Astrofizyka dla zabieganych, Neil deGrasse Tyson

Neil deGrasse Tyson. Amerykański astrofizyk, który popularyzację nauki wyniósł na wyższy poziom. To prawdziwy pasjonat zarażający miłością do kosmosu innych ludzi od lat, przebijając się nawet do tych najbardziej wiedzoopornych. Do tej grupy z pewnością zaliczam się ja, stuprocentowa humanistka, dla której nauki ścisłe są jakąś mistyczną i niepojętą gałęzią wiedzy. Dlatego „Astrofizyka dla zabieganych” wydawała się pozycją idealną dla mnie – cienka, w „torebkowym” formacie pozycja wprost idealna do podróży przez miasto. Czego chcieć więcej?

 

Niestety, „Astrofizyka dla zabieganych” na krótszych trasach nie zdaje egzaminu. I nie chodzi o panujący w miejskich autobusach zgiełk i tłok. Ta książka po prostu wciąga i nawet nie zauważycie, jak przejedziecie swój przystanek, a w skrajnych przypadkach z czytelniczego letargu wybudzi Was zniecierpliwiony kierowca, który zjechał już do zajezdni. Bo choć książka Tysona podzielona jest na krótkie, idealne do połknięcia w wolnej chwili rozdzialiki, to zwyczajnie trudno przestać czytać.

Autor wprowadza nas w kolejne tajemnice Wszechświata z ogromnym wyczuciem, dawkując zarówno ilość, jak i charakter przekazywanej wiedzy. Powoli, krok za krokiem wprowadza nas na wyższe poziomy naukowego wtajemniczenia, jak mistrz wprowadza bardzo nierozgarniętego ucznia. Każdy rozdział omawia jedno zagadnienie, przechodząc od kwestii bardzo podstawowych, do tych o złożonym charakterze. Dlatego nie można zaznajamiać się z wykładami Tysona wybiórczo – kolejne rozdziały wymagają od nas znajomości poprzednich.

Jednocześnie pełniący rolę nauczyciela Tyson nie daje nam odczuć, że pomiędzy nami, czytelnikami i kompletnymi laikami a nim, utytułowanym i uznanym naukowcem, jest jakiś dystans. Wręcz przeciwnie, autor prowadzi swój wywód w taki sposób, że faktycznie odnieść można wrażenie, że każdy z nas może zgłębić tą niesamowitą gałąź wiedzy, jaką jest astrofizyka. Oczywiście, potrzeba do tego pewnych podstaw, wskazania ogólnego kontekstu, w jakim ta nauka funkcjonuje i zrozumienia jej sensowności oraz podstawowych zasad nią rządzących. I takim właśnie wstępniakem, którego celem jest zaszczepić nam naukowego bakcyla a nie na zawsze od nauk ścisłych odstraszyć jest „Astrofizyka dla zabieganych”.

Dlatego też w tej cieniutkiej książeczce Tysona definicji i wzorów jest jak na lekarstwo, a ilustracji czy wykresów nie ma żadnych. Jest natomiast złożona i piękna opowieść o Wszechświecie i drodze człowieka do jego głębszego poznania. Na kartach „Astrofizyki…” przewijają się znane lub mniej znane postacie z naukowego światka, a związane z nimi anegdoty łatwo jest zapamiętać. Podobnie jak stosowane przez autora porównania – bulgocząca zupa z cząsteczek, czy szczepione gumką recepturką kwarki to coś, co możemy sobie w pewnym stopniu wyobrazić a co za tym idzie, łatwiej zrozumieć.

Rzecz jasna, czytelnicy, którzy jakieś doświadczenie z naukami ścisłymi mają (tudzież namiętnie zaczytują się w powieściach z gatunku hard science fiction, których autorzy rzadko ułatwiają lekturę swoim czytelnikom) mają prawo czuć się zawiedzeni ubogością „Astrofizyki dla zabieganych” w twarde, naukowe fakty. Nie można jednak zapominać o tym, do kogo ta pozycja jest adresowana. Dla takich kompletnych żółtodziobów jak ja  wszelkiego rodzaju anegdoty są właśnie tym, co pozwala się z astrofizyką oswoić.

Astrofizyka dla zabieganych” Neila deGrasse Tysona to moim zdaniem pozycja, która jak najbardziej spełnia postawione przed nią zadanie. Może nie niesie ze sobą potężnego ładunku wiedzy, ale jest doskonałym wabikiem, który skłoni Was do dalszych poszukiwań. Tyson pisze o Wszechświecie z taką pasją, zaangażowaniem i szacunkiem, że po lekturze „Astrofizyki dla zabieganych” już nigdy, ale to przenigdy nie spojrzycie w nocne niebo tak, jak wcześniej.

 

Tytuł: Astrofizyka dla zabieganych

Autor: Neil deGrasse Tyson

Wydawnictwo: Insignis

Liczba stron: 208

Data wydania: Listopad 2017

COMMENTS (1)

  • comment-avatar

    Mi właśnie zabrakło konkretów. Czytało się dobrze, ale niczego nowego się nie nauczyłam a też nie jestem z tych ścisłych. Liczyłam na więcej. :-\