Człowiek Obiecany, Paweł Majka

Wbrew wszelakim proroctwom „Uniwersum Metro 2033” wciąż się rozrasta, zdobywając serca kolejnych miłośników postapokalipsy. I choć nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kolejne powieści z tej serii  coraz śmielej odsuwają się od wizji Glukhovsky’ego, to przyznać należy, że jako całość „Uniwersum Metro 2033” trzyma poziom.

 

Muszę przyznać, że wśród wydanych w naszym kraju tytułów „Dzielnica obiecana” Pawła Majki była w moim odczuciu tym najsłabszym ogniwem całego cyklu. Okropnie przegadana, próbująca na siłę uderzać w poważne tomy i  nie do końca logiczna pod względem fabularnym pozycja, była dla mnie  drogą przez mękę. Dlatego do lektury „Człowieka obiecanego” zabierałam się długo i niechętnie. Ostatecznie jednak zwyciężyła zwykła ciekawość, która nakazała mi sprawdzić, czy Pawłowi Majce udało się choć trochę rozwinąć skrzydła.

  Pod władzą Króla jednomyślnym udało się zrujnować to, czego nie zniszczyła Pożoga. I choć ludzie pokonali w końcu bestię, to Nowa Huta praktycznie opustoszała – nie ma już Federacji, nie ma już Muzeum. Został tylko Kombinat, który wprowadził swoje prawo wszędzie tam, gdzie dotarli jego ludzie. Jednak nawet Kombinatowi wkrótce zaczyna grozić niebezpieczeństwo w postaci tajemniczych mutantów ze wschodu. Jedyna nadzieja w nienarodzonym dziecku Króla i Ewy, którego moc władze Kombinatu chcą wykorzystać do zjednoczenia ocalałej garstki ludzi. Niestety, szybko okazuje się, że potomek Króla jest cenny nie tylko dla Kombinatu,  a jego potężna moc  może przynieść tyle samo korzyści, co szkód…

  „Człowiek obiecany” jest mocno powiązany z poprzednią książką Majki z tego uniwersum, dlatego warto znać choćby wyrywkowo „Dzielnicę obiecaną”. Fabuła „Człowieka obiecanego” podzielona jest na trzy części, z czego dwie pierwsze traktują o zmierzających z różnych powodów na Wawel drużynach, a trzecia opowiada o ich spotkaniu. O dziwo, ciężko tu mówić o jakiejś nierówności – wątki są dobrze poprowadzone i choć sama intryga nie jest może zbyt porywająca i łatwo ją rozwikłać, to droga bohaterów do celu jest naprawdę wciągająca. Każdy z nich ma swój powód wynikający z jego dotychczasowych losów, które autor dosyć ciekawie zarysował. Owszem, wiele wątków bazuje na starych, dobrych schematach, znanych zarówno w literaturze przygodowej jak i kinie akcji, jednak te odgrzewane kotlety jak najbardziej sprawdziły się w postapokaliptycznym świecie i ich serwowanie nie umniejsza przyjemnych wrażeń z lektury.

  Co mi się jednak najbardziej w tej książce podobało to chyba fakt, że Majka nie bawi się tutaj w budowanie ciężkiego klimatu towarzyszącego powolnemu upadkowi ludzkości i nie atakuje czytelnika atmosferą beznadziei. Ostatnimi czasy miałam wrażenie, że autorzy wydający pod szyldem „Uniwersum Metro 2033” prześcigają się w coraz to bardziej wymyślnym przedstawianiu zmierzającej ku moralnemu upadkowi ludzkości. Majka odszedł od tego schematu, stawiając na klimat trochę w stylu Fabrycznej Zony. Owszem, wciąż jest  bardzo źle. Pożoga zniszczyła stary świat a promieniowanie mocno przetrzebiło naszą rasę, jednocześnie ograniczając zdolności reprodukcyjne. Rodzinne tragedie i konieczność przetrwania w kompletnie obcym świecie wielu doprowadziła do szaleństwa a tych, którzy byli szaleni jeszcze przed Pożogą, zaprowadziła na sam szczyt. To wszystko jest u Majki pokazane, ale bez uderzania w moralizatorski ton czy snucia długich refleksji nad sięgającą dna ludzkością. Podobnie do Denisa Szabałowa (autora bardzo dobrego „Prawa do życia” i jeszcze lepszego „Prawa do użycia siły” z uniwersum Glukhovsky’ego) Majka po prostu pokazuje, jakby to mogło wszystko wyglądać, bez zbędnego moim zdaniem zaciemniania i tak już ponurego obrazu.

W Człowieku obiecanym” powracają starzy bohaterowie, ale to nowe postacie zasługują na najwięcej uwagi. Z racji tego, że mam słabość do literackich dziwaków, to Szurnięty Stach i Mikołaj zainteresowali mnie najbardziej, choć i innym postaciom nie brakuje charakteru. Oczywiście, tak jak w przypadku fabuły, tak i przy kreowaniu bohaterów Majka poszedł już nieco wytartymi ścieżkami. Nie zmienia to jednak faktu, że w takim towarzystwie bardzo dobrze spędza się czas.

Po lekturze „Człowieka obiecanego” ciężko było mi uwierzyć w to, że książka ta napisanajest  przez autora „Dzielnicy obiecanej”. W porównaniu do debiutu Majki w „Uniwersum Metro 2033” jest zdecydowanie krócej, ale jednocześnie bardziej treściwie, a przez to niezwykle zajmująco. I choć „Człowiek obiecany” w większości bazuje na starych schematach, to takie ich połączenie zagwarantuje wam sporą dawkę przyzwoitej rozrywki. Z kolei postapokaliptyczny, ale nie przesadnie depresyjny świat będzie miłą odskocznią od innych powieści z tego cyklu. Innymi, słowy, tak jak „Dzielnicy obiecanej” poleciłabym tylko nielicznym fanom samego cyklu, tak  „Człowieka obiecanego” będę rekomendować  chyba każdemu miłośnikowi postapo.

 

Tytuł: Człowiek obiecany

Autor: Paweł Majka

Wydawnictwo: Insignis

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 400

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0