Idiota skończony

Wielokrotnie już podkreślałam, że bardzo lubię antologie. Te, w których głos mają znani i lubiani przeze mnie autorzy lubię nawet podwójnie, bo wiem, czego mogę się po nich spodziewać. „Idiota skończony” właśnie się do takiej kategorii zalicza, więc z radością się za niego zabrałam. Zbiór przeczytałam wręcz w ekspresowym tempie, ale dopiero po paru dniach przyszedł czas na rozliczenie.

W najnowszej antologii Fabryki Słów otrzymujemy dwanaście tekstów znanych i nieco mniej znanych autorów (choć tych drugich jest zdecydowanie mniej). Otwierający zbiór tytułowy „Idiota skończony” Anety Jadowskiej to po prostu lekka wędrówka po znanym z innych książek tej autorki świecie magicznym. Niezbyt wymagający, ale bardzo odprężający tekst, który szybko kończymy z uśmiechem na ustach i właściwie tylko to wrażenie lekkości pozostaje niezatarte.

Humor poprawi wam również „Garażowy” Ewy Białołęckiej, która ostatnimi laty bardziej się skupiała na tłumaczeniach niż na twórczości własnej (czego osobiście nie mogę odżałować). Oprócz sporej dawki relaksującego humoru „Garażowy” daje jednak coś więcej, mianowicie bardzo interesującą fabułę. Aż dziw bierze, że wykorzystany przez Białołęcką motyw pojawia się we współczesnej literaturze tak rzadko, bo można na jego podstawie wymyślić niejedną wciągającą historię.

Dalej mamy „Ciszę” Roberta J. Szmidta, bardzo refleksyjną i smutną opowieść z gatunku science fiction o zawodnej naturze ludzkiej. Muszę przyznać, że ten tekst ucieszył mnie szczególnie, bo zdecydowanie bardziej wolę Szmidta w takim właśnie klimacie, niż typowym postapo. Tuż za „Ciszą” mamy „Zmierzch nad Weroną” Tomasza Kołodziejczaka, bardzo ciekawy tekst osadzony w świecie, gdzie Chiny są nienaruszalną potęgą. Tekst momentami absurdalny, ale zarazem przerażający, który na długo zapadnie wam w pamięć.
 

 

Z poważnych tonów wyrwie nas „Ostatni dzień służby” Krzysztofa Abramowskiego, który zaskarbił sobie moją szczególną sympatię przez to, że jego akcja toczy się w Lublinie. Dość brutalne urban fantasy, gdzie wysłannicy piekła i nieba swobodnie załatwiają swoje sprawy na Ziemi. Kolejno otrzymujemy „Krew na śniegu” Krzysztofa Haladyna, która (jak można się tego domyślać) jest opowieścią z gatunku postapo. Bardzo dobrą, dodajmy, nie przesadnie krwawą i skłaniającą do zastanowienia nad pewnymi fundamentalnymi wartościami, które w świecie „po” nie wydają się takie oczywiste.

Dalej mamy absolutną fabryczną gwiazdę, czyli Michała Gołkowskiego z opowiadaniem „Wyklęci”.
Po raz wtóry autor udowadnia, że wystarczy mu naprawdę niewiele, by zbudować wciągającą i intrygującą historię z wojną (tym razem drugą) w tle. I choć przy „Komorniku” ubawiłam się świetnie, to czekam na więcej historii podobnych do „Wyklętych”.
Głębia. Ciałak” Marcina Podlewskiego to znowuż gratka dla fanów tej świetnej space opery. Nie ma co tu się za bardzo rozwodzić – jeśli polubiliście „Głębię” to ten tekst polubicie również. Autor kolejnego opowiadania z tego zbioru pod tytułem „Ptasi sąd”, czyli Adrian Atamańczuk, nie jest za dobrze znany i z bólem serca przyznać muszę, że jego tekst jest wyraźnie słabszy od pozostałych. Z jednej strony nie sposób nie docenić jego warsztatu literackiego, z drugiej nie można oprzeć się wrażeniu, że jego historia osadzona w inspirowanym średniowieczem otoczeniu jest po prostu niedopracowana. Zupełnie jakby krótsza forma nie była tym, co jemu przeznaczone.

Tajemnica miasteczka N.” Huberta Olkowskiego to znów ukłon w stronę historii, nieco podrasowany dawnymi wierzeniami. „Noc na Dużej Ziemi” Bartka Biedrzyckiego to z kolei bardzo lekka i przyjemna podróż w głąb Zony, z niezwykle interesującym bohaterem, którego pierwszoosobowa narracja doskonale pasuje do stalkerskiego fachu.

And the last but not least, czyli „Przez kraj ludzi, zwierząt i biesów” Jacka Komudy.
Wciąż pozostając w średniowiecznym klimacie autor zabiera nas w krwawą podróż po świecie zachodnich Słowian, gdzie stare i nowe bóstwa wciąż krążą wśród ludzi.  Opowiadanie krwawe, ale pod każdym względem dopracowane, stanowi „truskawkę na torcie” jakim jest „Idiota skończony”.

 Jak możecie łatwo wywnioskować z powyższych akapitów, „Idiota skończony” to antologia więcej niż dobra. Sprawdzone nazwiska, solidna i zróżnicowana tematyka, stosunkowo krótka forma pozostawiająca duże pole dla wyobraźni…  Jasne, jak to w przypadku antologii bywa, nie każde opowiadanie przypadnie wam do gustu, nie każdego autora będziecie chcieli czytać. Nie zmienia to jednak faktu, że „Idiota skończony” oferuje bogate spektrum zróżnicowanych historii, wśród których każdy winien znaleźć jakąś dla siebie.

Tytuł: Idiota skończony

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2018

Liczba stron: 536

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0