Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Powrót do świata magii i czarodziejstwa

Przed premierą „Fantastycznych zwierząt…”  starałam się dać produkcji czyste konto i nie nakręcać się zbytnio, by uniknąć rozczarowania. Gdy usły

Przed premierą „Fantastycznych zwierząt…”  starałam się dać produkcji czyste konto i nie nakręcać się zbytnio, by uniknąć rozczarowania. Gdy usłyszałam, że J.K. Rowling i David Yates planują trylogię – pomyślałam „OK, to dziś standard”, jednak przy informacji, że powstanie aż pięć filmów, zawahałam się i mój optymizm nieco osłabł. Okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie, bowiem magia powróciła w wielkim stylu.

J.K. Rowling i David Yates w „Fantastycznych zwierzętach…” ujęli wszystko, co najlepsze w uniwersum Pottera (magiczne stworzenia, zaklęcia oraz pojedynki czy tajemne przejścia do budynków) i wzbogacili o nowe doświadczenia, zawierając w historii ogromny potencjał na kolejne magiczne widowiska. Film jest luźno inspirowany bestiariuszem „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” Newta Skamandera, z którego w Hogwarcie uczyli się Potter i reszta młodych czarodziei. Akcja produkcji rozgrywa się około 70 lat przed narodzinami Harry’ego i przedstawia przygody twórcy podręcznika, który przybywa do Nowego Jorku z walizką pełną magicznych stworzeń.

Pierwsza przeszkoda na drodze brytyjskiego czarodzieja na amerykańskiej ziemi pojawia się dość szybko. W sąsiedztwie banku z walizki Newta (Eddie Redmayne) ucieka niuchacz, mały kretopodobny stworek o złodziejskich skłonnościach. Cały ambaras z poszukiwaniami niuchacza komplikuje dodatkowo zderzenie z Jacobem Kowalskim (Dan Fogler), mugolem, pragnącym otworzyć własną piekarnię  i sprzedawać w niej „ponczkis”. Newt używa magii, by wybrnąć z kłopotów spowodowanych przez niuchacza i zabiera ze sobą Jacoba. Świadkiem całej sytuacji w banku okazała się być Tina (Katherine Waterston), pracownica Magicznego Kongresu USA, która aresztuje Newta za szereg przewinień, a tymczasem Jacob ucieka omyłkowo z czarodziejską walizką.

 

Sytuacja polityczna, zarówno wśród magicznej jak i niemagicznej społeczności, jest napięta, co wyjątkowo nie sprzyja używaniu magii w świecie mugoli. Niemal w przeddzień Wielkiego Kryzysu w USA, również świat magów staje w obliczu wielkiego zagrożenia, jakie niosą ze sobą ataki terrorystyczne maga Grindelwalda. Tymczasem w Nowym Jorku zniszczenie sieje tajemnicza siła, a niebezpieczeństwo odkrycia świata czarodziei przez niemagów jeszcze nigdy nie było tak wysokie.

Cała sytuację starają się złagodzić aurorzy  z MACUSA (Magical Congress of the United States of America) – Magicznego Kongresu USA na czele z prezydent Seraphiną Picquery (Carmen Ejogo) i aurorem Graves’em (Colin Farrell), którego ukryte intencje nie były dla widzów tak skryte, jak twórcy by chcieli. Graves wyjątkowo interesuje się Credence’m Barebone (Ezra Miller), adoptowanym synem Mary Lou Barebone  – liderki  New Salem Philanthropic Society, stowarzyszenia wierzącego w istnienie magii i pragnącego jej całkowitego zniszczenia. Ezra Miller w roli nieco „pokręconego” i zastraszonego Credence’a pokazał swój kunszt aktorski, a cały wątek ze stowarzyszeniem antymagicznym „niosącym pomoc i schronienie biednym sierotom” (czyt. miska zupy, ale najpierw rozdajcie ulotki oraz kary fizyczne za najmniejsze przewinienie) wywołał u mnie dreszcze i chęć mordu na jego założycielce.

 

W taki świat wrzucają naszych bohaterów i widzów twórcy widowiska. Muszę zaznaczyć, że na oklaski zasługuje przede wszystkim rewelacyjna kreacja Newta Skamandera w wykonaniu Eddie’ego Redmayne. Perfekcyjnie zagrał on bohatera wycofanego, odrobinę nieporadnego w kontaktach z innymi magami (i ludźmi), za to rozkwitającego w towarzystwie swoich podopiecznych i gotowego ryzykować życiem w ich obronie. Magiczne stworzenia zostały wykreowane niezwykle realistycznie i wspaniale, z dbałością o każdy szczegół ich zróżnicowanej natury. Polowanie na uciekinierów z walizki Newta dostarcza zarówno porcję dobrego humoru (tutaj ukłon w stronę niezwykle pozytywnej postaci Jacoba), ale podkreśla także ignorancję magów, którzy swoją niewiedzą i agresywnym zachowaniem doprowadzili niektóre gatunki stworzeń na skraj wyginięcia. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że nasz Newt przyjaźnił się w Hogwarcie z Letą Lestrange. (tak, „z tych” Lestrange’ów…), co rysuje interesujące perspektywy do rozwinięcia wątku w kolejnych filmach. W roli mogliśmy przez chwilę zobaczyć Zoë Kravitz.

Niemal każdy z bohaterów wprowadzonych w „Fantastycznych zwierzętach…”  niesie ze sobą duży potencjał na kolejne filmy, a jednocześnie nie został spłycony czy pobieżnie przedstawiony. Zarówno postacie pierwszoplanowe, jak Newt, Jacob, Tina i jej władająca legilimencją (czytanie w myślach) urocza siostra Queenie (Alison Sudol), zyskały moją sympatię i zainteresowanie, podobnie jak szereg postaci drugoplanowych występujących w magicznym półświatku Nowego Jorku m.in. Gnarlack (Ron Perlman), a nawet Pan Abernathy  z MACUSA (Kevin Guthrie). Natomiast na zakończenie Rowling i  Yates przygotowali dla widzów prawdziwy cliffhanger! Jednak nie będę Wam spolerować, by nie zepsuć przyjemności z seansu.

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” potrafiły rozbudzić mój apetyt na kolejne części. Odstawiając na bok sentyment do „Harry’ego Pottera”, wyszły obronną ręką ze starcia oczekiwań z rzeczywistością i stanowią doskonały wstęp do obiecującej sagi. Produkcja może zainteresować również osoby, które ze światem Pottera nie miały styczności i pragną się przekonać czy Rowling potrafi ich oczarować. Natomiast fani Harry’ego mogą zdecydować, która szkoła wygra ekranowy pojedynek: brytyjski Hogwart czy amerykańska Ilvermorny.

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0