Krew i stal, Jacek Łukawski

Krew i stal” to debiutancka powieść Jacka Łukawskiego otwierająca serię „Kraina Martwej Ziemi”. Opis wydawcy zamieszczony na okładce sugeruje nam przygodową fantasy w klasycznym wydaniu i i nie są to tylko czcze przechwałki.  Rzeczywiście, mamy tutaj do czynienia z książką, która może i nie zaskoczy zaznajomionych z gatunkiem, ale świeżych czytelników bezboleśnie wprowadzi w te rejony literackiej twórczości.

 

 

Fabuła, którą autor rysuje przed nami na początku książki, wydaje się sztampowa. Drużyna wojaków wyrusza na niezwykle niebezpieczną wyprawę w niezwykle niebezpieczne miejsce po niezwykle ważny przedmiot mogący zmienić losy królestwa.  Gdzieś w tle znajdziemy garść informacji o powstaniu Martwej Ziemi, trochę zakulisowej polityki i kilka wątków pobocznych wynikających z przeszłości bohaterów książki. Ale to właśnie najeżona niebezpieczeństwami podróż zajmuje w książce najwięcej miejsca. Podróż, która przez pierwszych kilkadziesiąt stron rozwija się dosyć powoli, ale potem nabiera ekscytującego tempa. Owszem, konstruując fabułę Łukawski oparł ją o mocno zużyty w fantasy schemat, ale wykorzystał go w bardzo interesujący i sprawny sposób.  Od długiego czasu nie czytałam książki, która tak płynnie przedstawiałaby rozwój wypadków. Szybkie i mocne tempo akcji z dobrze wpasowanymi, spokojniejszymi fragmentami pozwalającymi uporządkować nowo poznane fakty świetnie utrzymuje naszą uwagę.

Główni bohaterowie powieści to w gruncie rzeczy standardowy zestaw postaci, jaki możemy spotkać w literaturze tego typu. Na kartach książki pojawia się wiele różnych charakterów, ale każdy z nich wydaje się być w jakiś sposób znajomy. Najistotniejsza postać, czyli Arthorn, również do szczególnie wyróżniających się nie należy. To po prostu typowy, samotny wojownik z  trudną przeszłością, która nie daje mu o sobie zapomnieć. I choć po raz kolejny już autor sięga do znanych i lubianych w fantasy motywów to muszę stwierdzić, że czas spędzony z tymi postaciami płynie całkiem dobrze. Klasyczna fabuła spod znaku magii i miecza w otoczeniu wyjętej niczym ze staroszkolnego rpg-a drużyny po prostu dobrze działa i nie ma w tym wypadku powodu, żeby obrażać się za „odgrzewane kotlety”.

Największym atutem „Krwi i stali” jest świat przedstawiony, stanowiący pomieszanie słowiańskich mitów z typowym high fantasy.

Autorowi bardzo zgrabnie udało się połączyć świat fantazji i dawnych wierzeń, dzięki czemu wykreowane przez niego uniwersum tworzy spójną całość. Tym, którzy zaczynają się obawiać przesadnego ładunku magii śpieszę donieść, że mitologii jest zdecydowanie więcej, a ilość bab wodnych znacznie przekracza liczbę krótkonogich mieszkańców gór czy długouchych miłośników drzew, o których usłyszymy tylko w tle i to niezbyt często. Na początku doskwierała mi oszczędność opisów świata, w którym rozgrywa się historia, ale później zdecydowanie się to poprawia i doczekamy się nawet kilku interesujących wyjaśnień.

Wspomnieć też trzeba o warstwie literackiej, która również jest zdecydowanym plusem książki. Opisy są plastyczne, a język jakim posługują się postacie różni się od siebie w zależności od ich roli czy pochodzenia. Dla przykładu, chłopstwo posługuje się gwarą. którą często trudno zrozumieć zarówno nam jak i bohaterom opowieści, co w moim mniemaniu zdecydowanie buduje immersję całej książki. Ponadto, autor mrugnął także okiem do dwóch bardzo popularnych cykli fantasy i wyszło mu to na tyle zręcznie, że nie uważam tego tym razem za wadę.

„Krew i stal” jest pierwszym tomem całej serii i nietrudno się domyślić, że zakończenie książki będzie tylko wstępem do dalszych wydarzeń.

Sztuka przedstawienia finału wychodzi autorowi nadzwyczaj dobrze. Na kilkadziesiąt stron przed końcem nie byłem mocno entuzjastycznie nastawiony do kontynuowania lektury historii Arthorna, ale dość szybko się to zmieniło właśnie dzięki rozbudzającemu apetyt zakończeniu.

Podsumowanie

Krew i stal” może i nie trafi u mnie na listę odkryć roku ale czasu spędzonego na lekturze nie żałuję. Jeśli szukacie czegoś w klimatach fantasy i nie przeszkadzają wam stare, dobre motywy,  to bez obaw możecie sięgnąć po debiut Jacka Łukawskiego i dostaniecie naprawdę solidną, wciągającą powieść.  Bo choć w recenzji nie obyło się bez gorzkich uwag na temat sztampowości „Krwi i stali”, to autor na tyle zgrabnie się wszelkimi schematami posługiwał, że po kolejny tom cyklu sięgnę z zainteresowaniem.

 

Tytuł: Krew i stal

Autor: Jacek Łukawski

Wydawnictwo: SQN

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 384

(nasza strona na Facebooku)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0