Czas żyć, czas zabijać, Miroslav Žamboch

Bakly. Kiedy spotkałam go po raz pierwszy (czyli jakieś dziewięć lat temu), od razu zapałałam do niego sympatią. To był ten moment w mojej czytelniczej wędrówce, kiedy historie o gościach takich jak on pochłaniałam w ilościach hurtowych. Ale to było jakiś czas temu. Dlatego sięgając po „Czas żyć, czas zabijać” postawiłam sobie jedno, podstawowe pytanie – czy książka ta w moim przypadku przetrwała próbę czasu?

 

Zacznijmy od tego, że „Czas żyć, czas zabijać” Miroslava Žambocha to drugi tom cyklu o Baklym, najlepszym najemniku jakiego Ziemia nosiła, zabójcy czarodziejów i miłośnika burd wszelakich. Co nie znaczy, że od tego właśnie tomu swojej przygody z Baklym zacząć nie możecie. Podobnie jak w przypadku książek o Koniaszu, tak i tutaj mamy do czynienia ze zbiorem luźno ze sobą powiązanych opowiadań, więc jeśli jakimś dziwnym trafem natkniecie się na „Czas żyć, czas zabijać” przed tomem pierwszym (o jak wiele mówiącym tytule „Bez litości”), to możecie śmiało po niego sięgnąć.
Świat, w którym przyjdzie nam spędzić czas w towarzystwie Bakly’ego jest naprawdę paskudny. Brutalne, przypominające średniowiecze choć lekko podrasowane magią uniwersum, gdzie pieniądz to władza i nikt się przeciętnymi zjadaczami chleba nie przejmuje. Skrajna nędza leży tuż pod progami wystawnych willi, gdzie tłuści, podpici bogacze decydują o losach całych królestw. Walka o wpływy pomiędzy poszczególnymi kupcami czy całymi rodami jest tak zacięta, że to wprost idealny świat dla pozbawionego skrupułów najemnika. Innymi słowy, kreując tą rzeczywistość, Žamboch myślał przede wszystkim o tym, żeby jego bohater (o którym trochę więcej napiszę później) czuł się w nim jak ryba w wodzie. I wyszło mu to nader dobrze, bo kończyłam „Czas żyć, czas zabijać” z przekonaniem, że ten świat potrzebuje więcej takich gości jak Bakly.
Przyjrzyjmy się teraz fabule. Pięć opowiadań, jakie dostajemy w tym tomie, opiera się na prostym fabularnym schemacie – nasz bohater znajduje sobie dobrze płatną i skrajnie niebezpieczną robotę, albo to robota sama znajduje jego. Zdobywanie drogocennych przedmiotów, odbieranie sporych długów, przypadkowe wplątywanie się w problemy panien lekkich obyczajów, transport cennych i niebezpiecznych artefaktów… Brzmi znajomo prawda? Zanim jednak jęknięcie, że „To już przecież było” podkreślić muszę, że na czym jak na czym, ale na budowaniu historii o najemnikach Žamboch zna się doskonale.
Rozwijana w należytym tempie fabuła, dopracowane sceny walk, odpowiednia dawka przemyśleń i obrazów z przeszłości bohatera… „Czas żyć, czas zabijać” to po prostu zbiór bardzo dobrze wykonanych opowiadań o życiu najemnika, które mimo powtarzalności tematyki (swoją drogą, czy da się tego uniknąć?) błyskawicznie się czyta. Jeśli więc lubicie takie historie to z pewnością będziecie zadowoleni i na powtarzalność pewnych schematów nie zwrócicie większej uwagi.
Zwłaszcza, że tym, co odróżnia ten zbiór od innych książek w tej lidze, jest bohater. Na pierwszy rzut oka, to prosty facet żyjący według swojego pokrętnego kodeksu, dostosowanego do realiów, w jakich przyszło mu na co dzień funkcjonować. Ma jeden, ważny cel w życiu, który z oślim uporem realizuje, a każde, nawet najgorsze tego konsekwencje jest w stanie wytłumaczyć walką o swoją sprawę. I gdyby nie narracja pierwszoosobowa każdego z opowiadań można by momentami pomyśleć, że kawał z niego skurczybyka, albo jest po prostu kolejnym tępym osiłkiem, jakich pełno na drugim planie najemniczych historii.
Na szczęście, mamy też okazję zajrzeć w głąb jego duszy i dowiedzieć się, co tak naprawdę myśli. Wtedy okazuje się, że na swój pokrętny sposób Bakly, który ma na rękach krew setek (jeśli nie więcej) osób, jest jedną z lepszych osób, jakie po tym paskudnym świecie chodzą. Mocno doświadczony przez życie znalazł sobie cel, który w gruncie rzeczy jest bardzo szlachetny. A, że dąży do niego w sposób, który ze szlachetnością nie ma nic wspólnego, to cóż… Taki świat, a całego świata nie zmienisz, więc musisz żyć zgodnie z jego zasadami, albo marnie skończysz. To bardzo zdroworozsądkowe podejście, które sprawia, że zaczynamy Bakly’ego rozumieć a nawet mu współczuć, i choć jego postępowanie nie zawsze będzie nam pasować, to i tak będziemy mu kibicować.
Przyszła pora na odpowiedź na po stawione we wstępie do tej recenzji pytanie.  Nie będę ukrywać, że moje ponowne spotkanie z Baklym, nie było tak udane jak za pierwszym razem. Co nie oznacza, że nie było dobre, po prostu mój gust trochę się zmienił od tego czasu i tak bardzo mnie te książki nie wciągają jak kiedyś. Nie zmienia to jednak faktu, że dalej uważam Žambocha za mistrza historii o trudnym i szalonym życiu najemnika i  jeśli ktoś się mnie pyta o polecenie czegoś w tym klimacie to bez namysłu książki tego autora polecam, a Koniasz i Bakly to moi ulubieni bohaterowie w gronie złych typów do wynajęcia.

Autor: Miroslav Žamboch

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Tytuł: Czas żyć, czas zabijać

Data wydania: 2018

Liczba stron: 616

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0