Lego Batman: Film

Z kinowym uniwersum DC łączy nas specyficzna, iście masochistyczna więź. Niemal przed każdym seansem wiemy, że nie skończy się to dobrze, ale kierowani jakąś dziwną siłą ostatecznie idziemy do kina i niezmiennie opuszczamy je delikatnie zawiedzeni. Jednak “LEGO Batman” wzbudzał u nas spore nadzieje. Nie żebyśmy byli jakimiś wielkimi fanami kolorowych i piekielnie drogich klocków, po prostu na “LEGO Przygoda” bawiliśmy się świetnie i liczyliśmy, że przygody Batka wyjdą  równie dobrze.

 

 

LEGO Batman” zdaje się być z opisu kolejną familijną historią  o potędze przyjaźni i walce dobra ze złem. Ot, Człowiek Nietoperz musi znów zmierzyć się ze swoim odwiecznym wrogiem Jokerem. Arcyłotr wpada tym razem na plan tak genialny, że Batman sam sobie nie poradzi. Czy wypruty z emocji samotnik przezwycięży swoje lęki przed innymi ludźmi i dzięki temu uratuje Gotham City? W klockowej historii nie brak uniwersalnych prawd i sporej dawki morału, wyraźnie adresowanego do najmłodszych widzów. Jednak i starsi kinomani znajdą tu coś dla siebie. Animacja jest niezwykle błyskotliwą parodią wielu zjawisk popkultury i rządzących nią mediów, za którymi stoją wielkie wytwórnie. Obraz ten przede wszystkim jednak doskonale wykpiwa kino superbohaterskie, które może i jest nasycone widowiskową akcją, ale przy tym zupełnie bez polotu. Warner pozwolił sobie nawet na danie koleżeńskiego kuksańca Marvelowi, wyśmiewając przy tym odwieczną „wojnę” pomiędzy fanami obu komiksowych wydawnictw.

 

Co nas najbardziej jednak w tej parodii urzekło to fakt, że choć żarty nie należały do grona tych najwyższych lotów, to zostały skonstruowane tak, by rozbawić zarówno młodego jak i dorosłego widza. Cała sala momentami pokładała się ze śmiechu, a każdy kinoman śmiał się z czego innego. Wszystkie te krótkie scenki i żartobliwe dialogi są bowiem naszpikowane delikatnymi aluzjami, które można rozumieć na różny sposób sposób.  I mimo tego, że żarty towarzyszą nam od pierwszych sekund filmu aż po jego zakończenie, to nie ma się poczucia przesytu, a kolejne scenki bawią tak samo dobrze.

 

A jak historia przedstawiona w animacji ma się do komiksów DC?

Z czystym sumieniem musimy stwierdzić, że „LEGO Batman” ma w sobie więcej nawiązań do powieści graficznych Detective Comics niż wszystkie filmy aktorskie razem wzięte. Owszem, główny wątek animacji, czyli starcie Batmana z Jokerem w asyście Bat-Rodziny, nijak ma się do historii komiksowych, ale w fabułę tą wpleciono mnóstwo elementów mocno nawiązujących do oryginalnych wydarzeń. I nie chodzi nam tu tylko o wspomnienia głównego bohatera, w których przewijają się sceny wyjęte z innych filmów o Batmanie czy Króla Przypraw.

 

Już sama scenografia niejednokrotnie przywołuje na myśl najbardziej znane komiksy,  a relacja pomiędzy Batkiem a Jokerem nawiązuje do słynnego „Batman: The Killing Joke”. Szczegółów zdradzać wam nie będziemy, ale jeśli jesteście wielkimi fanami DC, to animację możecie potraktować jako swoisty „test wiedzy” o Batmanie.

Bohaterowie „LEGO Batman” również nie są wiernymi odpowiednikami komiksowych oryginałów. Wręcz przeciwnie, choćby w przypadku Batmana scenarzyści wyciągnęli właściwie tylko te najbardziej znane cechy superbohatera i podkręcili je do granic absurdu. Klockowy Mroczny Rycerz to buc jakich mało, przekonany o swoje wielkości superbohater, a przede wszystkim okropny zazdrośnik, który nie potrafi budować zdrowych relacji. W tym nieco krzywym zwierciadle widać jednak coś, co nie było aż tak wyraźne w filmach aktorskich – twórcy „LEGO Batman” naprawdę znają i „czują” ten nieco absurdalny świat komiksu. Oglądając animację mieliśmy wrażenie, jakbyśmy widzieli produkcję „fana dla fanów”, który tak jak my nierzadko śmieje się z superbohaterskich historii, ale robi to z szacunkiem a nawet pewną czułością.

 

Na końcu kilka uwag o walorach wizualnych animacji oraz dubbingu.
Mimo, że „czerń wyszczupla” to od ferii barw na ekranie można dostać zawrotów głowy. To kolejne nawiązanie do kina superbohaterskiego – „LEGO Batman” jest tak widowiskowy, że momentami ciężko się w tym wszystkim połapać. Z kolei dubbing od początku do końca trzymał poziom – drętwy i chropowaty głos Batka, nieco piskliwy wokal Robina oraz wszechwiedzący ton Alfreda doskonale współgrały z bohaterami.

Podsumowując, „LEGO Batman” to niezwykle przemyślana i dopracowana animacja, która zachwyci zarówno małoletniego jak i dorosłego widza. Co więcej, nie trzeba wcale świata DC znać, by doskonale się na niej bawić. Radzimy wam czym prędzej zabrać wasze pociechy/braci/siostry/kuzynów etc. do kina póki jest jeszcze  okazja na obejrzenie „LEGO Batman” na dużym ekranie. A my będziemy iść na kolejne filmy DC z nadzieją, że będą tak dobre jak ten.

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0