Archiwa i archiwiści w literaturze

Przyszła pora na kolejną część naszego zestawienia dotyczącego wizerunku archiwisty w popkulturze. Tym razem przyjrzymy się temu, jak archiwa i archiwiści byli przedstawiani w książkach (nie tylko tych fantastycznych). Zaczynamy!

 

Upadek Hyperiona, Dan Simmons

Drugi tom kultowego już cyklu science fiction inspirowanej opowiadaniem Johna Keatsa o tym samym tytule. Fabuła obu części koncentruje się wokół siedmiu pielgrzymów, którzy przybyli na planetę Hyperion. Pielgrzymi chcą odnaleźć Grobowce Czasu, gdzie przebywa Chyżwar, potężne bóstwo, które może spełnić ich pragnienia. W „Upadku Hyperiona” pielgrzymi dotarli już na miejsce, a na scenie pojawia się nowa postać  – Joseph Severn, będący wcieleniem dawno zmarłego pisarza Johna Keatsa. Mężczyznę łączy bardzo silna więź z pielgrzymami, która pozwala mu o nich śnić. Pewnego dnia bohater udaje się do  miejsca, w którym znajdują się wiersze napisane przez Keatsa:

[…]Miejsce, do którego trafiłem, stanowiło połączenie muzeum, biblioteki i archiwum. Polubiłem je od pierwszego wejrzenia i… powąchania, ponieważ znajdowały się tu tysiące papierowych książek, a nic nie pachnie tak wspaniale jak one.

Wędrowałem po salach, przyglądając się zgromadzonym dziełom i leniwie zastanawiając się, czy znalazłbym tu prace Salmuda Brevy’ego, gdy podszedł do mnie niski, pomarszczony, siwowłosy mężczyzna w staroświeckim garniturze z wełny i plastowłókniny. […]

 

[…]Człowieczek – byłem niemal pewien, że jest archiwistą – wydawał się zadowolony, iż pozwoliłem mu prowadzić. Przez całą drogę opowiadał o nowych zdobyczach do swoich zbiorów; ostatnich odkryciach i wizytach uczonych z Sieci. Przemierzaliśmy wysokie, bogato zdobione pomieszczenia z szafami pełnymi książek. Nigdzie nie dostrzegłem żywej duszy.

Wreszcie znaleźliśmy się na pomoście z barierkami z kutego żelaza, wznoszącym się ponad morzem woluminów – zwojów pergaminu, rozsypujących się map, manuskryptów i starożytnych komiksów – zabezpieczonych przez ciemnoniebieskie pola siłowe. Mój przewodnik otworzył niskie, nienaturalnie grube drzwi i znaleźliśmy. się w niewielkim, pozbawionym okien pomieszczeniu z przysłoniętymi ciężkimi draperiami niszami, mieszczącymi starożytne dzieła.

Na prehegiriańskim perskim dywanie stał skórzany fotel i szklany pojemnik z zamkniętymi w próżni fragmentami pergaminu. […]

 

Nie licząc pola siłowego archiwum z „Upadku Hyperiona”  jest dosyć typowym przedstawieniem tego typu instytucji, z jakim często można spotkać się w kulturze. Ot, uginające się pod ciężarem ksiąg regały, mrok, kurz i staromodne, ciężkie zdobienia. Do tego strażnik całego przybytku, wyraźnie zafascynowany swoimi zbiorami, jakby jego życie kręciło się tylko wokół pilnowanych przez niego zbiorów. Jednak jest w tym opisie coś, co sprawia, że tą skarbnicę wiedzy chce się odwiedzić. Może to ten zapach papieru?

