Most nad Otchłanią, Konrad T. Lewandowski

Most nad Otchłanią” Konrada T. Lewandowskiego zaskoczył mnie mocniej niż jakakolwiek inna książka w tym (a niech będzie! W poprzednim też) roku. Misternie spleciona fabuła, jeden z z najbardziej zaskakujących światów fantasy, szczypta nienachalnej filozofii i zakończenie. które zostawia z opadem szczęki…Ta pozycja wgniotła mnie w fotel i błyskawicznie wbiła się  na moją listę ulubionych książek polskiej fantastyki.

 

 

Konrad Lewandowski był dla mnie postacią totalnie nieznaną, co zważając na jego niemały dorobek, było dla mnie dość zaskakujące. Nieszczęście proszę państwa, nieszczęście, bo jeśli reszta jego książek chociaż w połowie jest tak dobra jak „Most nad Otchłanią” to mam zamiar przeczytać wszystkie.

Do rzeczy więc. Część zasadnicza książki opowiada o losach kilku postaci zamieszkujących tytułowy Most – zdumiewającą konstrukcje znajdującą się w niezwykłym świecie. I co najciekawsze, niezwykłość tego świata nie polega na jego wielkości, skomplikowaniu, bogactwie postaci czy ogromnej i długiej historii, o której przeczytamy. Wszystko rozbija się na jednym pomyśle.

Wyobraźcie sobie świat w którym ruch planet i gwiazd nie poddaje się jakimkolwiek przewidywaniom i prawom. Jeśli wyjdziesz za horyzont i nie wrócisz po swoich śladach to już nigdy możesz nie trafić do tego samego miejsca. Wszystkie ludy to koczownicy podążający nieustannie tylko znanym sobie szlakiem, tułający się bez celu pokolenie za pokoleniem, wiek za wiekiem i marzące o jednej, jedynej rzeczy. Mitycznym „Państwie”, krainie, która zakończy ich wędrówkę i pozwoli osiedlić się, żyć i mieszkać w jednym miejscu bez konieczności wiecznej i niepewnej wędrówki.

W tym unikalnym świecie prężnie rozwijająca się i dynamiczna Nowa Szlachta walczy z podupadającymi i zdegenerowanymi Starymi Rodami o dochody z myta pobieranego od koczowniczych plemion w zamian za przekroczenie Mostu. Mostu nad nieskończoną otchłanią rozdzielającą świat na dwie strony. Andremil Coro, potomek jednego ze starych rodów dostaje wezwanie od Doży. Objęcie  dowództwa nad jednym z regimentów, który wysłany zostanie do odparcia kolejnego z niezliczonych ataków barbarzyńskich plemion wydaje się dla młodego arystokraty końcem świata, jednakże otworzy on nowy rozdział w jego życiu.

Mimo niewielkiej ilości miejsca to bohaterowie zarysowani są lepiej niż w wielu dużo dłuższych książkach. Andremil jest doskonałym przykładem bohatera, którego wykształciło środowisko w jakim przyszło mu żyć. Inne postacie są starannie przemyślane i zbudowane. Spragniony władzy i zmian a jednak bardzo ludzki w tych dążeniach Doża, kapłan Augunon jako jedna z niewielu jednoznacznie dobrych postaci, czy wreszcie filozof Sokretot. Zadziwiające jest jak głębokie są te postacie, gdy spojrzymy na to ile miejsca dostało im się miejsca w powieści.

Intrygi dwóch stronnictw w realiach świata przedstawionego w „Moście nad Otchłanią” zajmują bez reszty, są bardzo dobrze przemyślane i skonstruowane. Rozwój wydarzeń jest płynny i szybki, nie pozwala nawet na chwilę odpoczynku. Może nawet zbyt szybki, gdyż największą wadą książki była dla mnie jej objętość. Trochę ponad trzysta stron akcji sprawia, że niektóre wątki lub kwestie są przedstawione zbyt pobieżnie a potencjał jest niesamowity. Opowieść o Andremilu i mieszkańcach Mostu mogłaby być dwu- lub trzykrotnie dłuższa.

Tym co naprawdę „zrobiło” dla mnie tą książkę był epilog, pozornie niezwiązany z fabułą a tak naprawdę rzucający nowe i inne spojrzenie na wszystkie wydarzenia, o których czytaliśmy. Ta zmiana perspektywy wychodzi tylko na dobre i sprawia, że w dobrze opowiedzianej i interesującej historii dostrzegamy nagle drugie dno. Rozważania na temat wiary, religii, historii czy ludzkiej natury w książce nie zanudzają lecz dodają jej głębi i skłaniają do przemyśleń które zostają z człowiekiem na dłuższy czas.

 

Most nad Otchłanią”  jest dla mnie zdecydowanie odkryciem roku. Mimo, iż nie jest to świeża premiera, bo książka wydana była po raz pierwszy już w 1995 roku, a ja dostałem w swoje ręce dopiero egzemplarz z wydawnictwa Sumptibus, będący już trzecim (i najładniejszym) wydaniem w Polsce. Brak pozornie oczywistego elementu w świecie przedstawionym w powieści stworzył niezwykle oryginalną wizję, która swoimi implikacjami buduje rzeczywistość całkowicie inną od tej znanej w praktycznie wszystkich książkach fantasy jakie czytamy. Dodatek misternie zbudowanych postaci i ciekawej osi fabularnej sprawia, że „Most nad Otchłanią” czyta się szybko, przyjemnie i z przejęciem nawet jeśli nie jesteśmy fanami filozofii. Jeśli zaś należycie do osób potrafiących docenić te elementy to przyjemność z czytania będzie co najmniej podwójna. Polecam naprawdę gorąco!

 

Tytuł: Most nad otchłanią

Autor: Konrad T. Lewandowski

Wydawnictwo: Sumptibus

Rok: 2015 (1995)

Liczba stron: 404
(nasza strona na Facebooku)

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0