Krzyżowiec, Grzegorz Wielgus

Religia to wdzięczny i chętnie wykorzystywany materiał w powieściach grozy. Dorzućmy do tego mroczne wieki średnie, owiane wątpliwą sławą krucjaty i mamy przepis na lekturę idealną dla miłośników dreszczyku. Te wszystkie trzy elementy znajdziemy w powieści Grzegorza Wielgusa pod tytułem “Krzyżowiec”. Czy jest się rzeczywiście czego bać?

 

Rok 1098,  bitwa pod Antiochią. Okupione litrami krwi zwycięstwo krzyżowców nad Turkami Seldżuckimi. Przed murami twierdzy poległo wielu rycerzy, a wśród nich jest on – waleczny i okrutny krzyżowiec, któremu nie jest dane zaznanie wiecznego odpoczynku. Mroczna przeszłość wojaka nie pozwoli mu odejść, dopóki nie odpokutuje swych win. Wypruty z emocji i napędzany żarem Krzyżowiec wyrusza w ostatnią podróż po ziemskim padole, by w końcu zasłużyć na Sąd Boży…

 

Pierwsze, co rzuca się w oczy przy lekturze, to bardzo rzadka obecność dialogów. Tytułowy bohater jest niemową, przez co skazany zostaje na podróż w ciszy. Oczywiście, niekiedy zdarza mu się na swojej drodze spotkać jakąś postać, która powie mu to i owo, jednak przez zdecydowaną większość czasu jesteśmy sam na sam z Krzyżowcem, który podróżuje przez Europę w poszukiwaniu zbawienia. Konstruując powieść w ten właśnie sposób Wielgus z pewnością ryzykował – czytelnicy  beletrystyki są raczej do tego, że dialogi zajmują w nich dostatecznie dużo miejsca, stanowiąc pewnego rodzaju odskocznię od rozwijającej się fabuły. Z pewnością nie każdemu się ta oszczędność w wypowiedziach postaci spodoba, sama momentami odczuwałam znużenie ciągnącym się jak wędrówka bohatera opisem. Z tego powodu książka Wielgusa nie nadaje się na szybką lekturę, bo jednostajność formy jest chwilami po prostu męcząca. 

 

 

Niemniej, mimo częstego odrywania się od “Krzyżowca” stwierdzić muszę, że pod względem fabuły powieść mnie wciągnęła. Długa wędrówka bohatera to nie tylko stopniowe odkrywanie niezwykle ponurego świata i ciągłe starcia z ludzkimi przeciwnikami czy przeróżnymi demonami. Przebieg wydarzeń obserwujemy z perspektywy Krzyżowca, który próbując dogrzebać się do własnego “ja” analizuje każdą podjętą decyzję z perspektywy byłego bożego wojownika.  W ten sposób Wielgus pochyla się nad człowieczeństwem, poruszając kwestie związane z moralnością i duchowością. Nie jest to więc historia z gatunku lekkich i rozrywkowych, tylko kawał cięższej prozy.

 

Przyglądając się opisowi okładkowemu stwierdzić można, że mamy do czynienia z powieścią historyczną. W rzeczywistości jednak wyprawy krzyżowe stanowią po prostu bardzo dobre tło do roztoczenia przed czytelnikiem iście makabrycznej wizji świata. Spalone ogniem piekielnym wioski, wszechobecne potwory i demony czyhające na ludzkie ciała oraz dusze, a do tego czarna śmierć, która sieje spustoszenie w miejscach, gdzie ręce Złego nie dosięgają… Makabra uderza w nas z każdej strony, ale najbardziej szokuje postawa ludzi żyjących w tak ponurym i pełnym cierpienia świecie. Zarówno nasz bohatera jak i spotkane przez niego postacie zwyczajnie godzą się na taką kolej rzeczy.

Owszem, wielu z nich próbuje walczyć z diabelstwem i wieść uczciwe życie, a inni szukają sposobu na to, by na cudzym cierpieniu jeszcze zyskać. Postawy wobec okropności tego świata są różne, ale niemal w każdym wypadku widać coś w rodzaju zgody na taką, a nie inną rzeczywistość. “Zwyczajność” przedstawionego przez Wielgusa okrucieństwa jest właśnie tym najmocniejszym elementem w książce, który utkwi mi w głowie na dłużej.

 

Wydawać by się mogło, że milczący Krzyżowiec nie będzie bohaterem ciekawym. Zmierzający ku odkupieniu nieumarły rycerz zdaje się być z początku jedynie pustą skorupą, której postępowanie jest jakby bezmyślne. Kierowany nieznanym podszeptami po prostu wyrusza w długą drogę i dopiero z czasem zaczynamy odkrywać sens jego wędrówki oraz fragmenty z przeszłości, które pozwalają nam nieco poznać jego wypaloną przez żar osobowość. Właśnie to stopniowe odkrywanie jego charakteru sprawia, że Krzyżowiec staje się dla czytelnika coraz bardziej interesujący.

 

Na początku pisałam o dialogach, więc na końcu warto poświęcić uwagę  opisom. Pod tym względem autor “Krzyżowca” naprawdę się popisał – zdania są złożone i dopracowane, a wzorowany zapewne na dawnych powieściach styl dodaje nieco mistycznego klimatu całej historii. Co więcej, dzięki tak dopracowanemu językowi łatwiej jest przeboleć wyraźną dominację opisów nad warstwą dialogową.

 

Podsumowując moją recenzję muszę stwierdzić, że “Krzyżowiec” Grzegorza Wielgusa przypadł mi do gustu, choć z pewnością nie była to lektura prosta i bezbolesna. Z jednej strony nielicznie występujące dialogi uważam za rozwiązanie ciekawe, z drugiej momentami się przez to męczyłam. Poza tym, trochę nastawiałam się na wyraźny element grozy, gdy tymczasem dostałam powieść bardziej nastawioną na poważną refleksję, ubraną tylko w makabryczną kreację. Niemniej, nie żałuję tego “rozczarowania”, bo powieść mnie zwyczajnie zainteresowała. Pamiętać jednak musicie, że “Krzyżowiec” książką łatwą nie jest, a historyczne tło i brutalne obrazy są jedynie pretekstem do snucia poważnych rozważań.

 

Tytuł: Krzyżowiec

Autor: Grzegorz Wielgus

Wydawnictwo: Novae Res

Rok: 2016

Liczba stron: 376

KOMENTARZE