Przenajświętsza Rzeczpospolita, Jacek Piekara (+ Konkurs//aktualizacja//)

Jacek Piekara to człowiek, którego w środowisku polskiej fantastyki przedstawiać nie trzeba. Mroczny i brutalny cykl Inkwizytorski z Mordimerem Madderdinem, przedstawiający alternatywną wizję średniowiecznej Europy i chrześcijaństwa, przyniósł mu niemałą popularność i wielu wiernych fanów. Ja zaś zakochałem się w „Necrosis” (gdzie jest od dawna obiecywany drugi tom, mości panie autorze?!) i Arivaldzie z Wybrzeża. Wspólnym mianownikiem niemal wszystkich książek tego autora są okrutne i pełne grozy światy, które kreuje. Wypełnione cierpieniem i brzydotą są idealnym tłem dla jeszcze posępniejszych historii, które się w nich rozgrywają.  „Przenajświętsza Rzeczpospolita” jest tego idealnym przykładem.

 

Antyutopijne zapędy Piekary daleko bardziej przemówiły do mnie niż światy wykreowane przez Huxleya i Orwella, ponieważ rozgrywają się na naszym własnym, dobrze znanym podwórku. Polska, a raczej to, co z niej zostało, rządzona jest przez przeżarty zgnilizną Kościół (Świętego Opiekuna Przenajświętszej Rzeczypospolitej), który jest faktycznym władcą tego kraju, jedynego bastionu katolicyzmu w Europie.

Piętnowane są jakiekolwiek przejawy wolnej woli. Środki antykoncepcyjne są nielegalne, a ich używanie surowo karane.  Ideałem rodziny jest wielodzietna, biedna i patologiczna zgraja pozbawiona złudzeń, marzeń i ludzkich odruchów, bo przecież ubogimi i niewykształconymi najłatwiej jest rządzić, co jak najbardziej odpowiada kościelnym dostojnikom. A nawet nie trzeba się tak rozpędzać z tytulaturą, gdyż zwykły proboszcz ma władzę niemal absolutną w swojej parafii. Słabi, sprzedajni politycy, których jedynym niemalże, oprócz picia i dupczenia, zajęciem jest zastanawianie się, w jaki sposób można by się jeszcze trochę dorobić uzupełniają ten obraz. Zarabianie to polega na dzieleniu i wyprzedawaniu po kawałku tych resztek przegniłego trupa, jakim jest nasza ojczyzna. Oczywiście, nie narażając się przy tym zbytnio duchownym, gdyż Centrum Ochrony Wiary działa, a dla niepokornych mamy Śląsk. Zaś Śląsk Piekary jest połączeniem mokrych marzeń nazistów i stalinistów w jednym, państwo w państwie, jeden wielki obóz koncentracyjny, do którego zsyłane są wszelkie niepożądane jednostki.  

Społeczeństwo skundlone jest w stopniu wielokrotnie większym niż wydaje się to możliwe. Donosicielstwo, upadek obyczajów, bieda, olbrzymie bezrobocie i brak nadziei. Cały brud, jaki tylko wychodzi na wierzch, gdy człowiek wyrzucany jest na arenę walki o przetrwanie w systemie, który za wszelką cenę chce go upodlić, wykorzystać i zrównać ze zwierzęciem. Długo można by pisać o patologiach w wykreowanej przez autora wizji Polski za niecałe dwadzieścia lat, jednakże najlepiej samemu się w niej zanurzyć i poznać to wszystko od podszewki.

W tej zepsutej rzeczywistości przyjdzie nam obserwować kilku bohaterów znajdujących się na różnych szczeblach drabiny społecznej. Podrzędny urzędniczyna Amalryk Dymała, senatorowie Kardupell i Szybkospust, pisarz Konrad-Piotr, poeta Atlas Symbol, czy tajemniczy Pan Światłoniesień doskonale wpisują się w rzeczywistość, w której przychodzi im funkcjonować. Szczególnie spodobał mi się Amalryk wijący się jak piskorz w próbach podniesienia swojego statusu społecznego, gdy z marnego donosiciela staje się ważniejszym trybikiem w maszynie ucisku kontrolującej społeczeństwo. Jedyne co zostało już tym zgorzkniałym, zepsutym i odczłowieczonym niemal postaciom to gra o władzę. Właśnie rozpoczął się jej nowy rozdział, gdy pod zdewastowanymi lasami Suwalszczyzny znaleziono złoża ropy bogatsze niż wszystkie zasoby Zatoki Perskiej. Gdy przy stole do gry o wszystko zaczyna się nowe rozdanie, w niektórych budzi się także iskierka nadziei na lepsze jutro i być może naprawę tego, co wydaje się już od dawna nienaprawialne.

Początkowo można odnieść wrażenie, że nazwiska bohaterów są beznadziejnie przejaskrawione i  karykaturalne aż do przesady, ale po dłuższej chwili przy lekturze przekonujemy się, że doskonale pasują one do świata, który wykreował autor. A świat ten jest tak bardzo antyutopijny jak tylko się da. Pomijając zepsute truchło organizmu jakim była Polska, zagraniczny świat wcale nie jest lepszym miejscem. Wschód wypalony ogniem i atomem, z całej Rosji pozostało kilka enklaw wokół Moskwy i Sankt Petersburga rządzonych przez mafię, przy których Polska wydaje się niemal sielskim skansenem. Francja stała się muzułmańskim kalifat z meczetem Notre Dame, a gdy autor wspomina o USA ma na myśli tak naprawdę Texas. Izrael już nie istnieje, a ostatni Żydzi wymordowani zostali przez swoich islamskich sąsiadów. Optymizm i miłość bliźniego wręcz promieniują.

