Angele Dei, Dariusz Domagalski

Nie ukrywam, że najnowsza książka Dariusza Domagalskiego “Angele Dei” skusiła mnie „anielską” tematyką, która stała się w ostatnich czasach popularna w powieściach dla dorosłych. Wystarczy tutaj wspomnieć o cyklu  Maji Lidii Kossakowskiej, który powrócił po latach w świetnym stylu w postaci „Bram Światłości”. Ciekawa innego spojrzenia na pierzastą armię i obraz ludzkości w przepychankach między Niebem a Piekłem, sięgnęłam po „Angele Dei”.

Akcja powieści rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych: Jerozolimie podbijanej przez Nabuchodonozora, w okresie wypraw krzyżowych oraz we współczesności. Historia stanowi tutaj jedynie tło dla reinterpretacji biblijnych opowieści o Arce Przymierza, a wspólnym mianownikiem łączącym odległe czasy są postacie ludzkich Strażników tego bezcennego artefaktu. Ich zadaniem jest ochrona Arki i zapobiegnięcie przed nieodpowiednimi osobami – zarówno ludźmi, jak i bytami nadnaturalne, bo chrapkę na skrzynię przejawiają niebiańskie zastępy i moce piekielne. Arka jest bowiem narzędziem, które może zdecydować o rozwiązaniu tysiącletniego konfliktu, jaki rozpoczął się w Niebiosach od buntu Pierwszego Upadłego.

Domagalski płynnie przeskakuje między tymi rozległymi przestrzeniami czasowymi, kreując w większości autentyczne i wiarygodne postacie bohaterów. Habakuk to dwunastoletni uczeń proroka Jeremiasza, który ucieka z Arką Przymierza z Jerozolimy. Z kolei młody rycerz Hugo von Salza, brata Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego, ma przenieść artefakt w bezpieczne miejsce. Najsłabiej skonstruowanym bohaterem powieści okazał się jednak Marek Burzyński, żyjący współcześnie pisarz  nieświadomie nieświadomie w posiadaniu bezcennej informacji, irytujący przez większość powieści swoim zblazowaniem i zarozumialstwem. Wszyscy oni w pewnym momencie napotykają na swojej drodze Aniołów – tych z Góry i z Dołu, zyskując w nich zaskakujących sprzymierzeńców. Trzeba podkreślić, że postacie anielskie zostały zarysowane w powieści znacznie bardziej wyraziście i interesująco niż ludzcy bohaterowie.

Mitologia chrześcijańsko-judaistyczna jest stale obecna w powieści Domagalskiego, choć oczywiście przetworzona na potrzeby fabuły. Dostajemy więc Upadłego Anioła Samaela, wcielenie Szatana, Władcy Piekła, któremu w wiecznej karze towarzyszy demoniczna ukochana Agrat bat Mahlat.

Nie zabrakło również Archaniołów Michała i Gabriela, niebiańskich bliźniąt Sandalfon i Metatrona czy wspominanej w mitach pierwszej kobiety, Lilith. Autor dość szczegółowo i interesująco przedstawił czytelnikom historię stworzenia świata i ludzi, hierarchię niebieską, wątek Nefilim (potomków Aniołów i ludzkich kobiet) czy pierwsze wojny w Niebiosach. Robi  toz perspektywy zarówno Aniołów, jak i Upadłych. Choć te dwa spojrzenia, mogłyby się wydawać krańcowo różne, to autor znajduje temu niebiańskiemu rodzeństwu płaszczyznę porozumienia. Mieści się ona w miłości do Ojca, pragnieniu przebywania w Jego obecności i wypełniania Jego woli.

Anioły Domagalskiego mają więcej cech ludzkich, niżby były to skłonne przyznać – potrafią kochać, są ambitne, zawistne i uparte, poddają też zamysły Boga w wątpliwość.

Sam pomysł na powieść może wydawać się dobry, bo jest sprawdzony przez wielu twórców i chwytliwy. Jednak nie można powiedzieć, że to oryginalna i wnosząca nowe spojrzenie do przedstawień Wojen Niebieskich koncepcja. Autor sięgnął po uniwersalne kwestie dotyczące sensu i celu życia, wolnej woli, karze niewspółmiernej do win, rozważań o boskiej, ojcowskiej miłości do wszelkiego stworzenia czy klasycznego niemalże w tym gatunku motywu o nieobecności Boga. Zwłaszcza ten ostatni wątek i jego rozwiązanie okaże się z pewnością znane fanom serialu „Supernatural” („Nie z tego świata”). Kompletnym rozczarowaniem okazało się przez to zakończenie „Angele Dei”, które nie ma za grosz oryginalności i nie stanowi zaskoczenia dla obeznanego w tematyce około-anielskiej czytelnika.

Intryga zarysowana przez Domagalskiego w „Angele Dei”, choć początkowo interesująca, to w drugiej połowie traci rozpęd i razi niewykorzystanym potencjałem.

Ostatnie rozdziały sprawiają wrażenie, że autor zapragnął jak najszybciej zakończyć snutą przez siebie opowieść i miał pomysłu na jednego z ludzkich bohaterów,. Jego losy śledzimy od początku powieści, a potem nagle znika bez żadnego wyjaśnienia Z kolei cukierkowy i naciągany happy-end w epilogu, również pozostawia pewien niesmak.

Niemniej jednak, nie zmienia to faktu, że „Angele Dei” czyta się szybko i z  pewną dozą przyjemności wynikającej ze znajomości schematów i rozwiązań fabularnych, które autor zastosował. Widoczne jest, że twórca przyłożył się do skonstruowania świata opartego o mitologię hebrajską, postarał się o sugestywność opowieści, tylko gdzieś po drodze zgubił Anioła Stróża tej historii.

 

Tytuł: Angele Dei

Autor: Dariusz Domagalski

Wydawnictwo: Rebis

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 408

(nasza strona na Facebooku)

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0