Dom z liści, Mark Z. Danielewski

Recenzje tą zacząć muszę od przyznania się przed Wami, że do lektury powieści Marka Z. Danielewskiego zabierałam się bardzo długo. Onieśmielona powtarzającymi się zachwytami i poważnymi wywodami na temat „Domu z liści” miałam wrażenie, że ta książka po prostu nie jest dla mnie. I rzeczywiście, moje spotkanie z prozą Danielewskiego nie należało do najprostszych. Ale z pewnością też nie  mogę go zaliczyć do tych złych przeżyć.

 

Fabuła „Domu z liści” jawi się jak dobry thriller. Johnny Wagabunda wiedzie swój przeciętny hulaszczy żywot do momentu, w którym jego przyjaciel Lude zabiera go do mieszkania Zampano, starszego i ekscentrycznego odludka, który odszedł kilka dni wcześniej. Na miejscu Johnny znajduje ogromną ilość notatek poświęconych tajemniczej „Relacji Navidsona”. Rzekomy dokument autorstwa wielokrotnie nagradzanego fotoreportera opowiada o dziwnych wydarzeniach, jakie miały miejsce w tajemniczym domu przy Ash Tree Lane. Zainteresowany nietypowymi zapiskami Wagabunda postanawia zabrać je ze sobą do domu. Nie wie jednak, że wraz z plikiem kartek wynosi z mieszkania Zampano coś, co wkrótce wymknie mu się spod kontroli…

 

Ten krótki opis przedstawia zaledwie jeden z wielu istotnych wątków, jakie przewijają się w powieści Marka Z. Danielewskiego. Powieści, która z pewnością przeraża, ale jednocześnie ma w sobie więcej z historii obyczajowej niż z horroru. Oczywiście, cały ta paranormalna warstwa jest wręcz doskonała – autor wyciągnął z motywu tajemniczego domu wszystko to, co najlepsze, a doprawiając to potężnym ładunkiem nauki i odwołań do kultury w postaci przypisów nadał mu jeszcze bardziej paranoiczny wydźwięk. Rzecz jasna, kilka nazwisk czy historii rozpoznamy od razu, jednak inne nie będą nam nic mówiły. Wtedy to powodowani ciekawością zaczniemy szperać w internecie, albo jak Johnny Wagabunda po prostu będziemy pogrążać się w rozmyślaniach na temat tego, co z „Relacji Navidsona” może być prawdą. Zaraz potem zaczniemy zadawać sobie coraz więcej pytań i z coraz większą desperacją będziemy poszukiwać na nie odpowiedzi…

 

Jak zauważyłam wcześniej, wątek grozy to dopiero jedna z wielu nici fabularnych, które wiją się po tym ogromnym powieściowym labiryncie. Pozostałych wątków omawiać szczegółowo nie będę, bo w tym tkwi kolejna z wielu zalet tej książki – w mrocznym korytarzach domu przy Ash Tree Lane każdy zobaczy to, na co jest najbardziej uwrażliwiony. Gdy jedna osoba potknie się o jakąś nić i pójdzie dalej, inna poświęci jej zdecydowanie więcej uwagi. Danielewski delikatnie zarysowuje wiele odrębnych w gruncie rzeczy historii, których bohaterów połączył tytułowy dom. Jednak nie jest on centralną częścią tej powieści, a jedynie spoiwem, które mocno trzyma tą szalenie złożoną fabularną konstrukcję. Konstrukcję, dodajmy, której uniwersalny charakter sprawi, że w „Domu z liści” każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

 

W tym momencie warto poświęcić kilka słów tak głośno omawianej już w mediach formie wydania. Tak, dosyć ciężko się czyta, gdy tekst nie biegnie równym rytmem, czcionka ciągle się zmienia i wielokrotnie musimy obracać opasłe jednak tomiszcze, by odczytać jedną czy dwie linijki tekstu,a czerwone przekreślenia okropnie drażnią oczy na idealnie białym tle. Nie sposób jednak nie docenić artystycznych walorów tej bardzo nieprzystępnej formy jak i jej siły przekazu. Warstwa wizualna „Domu z liści” świetnie komponuje się z tym, co ma nam do przekazania tekst, nie tylko potęgując ogólne wrażenia z lektury, ale też oddając to, co nie zostało napisane wprost. Widać, że każda strona została bardzo dobrze zaplanowana i przemyślana, dlatego mimo niekiedy bardzo irytujących zabiegów graficznych jestem tym wydaniem absolutnie zauroczona. Nie sposób jest też nie docenić polskiego wydawnictwa, które dołożyło wszelkich starań, by po przetłumaczeniu książki na język polski jej wydanie odpowiadało oryginalnemu zamysłowi.

 

Z kolei mnogością przypisów, nawiązań, odesłań i dodatków Mark Z. Danielewski zmusza zabieganego współczesnego czytelnika do uważnej i cierpliwej lektury. Przyzwyczajona do tego, że fabuła biegnie od punktu A do punktu Z zahaczając po drodze o kilka innych liter w należytym porządku, początkowo miałam problem z tym, jak „Dom z liści” czytać. Kuszona przez kolejne strzałki, odnośniki i wstawki od „wydawcy” jak i samego Wagabundy chciałam to wszystko przeczytać za jednym zamachem.

 

Na szczęście, szybko choć boleśnie zrozumiałam, że takie rozwiązanie nie zda egzaminu. Ze względu na swoją niezwykłą, wielopoziomową konstrukcję „Dom z liści” zwyczajnie nie nadaje się na jednorazową czy pośpieszną lekturę. I bardzo dobrze, bo odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach coraz częściej podchodzimy do kultury jak do kolejnego produktu typu „fast”. Ma być szybko, łatwo i możliwie najprzyjemniej. Tymczasem Danielewski nie tylko każe nam czytać powoli i uważnie, ale też lekturę znacznie nam utrudnia i zmusza do głębszej refleksji.

 

W powieści mamy do czynienia z różnymi spojrzeniami na te same wydarzenia. Głównym „punktem widzenia” jest dogłębna analiza „Relacji Navidsona” przeprowadzona przez Zampano. Dalej mamy Johnny’ego, który stara się tą analizę zrozumieć. Obok niego jest też „wydawca”, który to z kolei swoimi wtrąceniami wyrywa nas na moment ze świata iluzji i niedopowiedzeń. Nie zapominajmy też o bohaterach samego dokumentu, którzy również mają swoje spojrzenie na zjawiska zachodzące w domu. Mamy tu więc do czynienia nie tylko z nietypową formą, ale też misterną konstrukcją narracyjną, która pozwala na lepsze zrozumienie całości.

 

Lektura „Domu z liści” Marka Z. Danielewskiego to z pewnością wyzwanie. Wyzwanie dla czytelniczych nawyków i naszej zdolności do interpretacji oraz wychwytywania tego, co nie jest przekazane wprost. Oczywiście, na kilkuset stronach autor upchnął ogromną ilość wątków, zarzucił czytelnika pokaźną ilością przypisów i porwał się na ryzykowną zabawę formą, co nie każdemu może się podobać. Jednak jeśli chcecie poznać moje zdanie na jej temat (a zapewne chcecie, skoro dotrwaliście do końca tej recenzji), to sądzę, że warto te wyzwanie podjąć, bo „Dom z liści” to po prostu pozycja z górnej półki, która odciska w sercach czytelników swoje piętno.

 

<Fragment powieści>

 

Tytuł: Dom z liści

Autor: Mark Z. Danielewski

Wydawnictwo: MAG

Rok Wydania: 2016

Liczba stron: 736
(nasza strona na Facebooku)

COMMENTS