak „Książe Nicości”, „Malazańska Księga Poległych” czy „Koło Czasu”  i na pewno wrócę do niej niejeden raz. 

Ps. Dla tych, którzy trzy tomy uznają za niewystarczające istnieje alternatywa w postaci ośmiu powieści rozgrywających się na kilkanaście lat przed główną serią oraz pojedynczy tom uzupełniający wydarzenia między „Obietnicą Krwi” a „Krwawą Kampanią”.  Niestety, póki co tylko po angielsku, ale to świetna okazja, żeby się w tym języku podszkolić 🙂

Tytuł: Trylogia Magów Prochowych t.1 Obietnica Krwi

Autor: Brian McClellan

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2015

Liczba stron: 676

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0