Bramy Światłości, Maja Lidia Kossakowska

Długie lata czekania na kontynuację przygód zawartych w serii „Zastępy Anielskie” wreszcie się zakończyły. „Bramy Światłości” trafiły w moje ręce i po raz kolejny przedstawiają historię Daimona Frey’a, Razjela, Lucyfera, Michała oraz całego Nieba i Głębi. Od premiery „Zbieracza Burz” minęło sześć lat i martwiłem się, że może co nieco zapomniałem o świecie stworzonym przez Maje Lidię Kossakowska. Na szczęście,  moje obawy zostały szybko rozwiane, bo niemal z pierwszą stroną wszystkie wspomnienia związane z „Zastępami Anielskimi” wróciły, jakbym lekturę poprzednich książek zakończył wczoraj. Znajomy świat i ten charakterystyczny styl, w którym został opisany, wita nas jak stary przyjaciel i zaprasza do przeżycia nowych przygód, tym razem poza Królestwem.

 

Razjel zwany Panem Tajemnic otrzymuje wiadomość od dawnej uczennicy, a obecnie dzielnej i zasłużonej podróżniczki oraz badaczki Serady. Przemierzając dziwne i obce obszary w Sferach poza Czasem doświadczyła ona wizji, dzięki której poznała miejsce pobytu Jasności. Jasności, która od tysięcy lat nie przebywa w Niebie co Królestwo skrzętnie przez ten czas ukrywało. Co by się stało gdyby nagle wyszło na jaw, że Stwórca wszystkiego, Jasność we własnej osobie, opuścił swoją trzódkę? Tajemnica musi zostać utrzymana za wszelką cenę, gdyż gra toczy się o zbyt wysoką stawkę. Gabriel, regent królestwa, postanawia wysłać wyprawę, aby zbadać wszystko dokładnie.  A może po to aby usunąć Seradę? Polityka królestwa nie jest niestety niewinna niczym słodkie cherubinki.  Sfery poza Czasem to niebezpieczne miejsce, gdzie absolutnie wszystko co wyobrażalne może istnieć, a obecność Antykreatora nie może zostać wykluczona. Daimon Frey, Abbadon, Tańczacy na Zgliszczach i Anioł Zniszczenia już raz dał odpór antytezie Stwórcy dlatego może zapewnić bezpieczeństwo całej  tej wyprawie. Jakby tego było mało. w to wszystko wmieszał się też Lucyfer, który zdaje się pragnąć spotkania z Jasnością bardziej niż ktokolwiek inny…

Chociaż już od pierwszego tomu „Zastępów Anielskich” wiadomo, że mieszać się tutaj będą różne wersje mitów na temat raju i bogów, to nigdy nie było to tak doskonale widoczne jak w „Bramach Światłości”. Bogactwo opisów, istot i miejsc inspirowanych tradycjami hinduistycznymi, które nasza ekspedycja napotka na swojej drodze, jest ogromne i naprawdę barwne, zresztą jak sama ta kultura. Stanowi to niewątpliwie jeden z lepszych punktów lektury, a dołączony słowniczek sprawi, że nie zgubimy się w natłoku nowych istot, zjawisk i związanych z nimi terminów.

Grupkę doskonale znanych nam z poprzednich części postaci uzupełnią znów bardzo charakterystyczne osobowości. Sereda, która na pierwszych stronach jawi nam się jako kolejna bezbarwna i doskonale ułożona anielica z wyższych sfer, szybko pokaże pazur i uparty charakter. Zgrzyty w kontaktach pomiędzy nią a Daimonem są bardzo naturalne i wynikają z przeciwieństwa ich charakteru, przez co nie wydają się sztucznie wywoływań choćby po to, aby podgonić akcje. Matariśwan, przywódca Marutów, ochroniarzy i towarzyszy Seredy ze wcześniejszych wypraw też jest interesującą postacią. Kierowany całkiem innymi motywami niż pozostali bohaterowie wprowadza ciekawy element do dynamiki całej grupy. Ślepo zakochany w swojej pani nienawidzi wszystkich, co do których ma choćby najmniejsze podejrzenia, że mogą zagrozić jego pozycji. To doprowadzi do wielu mniej lub bardziej niebezpiecznych sytuacji.

Miło jest także znów poobserwować relacje pomiędzy starą gwardią rządzącą Królestwem. Gabriel, Michał, Razjel, Lucyfer i Daimon przeżyli już ze sobą niemal wszystko i znają się jak łyse konie, a mimo to przyjemnie czyta się ich przekomarzania i kłótnie. Co do samych koni zaś, to Piołun, rumak i wierny przyjaciel Daimona dostaje dużo większą rolę do odegrania niż dotychczas i wychodzi to książce jedynie na dobre.

Bardzo plastyczny język i łatwość z jaką autorce przychodzi opisywanie nowych krain, krajobrazów czy istot ułatwia zatopienie się w książce i przeżywanie przygód bez konieczności ciągłego zastanawiania się o czym my tak właściwie czytamy. Małym zgrzytem były dla mnie jedynie niektóre nazwy krain, gdyż do podniosłego stylu w jakim autorka pisze o aniołach, określenia takie jak Ocean Topionego Masła zwyczajnie nie pasują.

Z kolei bardzo spodobał mi się dysonans, jaki jest nam malowany pomiędzy wyglądem a charakterem krain, które odwiedzamy. Przesłodzone, wręcz cukierkowe pałace Meru skrywają wiele tajemnic, zaś  charaktery niektórych bohaterów to tylko starannie noszone maski. Szybkie i brutalne potyczki w drugiej części książki mocno podkręcają tempo wydarzeń. Jednym z niewątpliwych minusów tej książki jest fakt, że akcja toczy się w bardzo nierównym tempie. Czasami wszystko się wlecze, aby chwilę później przyśpieszyć i gnać na złamanie karku. A gdy już mamy wrażenie, że to ten moment, w którym będzie tylko szybciej, mocniej i bardziej niebezpiecznie, to znów akcja się niemal zatrzymuje a nasi bohaterowie zatrzymują się na odpoczynek. Nie żebym im tego żałował, no ale… 

Już sama okładka, na której znajduje się dopisek „Tom 1” w oczywisty sposób oznajmia nam, że na zakończenie historii musimy trochę poczekać. Cliffhanger, który dostajemy na końcu książki jest oczywisty, a mimo to niezwykle emocjonalny i pozostawia nas w uczuciu niepewności. To kolejna zaleta tej książki, gdyż Maja Lidia Kossakowska doskonale zbudowała napięcie i nastrój oczekiwania na to, co przyniesie nam część druga.

 

Bramy Światłości” znów dają nam okazję do przebywania z bohaterami, których poznaliśmy i z którymi przeżywaliśmy przygody zarówno wspaniałe jaki i niebezpieczne. Na dodatek  robią to w całkiem niezłym stylu. Mimo, iż tytuł nie ustrzegł się drobnych wad, to jednak będzie przyjemną lekturą dla każdego, kto chociaż trochę zasmakował w innych częściach „Zastępów Anielskich”. A jeśli nie mieliście jeszcze ku temu okazji to „Bramy Światłości” można spokojnie czytać jak oddzielną powieść a później z niecierpliwością czekać na tom drugi i zakończenie tej barwnej przygody.

 

Tytuł: Bramy Światłości

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 486

(nasza strona na Facebooku)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0