Losy Tearlingu, Erika Johansen

Do lektury „Losów Tearlingu” zbierałam się bardzo długo, z byle powodu odkładając to, co było nieuchronne. Przygody młodej władczyni w surowym, quasi średniowiecznym świecie tak bardzo mnie urzekły, że świadomość ich rychłego końca skutecznie mnie odstraszała od trzeciego domu cyklu Eriki Johansen. Mimo zauważalnej tendencji zwyżkowej tej serii obawiałam się, że zakończenie nie będzie dla mnie satysfakcjonujące. O tym, jak się okazało w rzeczywistości, dowiecie się z tej recenzji.

 

Gdy Kelsea Glynn w asyście armii Szkarłatnej Królowej zmierza do Mortmesne, będący regentem królestwa Buława próbuje utrzymać pokój. Podwładni Kelsea boją się o to, że trzymająca w garści ich królową okrutna władczyni zniszczy Tearling. Sama młoda królowa, pozbawiona potężnych szafirów, również zaczyna żywić obawy co do słuszności oddania się w ręce Szkarłatnej Królowej. Tymczasem obu królestwom zagraża potężna, mroczna siła, której nikt nie jest w stanie powstrzymać…

 Fabuła „Losów Tearlingu” od razu wrzuca nas w wir wydarzeń, nie dając zbyt wiele czasu na przypomnienie sobie tego, to działo się wcześniej. Biorąc pod uwagę fakt, że „Inwazja na Tearling” ukazała się ponad rok temu, może to okazać się problematyczne dla tych, którzy czytali drugi tom zaraz po premierze. Na szczęście, po pewnym przyjdzie nam przypomnieć sobie pewne istotne dla tej części wydarzenia i skupić na tym, co dzieje się w ostatnim tomie. A dzieje się bardzo dużo. Autorka cały czas snuje spójną z poprzednim częściami historię o władzy i jej konsekwencjach, jednocześnie dokładając nowe wątki, które jeszcze bardziej ożywiają ten i tak już niezwykle barwny świat. Rozwodzenie się nad każdą zaprezentowaną tutaj historią byłoby zwykłym spoilerem, dlatego napiszę jedynie, że sądzę, iż większość fanów serii winna być z tej różnorodności zadowolona.  Ta fabularna konstrukcja po prostu świetnie się trzyma, akcja toczy się w dosyć szybkim tempie, a dbałość o detale i zachowanie logiki wydarzeń sprawiają, że podróż przez Tearling mija bez zbędnych przestojów. Co więcej, poszczególne epizody obserwujemy z perspektywy kilku różnych bohaterów, a zmienność otoczenia nie pozwoli nam na znużenie.

W tym momencie muszę zwrócić uwagę również na to, że Johansen z niezwykłym wyczuciem dawkuje nam informacje. Doprawdy ciężko jest tak po prostu odłożyć książkę gdy wiemy, że za chwilę możemy przeczytać o czymś, co rzuci zupełnie inne światło na Tearling i toczące się w nim wydarzenia. Z drugiej strony jednak świat ten ma wciąż swoje tajemnice, a nasz głód wiedzy wzrasta wraz z odkrywaniem nowych rzeczy i do końca pozostaje niezaspokojony.

Kelsea po raz kolejny gra pierwsze skrzypce przeżywając kolejną, głęboką przemianę. Jednak tym razem bardziej zainteresowały mnie dwie inne, równie silne postacie. Pierwszą z nich jest Szkarłatna Królowa, okrutna władczyni Mortmesne. Ta dotychczas jednoznacznie zła bohaterka zyskała bardziej ludzkie oblicze, przez co wypadła w moich oczach bardziej wiarygodnie. Nie jest już tylko kolejnym czarnym charakterem a osobą z krwi i kości, mającą złożoną przeszłość, z której to właśnie wynika jej obecne postępowanie. I co najważniejsze, Johansen obdarzyła Szkarłatną Królową taką przeszłością, że niekiedy zdawało mi się, że zaczynam ją rozumieć.

Drugą bohaterką, która podbiła moje serce w tym tomie,  jest Aisa. Zbuntowana dziewczyna dorasta pod czujnym okiem Buławy, który szybko zaczyna jej imponować. Mimo żelaznej dyscypliny trudny charakter Aisy daje o sobie znać na każdym kroku i to właśnie jej momentami dziecięca jeszcze zadziorność oraz upartość wzbudzały największą sympatię.

Poza tym, znów nie zawiedli bohaterowie drugoplanowi. Poparci ciekawymi wątkami pojawią się w niespodziewanych momentach, by nadać rytm głównej historii. Wiele z nich z pewnością będzie wam przypominać typowe postacie, które spotkać możemy na kartach dobrych i wciągających powieści z gatunku fantasy. Nie jest to jednak rzeczą złą, a wręcz przeciwnie – ich iście heroiczna postawa i wiara w ideały wnoszą nieco światła w mroczny świat powieści.

Jak mogę podsumować tą pełną ciepłych słów recenzję? Choć z bólem serca żegnam Tearling to muszę przyznać, że zakończenie tej historii w pełni mnie usatysfakcjonowało. Erika Johansen nie zwolniła tempa, wręcz przeciwnie, w ostatnim tomie podniosła nieco poprzeczkę i zaserwowała nam niezwykły finał, który w pełni odpowiada temu, co autorka chciała nam przekazać od pierwszej części. Więc jeśli poprzednie części cyklu Johansen przypadły wam do gustu równie mocno jak mi, to o poziom „Losów Tearlingu” możecie być spokojni, będziecie zadowoleni.

Tytuł: Losy Tearlingu

Autor: Erika Johansen

Wydawnictwo: Galeria Książki

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 519

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
KOMENTARZE 0