Czterdzieści i cztery, Krzysztof Piskorski

Nie będę ukrywać, że romantyzm nie jest moją ulubioną epoką literacką. I nawet nie z powodu samej twórczości najwybitniejszych jego przedstawicieli, co raczej przez zakręcone polonistki, mające niezdrowego bzika na punkcie Mickiewicza i Słowackiego. Mimo tego jednak z radością sięgnęłam po „Czterdzieści i Cztery” Krzysztofa Piskorskiego licząc na to, że autorowi uda się zmienić moje podejście do tych niezwykłych czasów.

Eliza Żmijewska, poetka, kapłanka starosłowiańskiego bóstwa, a przede wszystkim uczestniczka powstań i przedstawicielka Rady Emigracyjnej, dostaje niezwykle trudne zadanie od Juliusza Słowackiego. Kobieta musi wykonać wyrok na Konradzie Załuskim, wybitnym przemysłowcu, który zdaniem Rady Emigracyjnej winny jest upadku litewskiego powstania. Kobieta czekała aż 14 lat, by dokonać zemsty na dawnym przyjacielu za tragiczne wydarzenia 1830 roku. Dotarcie do Załuskiego wcale nie jest takie proste, ale młoda agentka nie z takimi problemami sobie radziła. Pytanie tylko, czy zemsta rzeczywiście przyniesie jej ukojenie?

Na początku skupmy się na uniwersum. W „Czterdzieści i cztery” Piskorski sporo namieszał w historii Europy przez wynalezienie energii próżni. Siła etheru pozwoliła otworzyć bramy do światów równoległych, a zwaśnionym mocarstwom zbudować potężne machiny wojenne. We wszystkich odkrytych światach toczy się zaciekła walka o wpływy i jak najszybszą kolonizację. To nie przeszkadza oczywiście Duchowi Rewolucji, który w „starej” Europie rozsiewa nadzieję i chęć do walki. Świat przedstawiony w „Czterdzieści i cztery” to harmonijne połączenie steampunku i magii, które zachwyci niejednego czytelnika. Otrzymujemy bowiem niezwykle skomplikowane, niejednorodne, a przy tym mocno osadzone w historycznych realiach uniwersum, przez które autor z niezwykłą zręcznością nas przeprowadza. Mimo, że przemierzamy równoległe światy, spotykamy obcą faunę i florę a na dodatek trafiamy na samo dno politycznego kotła, wszystko składa się na logiczną, misternie zbudowaną całość. Pod względem konstrukcji świata „Czterdzieści i cztery” to prawdziwy majstersztyk – doskonale wyważone połączenie fikcji i faktów, doprawione tym, co w steampunkowej maszynerii i dawnych wierzeniach najlepsze.

Głównym wątkiem w „Czterdzieści i cztery” wydaje się być polowanie Żmijewskiej na Załuskiego. Bardzo szybko okazuje się, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a prawdziwe problemy starej Europy dopiero się rozpoczynają. Im dłużej książkę czytałam, tym trudniej było mi się połapać w tym, kto tak naprawdę pociąga za sznurki a kto jest po tej „właściwej” stronie. Piskorski stworzył zawiłą i zaskakującą intrygę, którą śledzi się z wielkim zapałem, samemu wytrwale poszukując odpowiedzi na męczące bohaterów pytania.

W książce pojawia się też wiele pobocznych historii. Nie zawsze mają one istotne znaczenie dla rozwoju wątku głównego, ale stanowią całkiem ciekawe wypełnienie tego świata. W ten sposób bowiem Piskorski jeszcze mocniej łączy fikcję z rzeczywistością, prezentując nam hipotetyczne losy XIX-wiecznych geniuszy w świecie napędzanym siłą etheru. Wielu czytelników z pewnością będzie narzekać na pojawienie się takiego czy innego wątku, albo zbyt szybkie porzucenie przez autora jakieś pobocznej historii, jednak mi ta wielowątkowość bardzo odpowiadała. Zapełniony tyloma wydarzeniami i postaciami świat jest dzięki temu jeszcze bardziej wciągający i ma się ochotę zostać w nim na dłużej

Eliza Żmijewska początkowo wzbudziła u mnie mieszane uczucia. Świetnie wyszkolona agentka jest takim XIX-wiecznym, podrasowanym pod względem intelektualnym wcieleniem Bonda, dlatego chwilami można odnieść wrażenie, że nie końca tam pasuje. Kto to widział, żeby samotna dama włóczyła się po nocach ulicami Londynu i ćwiczyła szermierkę w asyście podejrzanych typów? Na szczęście, w miarę odkrywania wykreowanego w książce świata zaczynamy rozumieć, że jego losy spoczywają w rękach takich ludzi, jak Żmijewska,. To nie jest świat dla porządnych panien i uczciwych polityków, tylko diabelnie inteligentnych twardzieli, którzy są w stanie wiele poświęcić dla słusznej sprawy.

 

Natomiast jeśli chodzi o przedstawienie postaci historycznych, to pod tym względem Piskorski jak najbardziej trafił w mój gust. Nieco idealistyczny i służący ojczyźnie piórem Słowacki, zakręcony na punkcie innowacji Załuski, czy nieustępliwy i nieustraszony generał Dembiński- to tylko nieliczni przedstawiciele bohaterów epoki romantyzmu, którzy pojawiają się na kartach „Czterdzieści i cztery”. W takim barwnym gronie nie sposób się nudzić, a być może ktoś zafascynowany choćby tajemniczym Kazimierzem Luxem z ciekawością sięgnie po literaturę naukową.

Z bólem mojego twardego, recenzenckiego serca przyznać muszę, że do „Czterdzieści i cztery” Krzysztofa Piskorskiego ciężko mi się jest o coś przyczepić. Jasne, jakieś drobne zgrzyty się zdarzały (jak zawsze), ale w ogólnym rozrachunku to po prostu kawał świetnej, dopracowanej historii alternatywnej, która odczarowała moje dotychczasowe podejście do epoki romantyzmu i sprawiła, że lektura „Dziadów” nie będzie już nigdy taka sama. Krótko rzecz ujmując, powieścią Piskorskiego jestem wprost zachwycona i czekam na więcej.

 

Tytuł: Czterdzieści i cztery

Autor: Krzysztof Piskorski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 548

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0