Tekst, Dmitrij Głuchowski – garść refleksji à propos lektury

Wielu z Was pewnie to rozbawi, ale długi czas wzbraniałam się przed zakupem smartfona. Bo tak właściwe to po co?
Internet i media społecznościowe nie zajmowały mi nigdy zbyt wiele czasu, nie cierpiałam nigdy na FOMO (ang. fear of missing out, strach przed przegapieniem jakichś informacji).
A dzwonić czy pisać smsy można w końcu z poczciwego „guzikowca”, prawda? Niestety, przyszła taka pora, kiedy musiałam swój zdezelowany już telefon odstawić na rzecz dotykowego urządzenia, któremu (przyznaje się bez bicia) dałam się początkowo zniewolić. Podróż autobusem? Sprawdźmy co nowego na Joemonsterze. Tuzin powiadomień na fejsbuku piszczących w porze obiadowej? Zobaczmy je koniecznie teraz! Wschód słońca nad zabytkową katedrą? Doskonała fotka na Insta. I tak dalej, i tak dalej… Na szczęście, moje utonięcie w cyberświecie było chwilowe i dziś znów próbuję czytać książki stojąc w zatłoczonym mpku, a najlepsze zdjęcia po prostu pokazuje znajomym.

Nie myślcie sobie rzecz jasna, że nie widzę w tych sprytnych, zgrabnych urządzeniach żadnych plusów. Wręcz przeciwnie, bardzo cenię związaną z nimi wygodę i całą gamę możliwości, jakie oferują. Niemniej, zdaję sobie sprawę również z tego, że powolutku bardziej zaczynamy cenić życie wirtualne od tego realnego. Doskonałym tego przykładem (i wcale nieprzesadzonym) jest Piotr Chazin, rosyjski mundurowy i jeden z bohaterów „Tekstu” Dmitrija Głuchowskiego. A konkretnie jego smartfon, który w dosyć ponurych okolicznościach trafia w ręce Ilji Goriunowa, dwudziestosiedmiolatka darzącego Chazina niezbyt ciepłymi uczuciami. Bo to dzięki Chazinowi Ilija trafił na siedem lat na zsyłkę, a jego pełne marzeń i planów na przyszłość życie legło w gruzach. Teraz Ilja się zemścił, a po Chazinie pozostało tylko domagające się ciągłej uwagi, zgrabne urządzenie.

Szybko okazuje się, że Pietia, jak na mundurowego przystało, wszystko dokładnie dokumentował. Jego smartfon pełen jest służbowych i prywatnych danych, dzięki którym Ilija bardzo szybko dowiaduje się więcej o Chazinie, niż wiedział ktokolwiek inny. Filmy, zdjęcia, wiadomości, nagrania dźwiękowe, nawiązywane kontakty i umieszczane w mediach społecznościowych informacje czy linki… Wszystko to składa się na niemalże kompletny obraz Chazina oraz życia, jakie prowadził. W ciągu jednej doby Ilija poznaje go tak dobrze, że pozornie bez problemu jest w stanie się pod niego podszyć, oszukując przy tym jego rodzinę, ukochaną, współpracowników czy kolegów od brudnych interesów. Pozornie, bo grzebanie w cyfrowym życiorysie Pietii jest dla Iliji zgubne. Odkrywając kolejne tajemnice Chazina najpierw go nienawidzi, później mu zazdrości i pragnie wskoczyć do jego życia, a na końcu zaczyna rozumieć, jak wielki błąd popełnił i popada w szaleństwo. Końca tej historii domyślić się możecie bez trudu.

Jak widzicie, porównania do „Zbrodni i kary” są w przypadku „Tekstu” w pełni uzasadnione. W powieści Głuchowskiego Moskwa jest żywym i bardzo złożonym organizmem, a jej mieszkańcy jedynie drobnymi elementami, których brak nie zawsze jest dla miasta szkodliwy, czy nawet zauważalny. Moskwa jest bowiem piękną, ale zdradliwą kochanką, która nie traktuje swoich wybranków sprawiedliwie. W tej niezwykłej, oddanej z najdrobniejszymi szczegółami scenerii rozgrywa się tragedia, której bycie świadkiem przyjdzie Wam z nie lada trudem. Głuchowski doskonale odmalowuje przed nami to, co w danej chwili czuje nasz Ilija, a zaglądanie w smartfonową wersję Chazina sprawia, że ogrom zbrodni i ciężar kary są jeszcze bardziej dotkliwe.

