I Ty możesz zostać Herosem

Relacja z Festiwalu Fantastyki Falkon


Zaraz miną dwa tygodnie od zakończenia tegorocznego Festiwalu Fantastyki Falkon w Lublinie. Jak co roku na jeden listopadowy weekend Lublin zamienił się w polską stolicę fantastyki. Trzy dni doskonałej zabawy, ponad 9500 uczestników, przeszło 600 różnych atrakcji, ponad setka wystawców i liczne grono autorów książek, gier i komiksów – tyle z szybkich wyliczeń. Teraz przyszła pora na lubelski konwent okiem naszej ekipy.

Tegoroczna, siedemnasta już edycja, odbyła się pod znakiem herosów. I rzeczywiście, superbohaterów na konwencie nie brakowało, ale o tym później. Najpierw wypadałoby się skupić na kwestiach organizacyjnych. Sporą zmianą było przeniesienie sceny i strefy gastronomicznej do oddzielnego namiotu. Zabieg ten miał swoje plusy i minusy. Z jeden strony w namiocie była o wiele lepsza akustyka, a samo jego położenie sprawiło, że z gamesroomu do głównej hali można było dotrzeć o wiele szybciej, bez konieczności przepychania się przez kolejkę osób ustawionych po gry. Ponadto, dzięki temu udało się jeszcze wydzielić na hali sporą salę prelekcyjną, całkiem przyzwoity kids zone, a przede wszystkim sporą przestrzeń dla kilku ekip trudniących się modelarstwem – postapokaliptyczne miasteczko z klocków lego dosłownie podbiło nasze serce.

Z drugiej strony jednak przestrzeń dla widza w namiocie była dosyć skromna i przy ciekawszych wydarzeniach trudno było cokolwiek zobaczyć. Doskonałym tego przykładem był konkurs KOSplay, w trakcie którego co bardziej zdesperowani widzowie stawali na ławkach i stołach przeznaczonych pierwotnie dla tych, którzy przyszli do namiotu aby odpocząć i coś zjeść. O jedzeniu rozpisywać się nie będę, bo chyba każdy wie jak wyglądają posiłki na tego typu imprezach. Było tanio, lepiej niż w szkolnej stołówce, ale bez szału (w sobotę było taniej niż w niedzielę).

Rok temu wiele osób narzekało na chłodną atmosferę konwentu. Tym razem organizatorzy postawili na dmuchawy, co problem niskich temperatur właściwie wyeliminowało. Wreszcie uczestnicy nie musieli biegać z kurtkami za każdym razem, gdy chcieli udać się na prelekcję do namiotu.

Właśnie, kurtki. Problem z szatnią jest jednym z tych elementów, do których uczestnicy Falkonu zdążyli się już chyba przyzwyczaić. Targi Lublin mają swoje ograniczenia, których organizatorzy przeskoczyć nie mogą, dlatego mimo ogólnego marudzenia na długie kolejki po numerki i wieszanie trzech kurtek na jednym wieszaku uczestnicy raczej byli z obsługi szatni zadowoleni. Ci bardziej wygodni ( w tym ja) przychodzili po prostu trochę wcześniej niż to konwentowy rozkład jazdy przewidywał i bez problemu oddawali okrycie wierzchnie do szatni. „Spóźnialscy” musieli uzbroić się w cierpliwość.

Jest też parę innych organizacyjnych zgrzytów, których w trakcie tak dużych imprez nie sposób jest uniknąć. Kolejki po bilety ciągnęły się w nieskończoność, komuś nie dali okładki na plakietkę albo informatora… Później jakiś prelegent nie dojechał, gdzieś nie działał mikrofon, sprzęt nie chciał się podłączyć itd. Takie wpadki wpisane są w tego typu imprez, a że większych problemów nie zauważyliśmy, to w naszym odczuciu pod względem organizacyjnym Falkon wyszedł całkiem przyzwoicie.
 

                                           

Jak już zauważyłam na początku, w tym roku organizatorzy zapewnili uczestnikom ogromną ilość różnych atrakcji. Sporo czasu spędziliśmy na prelekcjach, słuchając m.in. o nawiedzonych miejscach Polsce, steampunkowym ubiorze, polskiej lidze niezwykłych dżentelmenów, rosyjskiej fantastyce, nordyckiej mitologii, rodzinie Batmana czy powojennym Wrocławiu. Pech chciał, że co ciekawsze naszym zdaniem prelekcje kończyły się zbyt szybko, zanim tak naprawdę jakiś temat dobrze się rozkręcił. Oczywiście, przy takiej ilości różnego rodzaju atrakcji trudno o ich idealne rozplanowanie. Niemniej, może w przyszłości lepiej byłoby trochę program ukrócić, dając godzinnym prelekcjom choćby dziesięć minut ekstra?

 

Spośród wszystkich wystąpień, w których uczestniczyłam, najbardziej podobała mi się prelekcja Krzysztofa Piskorskiego, który zaprezentował słuchaczom polską odpowiedź na komiksową drużynę Alana Moore’a. Wybuchowe połączenie postaci historycznych i literackich (m.in. Kazimierz Lux, Świtezianka i Romuald Strzelecki) z miejsca podbiło moje serce i mam nadzieję, że będę mogła o tym niedługo przeczytać. Jako miłośnicy DC świetnie bawiliśmy się też na wystąpieniu Katarzyny Olesiak na temat rodziny Batmana. Prelegentce udało się tak przedstawić te wszystkie komiksowe koneksje, że po jej wystąpieniu nawet laik będzie w stanie narysować „drzewko genealogiczne” Bruce’a Wayne’a.

