Top 5 najlepszych filmowych adaptacji Opowieści wigilijnej

Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie świąt Bożego Narodzenia bez „Opowieści wigilijnej’ Karola Dickensa. To po prostu niezwykle piękna i ponadczasowa historia o tym, co naprawdę w życiu jest najważniejsze i że każdy ma szansę na to, by się zmienić. Niesłabnąca popularność tego dzieła sprawiła, że dziś trudno jest zliczyć wszystkie jego adaptacje, jakie powstały na płaszczyźnie szeroko rozumianej sztuki, a osobny (i zapewne większy) worek stanowią dzieła inspirowane tym opowiadaniem. Dziś mam dla Was krótki przegląd filmowych  wersji „Opowieści wigilijnej”, po które sięgam najczęściej w ten cudowny czas.

 

Opowieść wigilijna, 2009, reż. Robert Zemeckis

Wydawało mi się, że to będzie animacja klimatem przypominająca dzieła Tima Burtona. Ciasne uliczki wiktoriańskiego miasteczka, unoszący się wokół klimat tajemnicy i niepokoju poprzetykany absurdalnymi żartami… I rzeczywiście, do pewnego momentu tak jest, a trójwymiarowa „Opowieść wigilijna” nosi znamiona wiktoriańskiego horroru. Po dłuższej chwili jednak na scenę wkracza humor Jima Carreya, przytłoczony nieco przez lekkość animacji ze stajni Disneya. Czy to źle? Moim zdaniem nie. „Opowieść wigilijna” Zemeckisa jest niezwykle dopracowanym, cieszącym oko obrazem, który dzięki humorystycznym scenkom doskonale nadaje się na rodzinny seans. Oczywiście, jest w tej animacji kilka mocniejszych momentów, których sensu najmłodsi widzowie mogą nie zrozumieć albo się ich przestraszyć, jednak z pewnością będą z po wieczorze z tą animacją zadowoleni. Zwłaszcza, że „Opowieść wigilijna” Zemeckisa powstała z myślą o kinie 3D.


Opowieść wigilijna, 1999, reż. David Jones

To chyba moja ulubiona aktorska wersja „Opowieści wigilijnej”. Genialny Patrick Stewart, nieustępujący mu w niczym Richard E. Grant i piękna, teatralna scenografia, a to wszystko w oprawie bardzo klimatycznej muzyki – czego chcieć więcej? Ekranizacja Davida Jonesa to po prostu niezwykle nastrojowe i dojrzałe przedstawienie opowiadania Dickensa, wykonane z dbałością o detale i naciskiem na ponadczasowy, moralizatorskich charakter tej historii. Oczywiście, ta wersja „Opowieści wigilijnej” nie należy do grona lekkich, świątecznych filmów, ale wydaje mi się, że każdy fan tego opowiadania Dickensa powinien ją obejrzeć, choćby ze względu za wierne trzymanie się oryginalnej historii.


Nowa opowieść wigilijna, 1997, reż. John Korty

Powracamy do nieco lżejszych adaptacji. W „Nowej opowieści wigilijnej” poznajemy Ebenitę Scrooge, właścicielkę lombardu, która (podobnie jak jej męski pierwowzór) całe swoje dotychczasowego życie poświęciła pomnażaniu majątku. Dalej historia toczy się już bardzo podobnie, jak w oryginalnej „Opowieści wigilijnej” – dzięki interwencji ducha Cratchita kobieta ma szansę na zrozumienie swoich błędów i rozpoczęcie nowego życia. Znaczna zmiana w przedstawieniu Scrooge’a sprawia, że „Nową opowieść wigilijną” można uznać co najwyżej za adaptację, ale nie zmienia to faktu, że film ten jest bardzo ciepłym i mądrym obrazem, który skłania do refleksji nie mniej niż obraz Davida Jonesa. Ponadto, „Nowa opowieść wigilijna” jest właściwie pozbawiona dreszczyku, dlatego można ją bez obaw oglądać w asyście kilkuletnich pociech.


Opowieść wigilijna, 1984, reż. Clive Donner

 

Pierwsza telewizyjna wersja „Opowieści wigilijnej” jaką przyszło mi oglądać, stąd jej obecność tutaj po części wynika z mojej sentymentalnej natury. Świetnie dobrani aktorzy i piękna, zimowa Anglia budują czarujący i niekiedy niepokojący klimat. Niektóre sceny (jak choćby ta z karawanem) do dziś wywołują u mnie ciarki, ale to, co uderza w tym filmie najbardziej to fakt, że Donner potraktował dzieło Dickensa bez zbędnych ozdobników. Jego film zawiera w sobie całą esencję „Opowieści wigilijnej” w bardzo przyjaznej (choć dla niektórych może nieco przestarzałej) oprawie. Produkcję z 1984 roku można oglądać wielokrotnie, za każdym razem odkrywając coś innego.


Opowieść wigilijna, 2004, reż. Arthur Allan Seidelmenn

Na koniec niezwykle klimatyczny musical w iście doborowej obsadzie. Choć sama wielką fanką musicali nie jestem, to akurat ta produkcja mnie zachwyciła. Dopracowane kostiumy, wpadająca w ucho i budująca klimat muzyka, doskonale dobrani aktorzy – to wszystko składa się na naprawdę dobrą i zapadającą w pamięć adaptację. Co więcej, muszę przyznać, że grany w tej wersji przez Kelseya Grammera Ebenezer Scrooge wzbudził u mnie ogromną sympatię, co w tym akurat wypadku wcale nie jest łatwe. Jeśli tylko lubicie musicale to możecie być pewni, że przy wigilijnym stole zanucicie jakiś fragment z „Opowieści wigilijnej” zamiast tradycyjnej kolędy.


Ten szybki przegląd stanowi oczywiście zaledwie niewielki procent wszystkich filmowych adaptacji i ekranizacji. „Opowieści wigilijnej”. Z pewnością z wieloma innymi wersjami opowiadania Dickensa nie miałam do czynienia. Stąd moje pytanie do Was- jakie ekranizacje i adaptacje (nie tylko filmowe) „Opowieści wigilijnej” są Waszym zdaniem najlepsze?

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 2