William King, Szpon Ragnara

Fani uniwersum Warhammera 4000 z pewnością znają (choćby ze słyszenia) cykl Wiliama Kinga pod tytułem „Kosmiczny wilk”,  który przedstawia początki Kosmicznych Marines. Dzięki serii bliżej poznajemy losy Ragnara, legendarnego bohatera Zakonu Kosmicznych Wilków, będącego  jednym z pierwszych legionów Kosmicznych Marines. Ragnar Czarnogrzywy należał do rodu Gromowych Pięści i był najmłodszym w historii Wilczym Lordem. W „Szponie Ragnara” nasz bohater wraz z Inkwizytorem odwiedza dość nietypowe archiwum runiczne, które autor opisał następująco:

 […] Ragnar rozejrzał się po Sali Bitew. Jeden z jej rogów zapełniały pełgające i migające ekrany wprawione w grube ramy z mosiądzu i żeliwa. Połączone były sznurami kabli do starożytnych maszyn myślących. Powietrze wypełniał zapach ozonu i smarów, a świst i stukot maszynerii drażniły uszy. Nisze wykute w ścianach obok ekranów wypełniały tablice pokryte setkami runów, dzięki którym Kapłani Żelaza potrafili przywoływać z pamięci maszyn myślących potrzebne informacje lub zapisywać je tam dla potomności. Czynili to w języku, który zrozumiały by jedynie dla nich i podległych im urządzeń. Kamienie na których zapisano te informacje, były prawie nie do zniszczenia i zawierały w sobie całą wiedzę na temat historii i dokonań Kosmicznych Wilków. […]

Surowe i mroczne wnętrze po brzegi wypełnione tablicami robi piorunujące wrażenie. Widać, że dla Kosmicznych Wilków pamięć o dawnych czasach była niezwykle istotna a Kapłani Żelaza dokładali wszelkich starań, by zachować jak najwięcej informacji dla potomnych. Interesujący jest sposób, w jaki te informacje zapisywano – jedynie maszyny i Kapłani mogli odczytać przechowywane przez nich zapiski, a obsługiwać wszelkie urządzenia potrafili tylko Kapłani. Z jednej strony jest to dobry sposób zabezpieczenia zbiorów przed intruzami, którzy mogli wykraść coś z archiwum i wykorzystać do własnych celów. Z drugiej strony jednak w momencie, gdy ostatni Kapłan Żelaza opuści ziemski padół nie będzie nikogo, kto mógłby z tych zbiorów skorzystać [coś jak archiwiści zakładowi :)].

Wyszukiwanie informacji w takich zbiorach nie jest rzecz jasna łatwe. Sam archiwista przyznaje, że cały proces jest w rękach maszyn myślących. Ciągle dopytywany przez bohaterów o interesujące ich informacje odpowiada tylko, że:

[…] W pamięci maszyn znajdują się miliony kamieni runicznych, a indeksy do nich dołączone nie zawsze są kompletne czy dokładne. Takie wyszukiwania zajmują zatem wiele czasu i są bardzo pracochłonne. […]

Choć technologia przedstawiona w świecie WH40k należy do bardzo zaawansowanej to  archiwalne poszukiwania wciąż wymagają sporej dawki cierpliwości . Tym samym archiwum Kosmicznych Wilków zdaje się potwierdzać obawy niektórych praktyków twierdzących, że żaden program nie zastąpi doświadczonego archiwisty.

Brandon Sanderson, Droga królów          

W kulturze wielokrotnie utożsamiano archiwum z biblioteką i tak też jest w przypadku „Drogi królów” Brandona Sandersona. Jest to pierwszy tom cyklu zatytułowanego „Archiwum Burzowego Światła”, który szturmem podbił listy fantastycznych bestsellerów na całym świecie. Bohaterka cyklu Shallan przybywa pewnego dnia do Palanaeum. Znajdująca się w mieście Kharbranth  biblioteka-archiwum jest największą tego typu instytucją w całym Rosharze. Nic więc dziwnego, że jej utrzymanie wiąże się z ogromnymi kosztami ponoszonymi przez użytkowników:

[…]Sługa poprowadził go za róg. Shallan widziała ich postaci po drugiej stronie, cienie na tle kryształu.

