Konan Destylator, Andrzej Pilipiuk

Od mojego ostatniego spotkania z Jakubem Wędrowyczem minęło jakieś sześć lat. Co prawda, wciąż zaczytuje się w innych książkach Andrzeja Pilipiuka, ale od dłuższego czasu było mi z Jakubem jakoś nie po drodze. Dlatego z pewną ciekawością podeszłam do lektury “Konana Destylatora” zadając sobie jedno, proste pytanie – czy przygody egzorcysty bimbrownika wciąż mnie bawią?

 

Konan Destylator” to zbiór piętnastu opowiadań “jakubowych” i jednego króciutkiego tekstu o krwiopijcach, który moim zdaniem zaplątał się w tym zbiorze troszkę na siłę. Oczywiście, miał on stanowić ciekawą zapowiedź kolejnych przygód wampirów doby PRL-u, ale mimo równie absurdalnego humoru opowiadanie bonusowe jakoś się z całością gryzło. Choć biorąc pod uwagę jego tematykę może i gryźć się powinno…?

 

Lata mijają, a Jakub Wędrowycz wciąż jest taki sam
Wiecznie pijany stary dziadyga, postrach klanu Bardaków i wszelkiej maści magicznych dziwów. Co prawda, okres najcięższej pracy w roli egzorcysty ma już za sobą, jednak jego emerytura do najspokojniejszych nie należy. Podróż w przeszłość w poszukiwaniu legendarnego Conana, walka z kosmitami, wycieczka w głąb Zony, polowanie na słonioośmironicę… W krótkich, ale bardzo treściwych opowiadaniach dzieje się wiele i nie zabrakło też miejsca na wspominki, które rzucą nowe światło na dobrze znanych nam bohaterów. Z jednej strony więc otrzymujemy solidną dawkę przygód starych ochlaptusów, z drugiej Pilipiuk dokłada jeszcze kilka cegiełek do ich barwnej przeszłości, równie absurdalnych co wszystkie inne wydarzenia z życia Wędrowycza i jego kozackiego przyjaciela. Oczywiście, po takim czasie ciężko mi sprawdzić, na ile te cegiełki pasują do postawionej wcześniej konstrukcji ale przyznać muszę, że są dosyć ciekawe.

 

Spośród całego zbioru trudno jest wyróżnić jakiś tekst – wszystkie opowiadania trzymają równy, dobry poziom. Oczywiście, na kilkudziesięciu stronach ciężko jest zmieścić jakąś porywającą fabułę, jednak kto by takowej w tym wypadku oczekiwał? Poza tym, Pilipiukowi nie zabrakło pomysłów, a każde opowiadanie to dawka innego rodzaju humoru. Autor nie zostawił suchej nitki na kultowej dla wielu pokoleń „Akademii Pana Kleksa”, ale nie oszczędził też flagowej serii swojego wydawnictwa, trafnie wykpiwając znudzonych bogaczy chcących pobawić się w survival. Kilka innych tekstów również pokazało, że autor malując przed nami wynaturzoną wizję stereotypowej zacofanej wsi polskiej nie robi tego w oderwaniu od problemów codzienności. I choć absurdalność i wulgarność tego humoru niekiedy poraża, to pod warstwą rynsztokowych dowcipów kryła się niekiedy bardzo trafna satyra.

 

Skoro żarty w „Konanie Destylatorze” najczęściej do inteligentnych nie należą, to język musi się do nich dostosować. I tutaj mały zgrzyt – najzwyczajniej w świecie odzwyczaiłam się od takiej dawki przekleństw w jednej książce. Sama do świętych nie należę i poczciwe słowo na „k” nierzadko pada z moich ust, ale w przypadku literatury po prostu mnie to drażni.

Oczywiście, są takie sytuacje, w których człowiek po prostu musi sobie ulżyć puszczając solidną wiązankę.
Jednak pod tym względem Wędrowycz i Semen mogliby spokojnie stawać w szranki z miastowymi dresiarzami (co zresztą często robią przy dodatkowym udziale buciorów i łańcucha krowiaka). Narzekając na wulgarność języka nie mogę jednocześnie nie zwrócić uwagi na to, jak utalentowany jest sam autor. Pisząc na przestrzeni lat książki o bardzo różnej tematyce zawsze bezbłędne dostosowuje styl narracji do bohaterów i świata przedstawionego. Biorąc do ręki choćby ukochaną „Drogę do Nidaros” i zestawiając ją z „Konanem Destylatorem” wprost nie mogę się nadziwić, że obie te książki wyszły spod jednego pióra.

Konan Destylator” to podobnie jak inne zbiory o rozpitym egzorcyście przyzwoita dawka niewymagającej rozrywki. Oczywiście, Jakub Wędrowycz od początków swojego literackiego istnienia wzbudza wiele kontrowersji, a wrogów ma tyle samo, co zwolenników. Dlatego nie jest to lektura dla każdego. Jeśli nie polubiliście starego pijaka od razu to nie polubicie go i tym razem, ani też wtedy, kiedy Andrzej Pilipiuk wyda już nasty zbiór jemu poświęcony. Jeśli jednak egzorcysta bimbrownik wzbudził waszą sympatię, to tak jak ja nawet po kilkuletniej przerwie będziecie w jego towarzystwie bawić się dobrze.

 

Tytuł: Konan Destylator

Autor: Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 400

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0