Przesłanie płynące z prozy Dostojewskiego i Gołkowskiego jest podobne, pojawiło się jednak nowe narzędzie, które pozwoliło „przywrócić” zmarłego do świata żywych i pozwolić Iliji oraz czytelnikowi na jego dokładne poznanie. Poznanie, które zarówno u bohatera jak i u osoby znajdującej się po drugiej strony kartek wywołuje mieszane, bardzo nieprzyjemne uczucia. Nie sądzę, że w przypadku, gdyby Głuchowski nie pokusił się o wykorzystania cyfrowej wersji Chazina, „Tekst” zrobiłby na mnie tak ogromne wrażenie. To właśnie ciągła obecność jego ducha sprawia, że te wszystkie doznania są tak piorunujące. Piorunujące, dające wiele do myślenia i pozostające na długo w pamięci.

Ponadto, odkrywanie kolejnych fragmentów życia i osobowości Chazina było dla mnie czymś okropnie niestosownym, wywołującym podskórny niepokój. W końcu w niedbale przerzuconej przez ramię torbie noszę przy sobie codziennie prawdziwy bank danych o mnie samej, które łatwo mogę na różne sposoby stracić. Danych, które mimo tego, że w mediach społecznościowych aktywna nie jestem, dużo o mnie mówią. I wiem też, że więcej jest na tym świecie skorych do zapisywania i relacjonowania w sieci niemal wszystkiego Chazinów, niż takich osób jak ja. To, co przedstawia w „Tekście” Głuchowski nie jest więc fantastyką a realnym zjawiskiem, które rozwija się na naszych oczach w tak szybkim tempie, że nawet tego nie zauważamy, choć bezpośrednio nas dotyka. Radosna Sieć z chęcią wyciąga ku nam ramiona oferując ogrom możliwości, ale też łapczywie przyjmując każdą cząstkę nas i każdy nasz ślad.

Czy to dobrze, czy źle? Cyberprzestrzeń nie od dziś dzieli fantastów, którzy widzą w niej rewolucję albo zmierzch ery człowieczeństwa. O zagrożeniach wynikających z powstawaniem wirtualnych tworów pisał William Gibson, surowego osądu rozrastającej się Sieci dokonał też Stanisław Lem w zbiorze esejów pod tytułem „Bomba megabitowa”. Pewna zgroza bije od opowiadania „Irrehaare” Jacka Dukaja o niezwykle realistycznej grze komputerowej, z powodzeniem zastępujej normalne życie. W „Zamieci” Neala Stephensona trafimy natomiast w sidła metawersu, ulepszonej wersji Internetu, która tylko pozornie oferuje bezpieczną i nieograniczoną rozrywkę. Z kolei „Pieprzony los Kataryniarza” Rafała Ziemkiewicza to krytyka nie tylko Sieci i rozwijającej się technologii, ale również tego, w jakim kierunku rozwija się nasze społeczeństwo w ogóle. Natomiast zupełnie inaczej do tematu cyberprzestrzeni podszedł Mariusz Sergiusz Przybyłek. Jego seria książek o detektywie działającym w szalenie rozbudowanej rzeczywistości wirtualnej pokazuje zarówno dobre, jak i złe jej aspekty cyberświata.

Przytoczone przeze mnie przykłady to rzecz jasna jedynie wybrani przedstawiciele tych twórców fantastyki, którzy podjęli dyskusję na temat cyberprzestrzeni. Nie ma jednak co ukrywać, że głosy mniej lub bardziej wyważonej krytyki są w tej dyskusji dominujące. I choć „Tekst” Dmitrija Głuchowskiego to powieść realistyczna, w której stanowiący nośnik osobowości właściciela smartfon jest tylko narzędziem do poruszenia uniwersalnych problemów, to ma wrażenie, że przy okazji Głuchowski staje właśnie obok tych, którzy na życie w sieci patrzą z ogromną rezerwą. W końcu nikt nie chciałby, żeby ktoś tak po prostu ukradł jego tożsamość, prawda?

Tytuł: Tekst

Autor: Dimitrij Głuchowski

Data wydania: 2017

Liczba stron: 368 

Wydawnictwo: INSIGNIS

 

 

COMMENTS