Zrobiła krok naprzód, ale sługa odchrząknął.

– Muszę zobaczyć zgodę na wasze wejście, jasności.

– A ile ona kosztuje? – spytała Shallan z wahaniem.

– Tysiąc szafirowych broamów.

– Aż tyle?

– Utrzymanie licznych królewskich szpitali dużo kosztuje – odpowiedział przepraszającym tonem mężczyzna. – Kharbranth ma do sprzedania jedynie ryby, dzwonki i informacje. Te dwie pierwsze rzeczy nie są niczym wyjątkowym. Ale ta trzecia… cóż, w Palanaeum znajduje się największa kolekcja ksiąg i zwojów na całym Rosharze. Więcej nawet niż w Świętej Enklawie w Valath. Podczas ostatniego spisu naliczono w naszym archiwum ponad siedemset tysięcy różnych tekstów.[…]

Z fragmentu tego wynika, że tylko osoby majętne miały szansę na zgłębienie tajemnic kryjących się w zbiorach Palanaeum.
Co ciekawe, aż jedną trzecią dochodów miasta stanowiły  zyski z udostępniania zbiorów w Palanaeum.

W dalszej części książki mamy też okazję bliżej przyjrzeć się temu, jak właściwie Palaneum wyglądało:

[…]Palanaeum miało kształt odwróconej piramidy wyrzeźbionej w skale. Wzdłuż jego obwodu zwieszały się pomosty. Lekko nachylone, obiegały wszystkie cztery ściany, tworząc majestatyczną spiralę, olbrzymie schody prowadzące do serca Rosharu. Szybsze zejście umożliwiały windy. Stojąc przy najwyższej balustradzie, Shallan mogła sięgnąć wzrokiem jedynie do połowy piramidy. To miejsce wydawało się zbyt wielkie, zbyt wspaniałe, by stworzyły je ludzkie ręce.[…]

Jak widać, Palanaeum przyciągało nie tylko pokaźnymi zbiorami, ale też niezwykłą architekturą. Monumentalna budowla miała na celu podkreślać rangę samej instytucji i jej znaczenie dla całego miasta.

Darth Bane. Droga Zagłady, Draw Karpyshyn

Darth Bane – dawny Mroczny Lord Sithów, jedyny, który przeżył pogrom Jedi, a przede wszystkim twórca Zasady Dwóch, która całkowicie odmieniła oblicze Zakonu Sithów.  W swoim starym życiu nosił imię Dessel i był synem górnika, który  znęcał się nad nim. Nienawiść do ojca sprawiła,że pewnego dnia uciekł z planety Apatros i przyłączył się do armii Sithów. Szybko okazało się, że ma ogromny talent do korzystania z Mocy i stopniowo  osiągał kolejne szczeble kariery.

Z „Drogi Zagłady” dowiadujemy się, że jako uczeń Darth Bane wiele czasu spędzał w archiwum, z rzadka nazywanego też przez autora biblioteką. Sith cierpliwe studiował wszystkie kolejne traktaty wiedząc, że zawarta w nich wiedza przyniesie mu potęgę:

[…]Archiwa uzupełniały to, czego dowiadywał się od mistrzów. Przydawały kontekstu abstrakcyjnym lekcjom. Bane czuł, że z czasem ta dawna wiedza będzie kluczem do rozwinięcia w pełni własnego potencjału. I tak powoli kształtowało się jego rozumienie Mocy.[…]

 

W przeciwieństwie do biblioteki Jedi, zbiory Sithów składały się z tradycyjnych zwojów i podręczników. Elektroniczne wersje tych materiałów zostały zniszczone lub zabrane przez Jedi, którzy  w ten sposób chcieli przerwać nauczanie o Ciemnej Stronie Mocy.  Wielu członków Bractwa uparcie poszukiwało ocalały holocronów, ale jak dowiadujemy się z książki, przyniosło to marne skutki:

