Grom i szkwał, Jacek Łukawski

Kraina Martwej Ziemi.

Choć dla bohaterów „Krwi i stali” podroż przez Martwą Ziemię nie należała do najmilszych, to dla mnie była to całkiem przyjemna czytelnicza wędrówka. Co prawda pierwszy tom cyklu Jacka Łukawskiego nie był pozbawiony wad, jednak to nie przeszkodziło „Krwi i stali” ostatecznie wcisnąć się na tą „lepszą” półkę w mojej biblioteczce. Autor z gracją żonglował schematami, serwując nam to, co w fantasy najlepsze i doprawiając rodzimą mitologią. Dlatego na „Grom i szkwał” czekałam z niecierpliwością, zastanawiając się też, gdzie tym razem zabierze mnie autor oraz jakie nieprzyjemności zgotował swoim bohaterom.

Fabuła „Gromu i szkwału” toczy się bezpośrednio po wydarzeniach z “jedynki”. Wondettel potrzebuje Arthrona i jego załogi jak nigdy dotąd. Drużynnik, który ledwo przeżył poprzednią wyprawę, znowu musi przekroczyć Martwicę. Tym razem wyruszy na poszukiwanie księżniczki Azure, która zniknęła bez śladu na chwilę przed tym, jak zdrajcy opanowali zamek. Natomiast Garhard z Marcasem przy boku będzie musiał zapanować nad sytuacją w Carmennes i przygotować je na powrót następczyni tronu. Gdzieś w tle tego wszystkiego majaczą cienie potężnych graczy, którzy mają  własne plany wobec Wondettel…

Akcja, panie, akcja!

Jacek Łukawski nie oszczędza swoich bohaterów (a przy tym i nas), od razu rzucając ich w sam środek krwawej akcji. Po raz kolejny przemierzamy niebezpieczne trakty i przyglądamy się wielkiej polityce. Głównym wątkiem książki jest oczywiście podróż Arthorna, ale znajdziecie tu też sporo pobocznych i równie dopracowanych linii fabularnych.  Oczywiście, Łukawski nadal bawi się schematami, śmiało czerpiąc z klasyki gatunku. Ale tak jak poprzednio, ta wtórność kompletnie mi nie przeszkadzała, bo autor wszystkie oklepane motywy doprawia solidną garścią własnych, świeżych pomysłów.

Na uwagę zasługuje też tempo książki, które wciąż się zmienia. Najpierw gnani przez szkwał cudem unikamy śmierci, by za chwilę spokojnie przechadzać się zamkowymi korytarzami. Te momenty wytchnienia pozwalają nam na uporządkowanie wszystkich naładowanych akcją i informacjami wydarzeń. Jednocześnie spragnieni wrażeni czytelnicy nie zdążą znudzić się dworskimi intrygami.


Przez ciemne tunele…

Jak na dobre fantasy przystało, akcja „Gromu i szkwału” prowadzi nas przez magiczne krainy pełne niezwykłych stworzeń. Obawiałam się nieco, że powrót Arthorna na znane tereny niewiele wniesie do naszej wiedzy o świecie, w jakim toczy się akcja. Nic bardziej mylnego. W asyście płanetników będziemy przemierzać nieboskłon, a dwargowie zaprowadzą nas głęboko pod ziemię i odkryją przed nami swoje tajemnice.


Ku mojej uciesze, Łukawski pozwala nam spędzić w asyście jednych i drugich sporo czasu, dzięki czemu możemy poznać historię i zwyczaje tych ras. Oczywiście, nie zabrakło też występujących w poprzednim tomie dziwożon, czartów czy wił, ale to chmurnicy i dwargowie otrzymują najwięcej uwagi. I dobrze, bo płanetnicy są bardzo ciekawymi istotami, a dwargowie to świeże spojrzenie na poczciwe i lubiane krasnoludy. Mimo, że bohaterowie zwiedzili już wcześniej kawał świata, to „Grom i szkwał” odkrywa przed nami kolejne aspekty tego porywającego uniwersum, dlatego fani rozległych światów będą usatysfakcjonowani.

 Twoja księżniczka jest w innym zamku!

Znana z poprzedniej części drużyna idzie w rozsypkę, a do głosu dochodzi mocna żeńska postać. Księżniczka Azure to moim zdaniem najciekawsza osobowość „Gromu i szkwału”. Bardzo irytująca i przemądrzała przyszła władczyni jest postacią, do której trudno się ustosunkować. Wszystko zależy od tego, jaki akurat księżniczka będzie miała nastrój, a że ten często się zmienia, to postępowanie Azure trudno jest przewidzieć.

To po prostu dwulicowa, zadufana w sobie babka, której charakter mocno kontrastuje z pozostałymi bohaterami. W innych okolicznościach zapewne ciężko byłoby mi wytrzymać w jej towarzystwie. Z bólem serca muszę jednak przyznać, że bez jej podnoszących ciśnienie zagrywek byłoby mi jakoś… smutniej.

„Wyśta se to wymyślili , bośta…”

Po raz kolejny Łukawski maluje słowem, z ogromną szczegółowością opisując zarówno świat, jak i toczące się w nim wydarzenia. Bez trudu możemy sobie wyobrazić siedziby dwargów czy zatłoczone uliczki Carmennes, ale też z uwagą śledzić kolejne potyczki bohaterów. Do tego autor bardzo sprawnie prowadzi dialogi, które znów dostosowane są do statusu i charakteru bohaterów. Pełno tu archaizmów, językowych łamańców, wiejskiej gwary i siarczystych przekleństw. Wszystko jednak z zachowaniem umiaru, dzięki czemu dialogi wypadają naturalnie, a „Grom i szkwał” czyta się w ekspresowym tempie, jeszcze bardziej wczuwając się w klimat cyklu.

Grande finale

Grom i szkwał” to książka lepsza od swojej poprzedniczki, co mnie niezmiernie raduje. Więcej akcji, więcej magii, więcej świata przedstawionego i dawnych wierzeń – czego chcieć więcej? Jacek Łukawski zafundował nam jeszcze bardziej emocjonującą przygodę, którą zapamięta się na długo. Z kolei zakończenie „Gromu i szkwału” sprawi, że z niecierpliwością będziecie wypatrywać jego kontynuacji.

Tytuł: Kraina Martwej Ziemi. Grom i szkwał

Autor: Jacek Łukawski

Wydawnictwo: SQN

Rok Wydania: 2017

Liczba stron: 432

(nasza strona na Facebooku)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0