Dzieci Martwej Ziemi, Jan Waletow

Muszę przyznać, że do lektury „Dzieci Martwej Ziemi” Jana Waletowa podeszłam z mieszanymi uczuciami. Pierwsza część jego cyklu o zniszczonej tajemniczym Potopem Ukrainie bardzo przypadła mi do gustu, jednak po cichu liczyłam, że tym razem autor zamiast rozgrzebywać przeszłość bohatera trochę więcej uwagi poświęci fascynującej Ziemi Niczyjej. W tej inteligentnej i pełnej nawiązań do współczesnej sceny politycznej powieści trochę zabrakło mi jednak tego ducha Fabrycznej Zony. Czy „Dzieci Martwej Ziemi” bardziej wpasowują się w ten klimat?

 

 

Michaił jest u celu swojej podróży i niewiele dzieli go od przekazania próbki berylu w ręce mocodawcy. Niestety, Ziemia Niczyja nie jest przychylna nawet doskonale wyszkolonemu byłemu agentowi i pewne sprawy zaczynają się bardzo komplikować tuż przed ich zakończeniem…

Dzieci Martwej Ziemi” to bezpośrednia kontynuacja pierwszej części cyklu. W drugim tomie Jan Waletow wciąż prezentuje nam barwną przeszłość Sergiejewa, jednak zakulisowej polityki jest tutaj zdecydowanie mniej. Tym razem autor serwuje nam solidną garść iście sensacyjnych wątków, a wydarzenia rozgrywające się na terenach wyniszczonej Ukrainy wywołują prawdziwe ciarki. Fabuła z pewnością idzie w bardziej emocjonującym kierunku, choć nie brak też kilku „przystanków”, wprowadzających nowe postacie czy wyjaśniających pewne zagadnienia. Owe postoje zdarzają się jednak zdecydowanie rzadziej, dlatego w trakcie czytania można odnieść wrażenie, że akcja nabrała większego tempa. To w szczególności powinno uradować fanów Fabrycznej Zony, którzy oczekują od tej serii przede wszystkim dobrej przygody. Rzecz jasna, czytelnicy political fiction nadal będą usatysfakcjonowani wątkami politycznymi, jednak autor wyraźnie zmierza do zachowania harmonii pomiędzy powieścią akcji a politycznym thrillerem.

 

 

Jedną z zalet tej książki jest lepiej wyeksponowany pozorny kontrast pomiędzy miejscami akcji. W świecie wykreowanym przez Waletowa granica pomiędzy człowieczeństwem a zezwierzęceniem jest bardzo cienka. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z cywilizowanym krajem czy rozległym pasmem surowej i wyniszczonej ziemi, ludzie niestety pozostają tacy sami. W „Dzieciach Martwiej Ziemi” Waletow udowadnia, że pewne nie do końca chwalebne cechy są nieodłącznym elementem ludzkiej natury, a człowiek nie potrzebuje surowych warunków by dokonać tego, czego zabrania mu kodeks moralny.

 

W drugiej części cyklu Waletowa wciąż odkrywamy charakter Siergiejewa. Tym razem jednak autor ukazuje nam bohatera z nieco innej perspektywy. Michaił z jednego z rozgrywających szybko schodzi do roli pionka, który dał się wmanewrować w dość nieciekawą intrygę. Muszę przyznać, że w tym wypadku autor zastosował bardzo ciekawy zabieg – kończąc „Ziemię Niczyją” miałam Siergiejewa za swego rodzaju wschodniego Bonda, a mając za sobą lekturę „Dzieci Martwej Ziemi” widzę w nim zwyczajnego pechowca. Do tego Waletow prezentuje nam kilka całkiem prozaicznych fragmentów z życia bohatera, rzucających inne światło na tą postać. Dzięki tym wszystkim zabiegom Michaił nie może się znudzić i muszę przyznać, że należy do grona moich ulubionych bohaterów z Fabrycznej Zony.

 

Oczywiście, powieść Waletowa ma również całkiem przyjemne i pokaźne grono bohaterów drugoplanowych. Byli agenci, wojskowi, politycy, najemnicy czy mieszkańcy Ziemi Niczyjej… W kolejnych etapach podróży Siergiejewa spotykamy naprawdę różnorodne i pełnokrwiste charaktery, które szybko jednak naszego bohatera opuszczają, idąc w swoją stronę. Jedynie Milczek zdaje się być wiernym towarzyszem Siergiejewa, a jego cicha obecność dodaje Michaiłowi otuchy w trakcie niebezpiecznej podróży. To wszystko jeszcze bardziej potęguje wrażenie, że nasz bohater to jednak typ samotnika, który mimo tego, że wzbudza ogromną sympatię to stara się do nikogo zbytnio nie przywiązywać.

 

Podobnie jak to miało miejsce w tomie poprzednim, „Dzieci Martwej Ziemi” cechuje bardzo plastyczny i szczegółowy język. Trzecioosobowy narrator nie szczędzi nam specjalistycznych informacji na temat wojskowego sprzętu, czy technik wykorzystywanych przez służby specjalne, ale nie brak tu też bardzo błyskotliwych i niezwykle trafnych porównań oraz inteligentnych refleksji. W powieści trafiają się też wulgaryzmy, jednak są one w pełni adekwatne do sytuacji i nie zaburzają ogólnego dobrego wrażenia z lektury.

 

Podsumowując, „Dzieci Martwej Ziemi” to dobry krok w kierunku „klasycznego” oblicza Fabrycznej Zony. Pisarz zaserwował nam więcej akcji i sporo uwagi poświęcił Ziemi Niczyjej, nie porzucając jednak całkowicie wątków politycznych. To wszystko czyni z tej książki świetną pozycję dla tych, którzy Waletowa pokochali od pierwszego tomu jak i tych, których za pierwszym razem pisarz przekonać do siebie nie zdołał.

 

Tytuł: Dzieci Martwej Ziemi

Autor: Jan WaletowSłów

Tłumaczenie: Ewa Białołęcka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok Wydania: 2017

Liczba stron: 387
(Nasza Strona Na FB)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0