Osoby, które łatwo się bulwersują nie powinny brać „Przenajświętszej Rzeczpospolitej” do ręki, czy nawet zbliżać się do niej. Kontrowersja goni kontrowersje. W wizji Piekary nie ma już żadnych świętości i jasno daje nam to do zrozumienia. Jeśli komuś to przeszkadza – warto na początku zapoznać się z dołączonym do książki krótkim wywiadem z autorem, w którym poruszane są te kwestie. Nie oszukujmy się jednak, aby wywrzeć określony efekt na czytelniku trzeba zastosować odpowiednie środki. Wulgarny język, dosadne opisy i pisanie o rzeczach, które wydawałoby się nie mają prawa zdarzyć się w cywilizowanym świecie doskonale budują klimat i pozwalają spojrzeć na ten świat nie tylko jako straszną bajkę na dobranoc.

 „Przenajświętsza Rzeczpospolita” to wizja przejaskrawiona, brudna i obrzydliwa. Nie ustrzegła się także wad, niekiedy zbyt prostacka i przaśna, zaś niektóre wątki mogłyby zostać mocniej powiązane z głównym nurtem opowieści. Jednakże nadal warto się z nią zapoznać, bowiem ukazuje pełne spektrum mrocznej strony ludzkiej natury. Nie ma tutaj żadnych wielkich ideologii, tylko podstawowe ludzkie żądze władzy i posiadania za wszelką cenę. Szkoda tylko, że koniec został potraktowany tak optymistycznie, jako że książka aż prosi się o finał, który postawi kropkę nad „i”, pozostawiając czytelnika bez żadnych złudzeń i marzeń o cudownej odmianie losu.  Wszystkim niedowiarkom, którym wydaje się że taka wizja nie ma racji bytu w naszym cywilizowanym świecie XXI wieku – radzę zajrzeć do książek historycznych i zapoznać się z szaleństwami które człowiek powołał na ten świat w przeszłości. Dlaczego przyszłość miałaby być w jakikolwiek sposób lepsza?

 

Tytuł: Przenajświętsza Rzeczpospolita

Autor: Jacek Piekara

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: 9 03 2018 (Wznowienie, 2006)

Liczba stron: 440

 


A Teraz Konkurs!

Do rozdania mamy trzy egzemplarze
Przenajświętszej Rzeczpospolitej
od Fabryki Słów

Jaka jest wasza ulubiona książka z gatunku historii alternatywnej i dlaczego? 

Odpowiedzi Prosimy wpisywać w komentarzach Tutaj pod recenzją (wraz z mailem kontaktowym), pod zdjęciem na Instagramie  lub przesyłać na adres redakcja@imaginatus.pl z dopiskiem „Konkurs”.

Na zgłoszenia czekamy do niedzieli 18 marca(do północy), wyniki podamy w poniedziałek(19 marca około godziny 18).

Zwycięzcy: 
Zielony //Lód//
Tomasz Ł. //Cykl Inkwizytorski//
oraz vanil.reads //Jak zawsze//

Dzień dobry, dzisiaj recenzja i konkurs 🙂 Do zgarnięcia trzy egzemplarze Przenajświętszej Rzeczpospolitej, aby wygrać jeden z nich wystarczy napisać -Jaka jest wasza ulubiona książka/opowiadanie z gatunku historii alternatywnej i dlaczego- Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach tutaj lub na stronie pod recenzją(tam też więcej szczegółów), na zgłoszenia czekamy do niedzieli 18 marca. 🙂 ————– #książka #polishbook #konkurs #rozdajemy #fabrykasłów #fabrykaslow #jacek #piekara #marzec #wznowienie #patronat #wygraj #kochamksiazki #bookstagram #bookreview #recenzja #recenzjeksiążek #fantastykapolska #fantasy #alternatywa #historia #historiaalternatywna #czytambolubie #czytam #biblioteczka #przenajświętsza #Rzeczpospolita #imaginatus #booklover #review #ksiazkoholizm #książki #book #polishbook #literatura #literaturapolska #polskafantastyka #polscyautorzy

A post shared by Kacper (@imaginatus_pl) on

COMMENTS (3)

  • comment-avatar
    Zielony Marzec 14, 2018

    Najlepszy i nieporównywalny w kwestii historii alternatywnej będzie dla mnie zawsze „Lód” Jacka Dukaja, pomimo że nadal nie miałem przyjemności go skończyć (po roku czytania zarzuciłem w połowie, ale byłem wtedy w gimnazjum i naprawdę wiele mi z tej powieści umykało). Zabiegi językowe, jakie autor tam zastosował, były wyjątkowe nawet jak na jego utwory. Każde zdanie wyrażało pogląd bohatera nt. tego, że cały świat dzieje się poza nim (Tylko na pierwszych stronach występowały czasowniki osobowe, później tylko „zrobiło się coś” zamiast „zrobiłem”). Historia bez pierwszej wojny światowej, rozważania o prawdzie i kłamstwie, na wskroś przeszyte symboliką mrozu i Rosji, seanse spirytystyczne, intrygi, szpiedzy, wybuchy i wiele innych… A to wszystko przez pierwsze pół książki, które działo się w ciasnej przestrzeni kolei transsyberyjskiej.
    Ach, i jeszcze najbardziej oryginalna scena seksu jaką miałem przyjemność przeczytać. Ta powieść jest wielka na wielu innych płaszczyznach, nie tylko gabarytowo ;p

    Mój mail to jest jan.kubik yahoo.com ze znakiem @ w wiadomym miejscu (serwis traktuje wiadomości z mailem jako spam)

  • comment-avatar

    Jedyna prawilna okładka!

  • comment-avatar

    Kolejny odgrzewany kotlet…