Otchłań t. II, Peter V. Brett

Cykl Demoniczny” Petera V. Bretta jest jednym z najgorętszych cykli fantasy w ostatnich latach. Zdobył niesamowitą popularność zarówno w Polsce jak i na świecie, a zmagania ludzkości z demonicznymi prześladowcami śledziły dziesiątki milionów czytelników. Jednakże wszystko ma swój kres i wreszcie po długim oczekiwaniu dostaliśmy ostatnią już część tej długiej serii.

Grande finale „Cyklu Demonicznego”, czyli drugi tom „Otchłani” jest niczym pobudka na kacu gigancie po świetnej imprezie. Pamiętamy, że wczoraj świetnie się bawiliśmy, jednak w tym momencie nie jest już tak kolorowo. Ba, nie jest nawet dobrze. Tom przedostatni, mimo iż niesamowicie rozwlekły, wprowadzający zupełnie niepotrzebnie postacie i rozciągający główny wątek tak szeroko jak tylko to możliwe dało się przełknąć, bo widmo finału nadal było przed nami. Gdy już jednak do niego doszliśmy to okazuje się, że wcale nie dostaliśmy tego na co mieliśmy nadzieje. Koniec cyklu jest zdecydowanie jego najsłabsza częścią. Wszystko to, co wyróżniało pierwsze części tej serii bezpowrotnie zniknęło na rzecz… właściwie nie wiadomo czego. Autor podjął kilka decyzji dotyczących rozwoju postaci, które są co najmniej dyskusyjne. Arlen mimo uczestnictwa w centrum wydarzeń, wręcz bycia główną postacią schodzi nieco na dalszy plan, a zdecydowanie wybija się Jardir, który kreowany jest przez autora niemal na Supermana. Chyba najciekawszym motywem jest dla mnie to, jak bardzo zmieniły się ich poglądy na dość fundamentalne sprawy, bo Jardir zastanawiający się nad istnieniem Boga jest dość niezwykłym zjawiskiem.

Mimo że są to mocno subiektywne opinie i sympatie lub antypatie dla konkretnych bohaterów mogą różnić się w zależności od czytelnika, faktem pozostaje to, iż cały finał okazał się być kompaktową i napisaną w pośpiechu wersją tego, czego się spodziewałem. Nie można mu odmówić pomysłu i rozmachu, jednakże… za krótko panie autorze, za krótko. A sytuacje jeszcze bardziej pogarsza fakt iż 70% całej tej książki można by spokojnie wyrzucić, gdyż autor zakończył cały cykl w taki sposób, iż jedynie wyprawa Wybawicieli i ich fanklubu do rzeczywistej Otchłani ma jakikolwiek wpływ na całokształt finału. Tak więc ani zakończenie nie było takie jak mielibyśmy nadzieję, ani wydarzenia do niego prowadzącego tego nie wynagrodziły. Inny przykład – przez cały poprzedni tom powtarzane było niczym mantra przez Inevere, że trzeba uratować Abbana, bo ma do odegrania niezwykle ważną role w walce o przetrwanie ludzkiej rasy. Nope. Nie. Nie trzeba. Absolutnie nic nie zrobił, a jego postać mogłaby równie dobrze zniknąć i nie zrobiłoby to nawet najmniejszej różnicy w ogólnym rozrachunku. Takich sytuacji jest bardzo wiele.

Może wraz z listą przeczytanych przeze mnie książek wzrastają moje wymagania ale naprawdę nie rozumiem ogólnego zachwytu tą pozycją. Zakończenie historii jest napisane pośpiesznie i niedbale z pominięciem większości wątków. Mam wrażenie, że autor powprowadzał bardzo wiele wątków w poprzednich tomach tylko i wyłączenie po to, żeby mieć o czym pisać i nie męczyć już głównych bohaterów, w efekcie czego na koniec zapomniał o tych mniej ważnych, gdy z powrotem skupił się na głównych postaciach. Sam finał powinien być co najmniej kilkakrotnie dłuższy niż to co dostaliśmy. Po prostu brak czasu aby nacieszyć się zakończeniem tak dobrego cyklu. Bo, nie oszukujmy się, aż do felernego ostatniego tomu „Cykl Demoniczny” jest pozycją naprawdę dobrą, wręcz znakomitą.

Litania moich skarg i zażaleń musi się jednak kiedyś skończyć. Czas co nieco pochwalić, bo nadal jest coś, co można chwalić. Całość czyta się naprawdę dobrze i przyjemnie. Tempo nie zwalnia nawet na chwilę, a zwroty akcji są dość zaskakujące, dzięki czemu do ostatniego momentu siedzimy niczym na szpilkach. W niektórych momentach autorowi udało się wywołać efekt „wow”, szczególnie podczas wędrówki Arlena, Jardira i spółki do wnętrza planety oraz samego finału.

W ogólnym rozrachunku to książka w takim stylu do jakiego Peter V. Brett nas przyzwyczaił, a sądząc po ocenach szerszego grona czytelników to ja, jako niezadowolony malkontent należę do zdecydowanej mniejszości. A że vox populi vox Dei to uznać można, iż „Otchłań Ksiega 2” jest całkiem zgrabnym zakończeniem „Cyklu Demonicznego”.
W mojej osobistej ocenie niestety co najwyżej 4/10.

Tytuł: Otchłań tom II 

Autor: Peter V. Brett

Tłumaczenie: Marcin Mortka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: Maj 2018

Liczba stron: 592

 

COMMENTS