[…]Wszystkie jednak wysiłki Bractwa, aby odnaleźć te zagubione skarby, okazały się daremne, zmuszając ich do polegania na prymitywnych technologiach pergaminu i fiimsiplastu. A ponieważ zbiór był nieustannie uzupełniany, indeksy i odwołania były rozpaczliwie przestarzałe. Przeszukiwanie archiwów było często zadaniem daremnym lub irytującym, więc większość studentów uważała, że lepiej wykorzystają czas, spędzając go na nauce lub próbie zaimponowania mistrzom.[…]

Z tego fragmentu wynika również, że poszukiwanie informacji w zasobach archiwum było trudne. Nic w tym dziwnego – gigantyczne zbiory rozmieszczone były w układzie bibliotecznym i Bane wieloktronie przechadzał się pomiędzy regałami w nadziei, że po prostu natknie się na coś interesującego.  W książce wielokrotnie pojawiają się uwagi o tym, że poszukiwania w archiwum są nie zwykle trudne i żmudne, ale bardzo owocne. Co więcej, dzięki studiowaniu starych traktatów Bane zdobył wiedzę, której pozostali studenci, zbyt niecierpliwi by czytać opasłe tomiszcza.

Co ciekawe, spędzający całe dnie w archiwum bohater nie tylko czytał, ale również ćwiczył posługiwanie się Mocą. Z czasem po jego wizytach archiwum wymagało gruntownego sprzątania.

Turkusowe dni, Alastair Reynolds

Przyszła pora na bardzo nietypowych archiwistów. W swoim dziele Reynolds zabiera nas na Turkus, niezwykłą planetę, którą w większości pokrywają oceany. Ciemne głębiny zamieszkują niezwykłe istoty nazywane Żonglerami Wzorców, które poprzez kontakt z człowiekiem mogły  „wchłonąć” jego umysł, a także go modyfikować. Bohaterka noweli Mina tak o nich mówi:

[…]Żonglerzy magazynują wzorce, ale rzadko wykazują oznaki zrozumienia ich rzeczywistej zawartości. Mamy do czynienia z nierozumnym biologicznym systemem archiwizującym. To muzeum bez kustosza.[…]

Cały tekst poświęcony jest zgłębianiu skomplikowanej natury Żonglerów, którzy chłoną ludzkie myśli niczym gąbki i trwale zapisują w swojej jaźni. Zamieszkiwany przez nich ocean to specyficzne archiwum myśli, z którego da się pozyskać informacje, jednak jego działanie i motywy gromadzenia tych niezwykłych zbiorów są owiane tajemnicą. Trzeba zwrócić uwagę na to, że czytanie w myślach i rejestrowanie ich nie jest tylko wymysłem fantastów. Neurolodzy z całego świata od lat pracują nad programami, które monitorując działanie naszego mózgu i obserwując aktywność poszczególnych jego rejonów w określonych sytuacjach powiązać je i stworzyć wzór myśli. Z kolei za swoiste archiwum osobowości niektórzy już uznają Internet. Każdy użytkownik sieci zostawia po sobie tyle śladów, że biegły psycholog nie będzie miał większych problemów z opisaniem naszej osobowości po zebraniu tych informacji w całość. Poza tym nie od dziś wiadomo, że w Internecie  (podobnie jak w archiwum) nic nie ginie.