Trzeba zaznaczyć też, że tematyka wystąpień była naprawdę szeroka oraz nie zawsze skupiała się wyłącznie na rozrywce. Przykładem tego był panel dyskusyjny o erotyce w fantastyce, w trakcie którego poruszano tematy poważne i niezwykle istotne. Właśnie ta dyskusja, której spora część dotyczyła coraz śmielszego ukazywania scen gwałtu w dziełach fantastycznych i związanych z tym zagrożeń, jest doskonałym przykładem na to, że tego typu imprezy nie są tylko czystą rozrywką, ale również okazją do poważniejszej refleksji.


 

Braliśmy też udział w spotkaniach autorskich, oglądaliśmy pokazy na scenie i arenie, a także wspieraliśmy radosnymi okrzykami uczestników turniejów. Na te ostatnie trafialiśmy w sumie przypadkiem, bo stanowisko turniejowe Hearthstone’a i LOLa było na uboczu hali wystawców, z kolei do stanowisk turniejowych na gamesroomie trudno się było dopchać. Musimy przyznać, że jako istoty nieco leniwe i niezbyt zainteresowane larpami ograniczaliśmy się tylko do terenów Targów Lublin. Ale nawet i tutaj były momenty, w których ciężko było nam wybrać spomiędzy dwóch, równie intersujących wydarzeń. Nagorzej było w przypadku spotkania autorskiego z Jarosławem Grzędowiczem i prezentacji 501 Legionu. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na to pierwsze ( i nie żałujemy, choć mimo zapowiedzi autor nie zdradził nic na temat swojej nowej książki), a przedstawicieli Jasnej Strony Mocy spotkaliśmy później w Kantynie Mos Eisley.

                          

Nie ma konwentu bez wizyty w gamesroomie, dlatego poświęciliśmy też trochę czasu planszówkom i karciankom. Podobnie jak poprzednio, do stołu na spokojnie zasiedliśmy w niedzielę, kiedy to sala nie była tak zapełniona i łatwiej było zdobyć te bardziej chodliwe tytuły. Co ciekawe, każdy z uczestników mógł wypożyczyć kilka tytułów, co miało swoje wady i zalety. Do zalet z pewnością należał fakt, że jeśli jakaś gra nie przypadła nam do gustu to nie musieliśmy ponownie stawać w długiej kolejce po inną pozycję, tylko zmienić na tą ze stosika już wybranych. Wadą było blokowanie przez innych uczestników co bardziej popularnych tytułów.

 

Warto kilka słów poświęcić też wystawcom, którzy w tym roku wyjątkowo dopisali. Od sklepów internetowych, przez księgarnie, wydawnictwa i stoiska autorskie do grup cosplayowych, modelarzy, organizatorów konwentów i stoisk różnych organizacji pozarządowych – po hali wystawców można było błąkać się godzinami, co rusz odkrywając coś nowego. Oczywiście, jak co roku zaopatrzyliśmy się w nowe książki i gry, ale ulegliśmy też ponownie czarowi loterii, czego efektem jest spora kolekcja kości, przypinek, dwa kapelusze, breloczek i całkiem przyzwoita przewieszka zrobiona z części zegarka. Oczywiście, w trakcie konwentu można było też zakupić cegiełki na schroniska dla zwierząt czy budowę domu Jakuba Wędrowycza w Wojsławicach. Ta ostatnia inicjatywa wzbudzała największe zainteresowanie i liczymy, że już wkrótce chałupę egzorcysty będzie można zwiedzać.


                                              

   

Napisałam wcześniej, że tegoroczny Falkon obfitował w superbohaterów. Po ubiegłorocznej modzie na Deadpoola przyszedł czas na Harley Quinn i ekipę superłotrów z najnowszego filmu DC. Sporo było strojów w klimatach postapo oraz kilka całkiem przyzwoitych cosplayów z gier. Na konwencie ponownie mogliśmy oglądać łudząco podobnego do oryginału Ambrożego Kleksa, którego obecność niezmiernie nas ucieszyła. Niestety, jeden z najbardziej rozpoznawalnych i ciągle pojawiających się na konwencie cosplayerów, czyli facet przebrany za żołnierza Umbrella Corps, w tym roku postawił na kostium policjanta, co z kolei wywołało u nas jęk zawodu.

                                              


Bohaterami tegorocznego konwentu byli jednak przede wszystkim zwykli ludzie – zawsze służący pomocą i dobrą radą wolontariusze, zaangażowani w swoje wystąpienie prelegenci i w końcu uczestnicy, którzy wszystkich traktowali z ogromną sympatią. Cała ta ogromna ekipa złożona z tysięcy kochających fantastykę dusz sprawiła, że tegoroczny konwent był niezwykle udaną imprezą, która mimo pewnych zgrzytów minęła w pełnej ciepła i radości atmosferze. Mamy nadzieję, że za rok będzie jeszcze lepiej (o ile w ogóle tak się da 😉 )!

 

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0