Legion, Brandon Sanderson

O tym, że Brandon Sanderson doskonale radzi sobie zarówno z wielotomowymi seriami jak i krótkimi formami, przekonałam się już przy “Duszy cesarza”, genialnej historii o niezwykle utalentowanej Fałszerce. Dlatego też do “Legionu” podeszłam z niemałą ciekawością. Zwłaszcza, że zapowiadała się całkiem solidna historia detektywistyczna z nietuzinkowym bohaterem. Jak moje oczekiwania wypadły w starciu z rzeczywistością?

 

 

Legion” to zbiór dwóch opowiadań a ich bohaterem jest Stephen Leeds, genialny detektyw, który w ekspresowym tempie jest w stanie opanować każdą umiejętność. Jego niezwykły talent do przyswajania wiedzy czyni go rozchwytywanym i słynnym na całym świecie “specjalistą od wszystkiego”. Niestety, niezwykły dar niesie za sobą poważne konsekwencje – nie radzący sobie z tak dużą ilością informacji umysł Leedsa tworzy halucynacje, które pozwalają na ich usystematyzowanie i magazynowanie. Dopracowane do perfekcji wyobrażenia wiedzą i widzą to, co dla Leedsa jest nieosiągalne. Pytanie tylko, jak długo zdrowy człowiek może wytrzymać w ciągłej asyście widmowych towarzyszy?

 

Konwencja detektywistyczna nie jest autorowi obca, dlatego historie przedstawione w “Legionie” stoją na przyzwoitym poziomie. W dwóch krótkich tekstach otrzymujemy spory ładunek akcji, kilka ciekawych zagadek, solidną garść naukowych faktów i pewne zaskoczenie wynikające z rozwiązania intrygi. Zmierzając bowiem w szybkim tempie do finału Sanderson zostawia czytelnikowi niewiele tropów, dzięki którym mógłby rozwiązać problem wcześniej. To może nie być zadowalające dla tych, którzy lubują się w rozbudowanych i długich intrygach, gdzie analizowany jest każdy detal, a kolejne odkrycia rzucają sprzeczne podejrzenia. Tutaj raczej mamy do czynienia z ciekawymi, ale prostymi i szybkimi historiami na jeden wieczór.

 

Tym razem Sanderson nie buduje fantastycznego otoczenia, tylko pakuje swojego niezwykłego bohatera w “naszą” szarą rzeczywistość. Cudzysłowie jest tu istotne, bo zagadki, które rozwiązuje Leeds są dosyć nietypowe, wzbogacając świat odrobiną magii i futurystycznej nauki. Przyznaję, że urban fantasy w jego wykonaniu bardzo mi się spodobało – nienachalna nadnaturalność delikatnie tylko koloryzuje otoczenie co tworzy wrażenie, że w gruncie rzeczy elementy te nie są aż tak niezwykłe i całkiem do naszego świata pasują.

 

Stephen Leeds jest postacią tak samo ciekawą, jak ryzykowną. Oczywiście, to nie pierwszy  zdziwaczały detektyw, którego dała nam popkultura, ale w tym wypadku mamy już do czynienia z istnym kuriozum. Nazywane przez niego aspektami halucynacje zamieniają go w OP, więc ciężko w tym wypadku o emocje wynikające z tego, że bohater jest w jakiś sposób zagrożony. W końcu jego niezwykle utalentowane wyobrażenia wyciągną go nawet z najgorszej opresji. Oczywiście, porównanie jego postaci do komiksowych superbohaterów byłoby grubą przesadą, ale historie z jego udziałem niosą za sobą pewną przewidywalność, którą dobrze widać w superhero movies.

Leeds nie jest co prawda nieśmiertelny, ale i tak wiadomo, że nic poważnego mu się nie stanie. O ile jednak w kinie specjalnie nie zwracamy na to uwagi zbyt zajęci śledzeniem niemożliwych wygibasów bohaterów i latających przyczep, o tyle w książce nie ma tego efektu “wow” i łatwiej się takim OP znudzić. Na szczęście, spora ilość aspektów Leedsa, z których większość wciąż pozostała poza wzrokiem czytelnika, wzbudza ciekawość. Każda z halucynacji ma swoją własną, niekiedy bardzo pokręconą osobowość i z zainteresowaniem oczekuje się pojawienia nowego aspektu. Poza tym, sam Leeds również nadrabia charakterem – zabawny, błyskotliwy i nieco zdziwaczały mężczyzna wzbudza u czytelnika same pozytywne emocje.

 

Umiejętności detektywa stanowią pewne narracyjne wyzwanie. Sanderson musiał się nieźle nagimnastykować, żeby te “głosy w głowie” Leedsa nie poczyniły zbyt dużego chaosu. Dosyć sprawna narracja pierwszoosobowa pozwala na bezproblemowe rozróżnienie tego, co można uznać za przemyślenia detektywa od tego, co podpowiadają mu aspekty. Lekkie zgrzyty pojawiają się jednak w momencie burzy mózgów, kiedy zbyt wiele halucynacji dochodzi naraz do głosu, a sam Leeds jest swego rodzaju łącznikiem pomiędzy aspektami, a światem rzeczywistym. Niemniej jednak w ogólnym rozrachunku Sanderson udźwignął większość niedogodności wynikających z niezwykłości Stephena.

 

Czas spędzony z “Legionem” uznaję za bardzo przyjemny, choć nieco zbyt krótki. Jednocześnie muszę przyznać, że nie wiem, na ile Stephen Leeds sprawdziłby się przy dłuższym kontakcie. W pewnym momencie jego niezwykłe umiejętności mogłyby stracić na świeżości, poza tym ilość aspektów, jakie może “stworzyć” również jest ograniczona. Oczywiście, równie istotna jest warstwa  fabularna i tutaj Sanderson sprawił się bardzo dobrze, choć nie jest to książka detektywistyczna na najwyższym poziomie. Niemniej uważam, że zarówno fani Sandersona jak i zagadkowych historii z nutką fantastyki w tle powinni być lekturą usatysfakcjonowani.

Autor: Brandon Sanderson

Wydawnictwo: MAG

Data wydania: 2017

Liczba stron: 208
(nasza strona na Facebooku)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0