Podsumowanie

Oczywiście, poniższe książki to tylko wybrane przykłady spośród ogromnej ilości literatury fantastycznej, w której pojawiają się archiwa i archiwiści. Wzmianki o archiwach jako instytucjach pojawiają się w większości znanych cykli fantastycznych ( m.in. w „Malazańskiej Księdze Poległych” Stevena Eriksona,  „Władcy Pierścieni” J.R. R. Tolkiena czy rodzimym „Oku Jelenia” Andrzeja Pilipiuka) i są to w większości przypadków instytucje poważane, choć niechętnie odwiedzane.  Powyższe przykłady pokazują, że nawet zaawansowana technologia nie ma wpływu na łatwość i szybkość wyszukiwania informacji w zasobach archiwalnych, a papier jest trwalszy od elektronicznych zapisów danych. Z kolei Brandon Sanderson opisał w swojej książce archiwum, które było dostępne tylko dla wybranych,  a King pokazał zbiory, do których odczytania konieczny był wykwalifikowany personel. W swoim opisie archiwum i jego pracowników najbliższy prawdy był Dan Simmons, choć i tu nie zabrakło fantastycznego elementu w postaci zabezpieczającego zbiory pola siłowego.

 W wielu powieściach archiwum utożsamiane jest z biblioteką. Bohaterowie rzadko kiedy studiują jakieś państwowe dokumenty, częściej sięgając po uczone traktaty. Nie można tego jednak wiązać z niewiedzą autorów, bo przykłady łączenia obu tych instytucji znane są z historii. Poza tym pamiętajmy, że archiwa nie przechowują jedynie dokumentów urzędowyh, ale też wszelkiego rodzaju materiały ikonograficzne, czy dokumenty elektroniczne i audiowizualne. Co więcej, coraz częściej do archiwów trafiają spuścizny po znanych i szanowanych osobach. Ze swego rodzaju spuścizną miał do czynienia Darth Bane, który w świątyni Rakatan na Lehonie odnajduje holocron Dartha Revana zawierający przemyślenia dawnego Lorda Sithów. Holokron ten zainspirował Bane’a do stworzenia Zasady Dwóch.

Jeśli zaś chodzi o samych pracowników archiwów, to kojarzeni są oni przede wszystkim z kapłanami i strażnikami gigantycznych zasobów wiedzy, którzy całe życie poświęcają studiowaniu uczonych materiałów. W sytuacjach gdy świat przedstawione w powieści bliski jest naszemu, częściej natomiast sięga się do stereotypów. Przykładem tego może być nie tylko archiwista Dana Simmonsa, ale również ten przedstawiony w  opowiadaniu pod tytułem „Numer 13” M. R. Jamesa . Bohater krótkiego tekstu mistrza grozy odwiedza archiwum, którego pracownikiem jest starszy pan, zafascynowany historią swojej miejscowości i poświęcający bardzo dużo uwagi archiwaliom.

Podsumowując,  w literaturze fantastycznej motyw archiwów pojawia się dosyć często, w mniejszym lub większym stopniu odpowiadając rzeczywistości. Pewnym skrajnym przykładem jest tekst Reynoldsa, gdzie swoistym archiwum jest żywy organizm, jednak i takie fantazje dotyczące archiwizacji również się zdarzają. I choć przedstawione poniżej przykłady reprezentują różnie gatunki fantastyki, to jest jedna cecha, która pokazane w nich archiwa łączy. To uduchowiony i niekiedy też ekskluzywny charakter tych instytucji, które stoją na straży wiedzy i porządku, dbając o to, by kolejne pokolenia nie zapomniały o wydarzeniach z przyszłości. 

 

Jeśli się podobało, daj nam „Lajka” na twarzoksiążce.

Dziękujemy za pomoc członkom grup na Facebooku
„Fantastyka” i „Polska Fantastyka” 🙂 

Źródła:

Brandon Sanderson, Droga Królów, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2014

William King, Szpon Ragnara, Copernicus Corporation, 2004

Dan Simmons, Upadek Hyperiona, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2015,

Alastair Reynolds, Diamentowe Psy. Turkusowe Dni, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2011

Draw Karpyshyn, Darth Bane. Droga Zagłady, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2006

R. James, Opowieści starego antykwariusza, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976

Zdjęcia archiwum IPN pochodzi z wiki

 

 

Komentarze

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0